Szwajcarzy o Polsce i Polakach – projekt z okazji 11 listopada

Kochani Polacy!

Chciałabym uczcić Święto Niepodległości wyjątkowym projektem. Jak dotąd opowiadałam Wam po polsku o Szwajcarii i Szwajcarach. Tego wyjątkowego dnia chciałabym obrócić kota ogonem i oddać mojego bloga w ręce Szwajcarów.

Czy bylibyście w stanie mi pomóc zebrać krótkie kilkuzdaniowe wypowiedzi Szwajcarów o naszym kraju i Polakach?

Szwajcarzy o Polsce i Polakach

Nie chcę narzucać z góry tematów, bo liczę na to, że każdy kto weźmie udział w moim projekcie będzie miał do niego unikalne podejście. Przyjaźń z Polakami? Polacy jako pracownicy albo szefowie? Polska ekonomia? Polityka? Codzienność? Sławni Polacy? A może po prostu tak ogólnie, co im przychodzi do głowy, gdy słyszą słowo „Polska”?

Czytaj dalej …

Blogini Blabliblu, teksty, co mają płeć i kobiece „nie umiem”

W dzisiejszym artykule więcej pytań niż odpowiedzi. Mam kilka bardzo konkretnych spostrzeżeń i nie potrafię na ich podstawie wysnuć żadnych wniosków. Mam nadzieję, że mi w tym pomożecie.

Tekst literacki zwykle ma płeć. Perspektywa kobieca lub męska zawsze gdzieś tam brzęczy w warstwie niewidzialnej na pierwszy rzut oka. Przyciąga jednych i drażni drugich. Sprawia, że testy kobiece przemawiają silniej do kobiet, a teksty męskie do mężczyzn. To było dla mnie oczywiste przez wiele, wiele lat. Co więcej, zawsze zdawało mi się, że piszę dla kobiet – silnych, świadomych siebie, wyzwolonych, a jednocześnie bardzo kobiecych kobiet. A tu niespodzianka…

Ostatnio dostałam propozycję współpracy z pewnym typowo kobiecym portalem.

– Jesteśmy pod wrażeniem… plepleple…, ale proszę nam przedstawić czarno na białym, że pani teksty są chętnie czytane przez dziewczyny. Najlepiej po prostu proszę nam przesłać kopię statystyk bloga.

Ależ oczywiście, przecież to tylko formalność. Dlatego możecie sobie wyobrazić moją nietęgą minę, gdy okazało się, że 60% moich czytelników to mężczyźni… Kreatywny marketing jest niczym kreatywna księgowość, więc szybko sięgnęłam do statystyk fanpejdża na fejsbuku, z których wynikało, że 75% moich fanów to dziewczyny. Niestety, moja rozmówczyni była bezlitosna.

– No tak, ale kobiety są ogólnie o wiele bardziej aktywne na mediach społecznościowych, więc to o niczym nie świadczy. Bardzo prosimy o statystyki z bloga.

– Eeee… czy 40% czytelników w spódnicach to według Was dobry wynik?…

Próbowałam jeszcze argumentować, że to na pewno kobiety czytają mojego bloga na komputerach mężów, ale zdaje się, że moje tłumaczenia nie trafiły na bardzo podatny grunt.

Czytaj dalej …

Syndrom żony piłkarza

Ja się po prostu nie nadaję. Nie pasuję. Jestem prawdziwym dzikusem z pola kukurydzy z widłami w łapie… – z takim przekonaniem wychodzę ze wszelkich webinarów, podcastów pełnych porad „jak dobrze blogować”, „jak wydać książkę”, „jak zarządzać czasem”, „jak zarabiać na swoim hobby”, „jak się samorealizować”… Samorealizacja, piękni, uśmiechnięci ludzie, okrągłe hasła i, co gorsza, artykuły pełne prawdy! Bo jeśli zawartość tych wszystkich mądrych poradników, webinarów, podcastów, wykładów, TED’ów, seminariów byłaby idiotyczna i nieprawdziwa, łatwiej mi by było je wyśmiać i olać.

Tymczasem są tam i wszystkie śmieją się ze mnie, wydeptującą sobie pracowicie ścieżkę pośród chaszczy, mimo że obok mnie biegnie trakt, po którym biegają tłumy.

Kilka tygodni temu spotkałam się z koleżankami i powiedziałam im, że nie chcę iść za rękę z żadnym wydawnictwem. Nie bawi mnie żebranie, chodzenie na kompromisy i nachalna „sprzedaż” mojego produktu. Chciałabym wydać książkę sama i albo założyć wydawnictwo albo dokonać tak popularnego teraz self-publishingu. Koleżanki, przedsiębiorcze i ogarnięte dziewczyny, od razu stworzyły mi niemal kompletny plan działań. Zajrzyj na tę stronę – odnajdziesz tam kompletny kosztorys, jak to zrobić. Stwórz społeczność dookoła siebie jak to zrobił XYZ. A ABC napisał o tym książkę, a CDE radzi, żeby zacząć od tego i śmego (…)

Czytaj dalej …

O stukrotnej śmierci piękna i sprzedaży siebie

Dzisiejszy artykuł będzie dziwny. Dużo słabo powiązanych ze sobą historii i zero pointy. Ale ja po prostu nie mam do tego żadnej pointy. Albo inaczej: mam, ale taką babciową, o tym, że świat schodzi na psy, a piękno umiera. I nikogo to kurwa nie obchodzi.

One of the wonders of the world is going down (…)

It’s one of the blunders of the world that noone cares, noone cares enough

Tak śpiewał mój ukochany Porcupine Tree w „Sound of Muzak” na płycie „In Absentia”, za którą notabene dostał solidne bęcki od true fanów. Bo niby płyta za ostra, za ciężka, znaczy się… zespół się sprzedał. Gdyby ironia miała imię… Wróćmy jednak do moich anegdotek.

Pierwsza historia będzie bardziej o biznesie niż o pięknie. Niedawno zadzwonił do mnie szwajcarski kolega z prośbą o pomoc. Sprawa tyczyła się kilku polskich klientów, z którymi nie za bardzo wiedział, co zrobić. Żebym zrozumiała cały problem, wytłumaczył mi kontekst. Kolega stworzył ze swoją ekipą dość popularny program. Otóż, żeby pozbyć się nieustannych próśb o wsparcie techniczne i wszechobecnego hejtu, postanowił, zamiast oferować swój program za darmo dla podstawowych użytkowników, sprzedawać licencję… za 1 dolara na rok (albo 2 dolary – szczegółów nie pamiętam). Śmiał się z tego bardzo, że tą jedną decyzją wymiótł sobie genialnie swoje podwórko. Bo stracił jakieś 60% użytkowników, ale razem z nimi odszedł… hejt! No, prawie… i dlatego ja mu byłam potrzebna.

Czytaj dalej …

Sto lat, Szwajcarskie Blabliblu! Rozwiązanie konkursu kubkowego

To już cztery lata. Szmat czasu… a zdawałoby się, że to było wczoraj. Dokładnie 30 kwietnia 2013 roku siedziałam sobie na maluśkiej plażyczce na brzegu Jeziora Genewskiego z laptopem na kolanach i pisałam maila do przyjaciółki. Sama się śmiałam ze swojego tekstu… Potem do tego maila dołączyłam kilku innych odbiorców, potem jeszcze kilku… a później po prostu stwierdziłam, że założę bloga i wszystkim znajomym podam jego adres. Już w czerwcu na moim blogu zaczęli pojawiać się nieznajomi. A potem tak się sama w to wkręciłam, że trudno mi było przestać.

Było wiele wzlotów i wiele upadków. Popełniłam całe mnóstwo błędów i nadal popełniam. Wielu rzeczy nie potrafiłam i nadal nie potrafię. Ale uczę się z każdym dniem. Lista rzeczy, które osiągnęłam dzięki blogowi jest długa. Ludzie, których poznałam dzięki blogowi są nie do przecenienia. A przede wszystkim, dzięki blogowi odnalazłam siebie i dowiedziałam się, co chcę robić w życiu! Każdemu tego życzę!

Co możecie mi dać na urodziny bloga? Jest dla mnie coś o wiele ważniejszego niż życzenia. Są to wspomnienia! Dajcie mi na urodziny swoje ulubione wspomnienie związane z Szwajcarskim Blabliblu. Jakąś Waszą chwilę, gdy Was coś poruszyło, dotknęło, związało ze mną… To da mi o wiele więcej kopniaka niż najpiękniejsze „sto lat”!

Czytaj dalej …

KONKURS – autorski kubek na 4 urodziny Szwajcarskiego Blabliblu!

30 kwietnia 2013 roku ukazał się pierwszy artykuł na Szwajcarskim Blabliblu! To już cztery lata nadaję z twierdzy Romandia… Ciekawe, kto z Was był ze mną od początku? Pewnie nikt, albo tylko moi najbliżsi znajomi. Jak wiele w tym czasie się wydarzyło… przede wszystkim zaczęłam pisać na większą skalę i odnalazłam to, co chcę robić do końca życia. I chociażby dlatego Blabliblu zawsze będzie moim ulubionym dzieckiem bez względu na to, jak się potoczą moje losy.

Cztery lata piechotą nie chodzą, dlatego postanowiłam przeprowadzić konkurs z nagrodami. Konkurs rozstrzygnie się 30 kwietnia 2017 – dokładnie w 4 urodziny bloga. Nagroda to autorski kubek Szwajcarskiego Blabliblu – z nadrukowanym headerem z Matterhornem, krówką, rączkami i narciarką!

IMG_0503

Mam ich aż pięć, wszystkie piękne i czekające z niecierpliwością na nowych właścicieli. Edycja bardzo mocno limitowana, bo powstało ich jedynie 10!

Czytaj dalej …

Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, gdzie kupić moją książkę?

Nie wiesz, bo Ci tego nie powiedziałam!

 

No więc, jeśli jesteś w Polsce i lubisz wersje papierowe, gdzie można sobie powąchać książkę i kiedyś zdobyć mój autograf, zajrzyj tutaj:

http://multibook.pl/pl/p/Joanna-Lampka-Czy-wiesz%2C-dlaczego-nie-wiesz%2C-kto-jest-prezydentem-Szwajcarii/7883

W wersji elektronicznej książka dostępna jest tutaj:

https://ksiazki.pafere.org/#/

Jeśli za to jesteś w Szwajcarii i chcesz mieć tradycyjną, pachnącą właśnie wydrukowanymi kartkami książkę z dostawą do domu, to jest link dla Ciebie (z moim najnowszym profesjonalnym zdjęciem):

https://jaroslawmorawiec.wixsite.com/joannalampka

 

Ktoś już ją czytał? Mam informacje tylko i wyłącznie przez wiadomości prywatne i zero grupowych zwierzeń – może więc czas uruchomić jakiś respons od czytelników!

WYNIKI KONKURSU Dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii

Dzięki Waszym odpowiedziom na konkursowe pytanie ostatnie trzy dni były dla mnie wyjątkowo radosne. Nie miałam pojęcia, że zwykłe pytanie zadawane przez tysiące srogich nauczycielek „Dlaczego nie wiesz…. Kowalski?” może być katalizatorem takiej kreatywności. Jeszcze tylko czekałam na „Bo miałem awarię budzika, sorko!” albo „Bo fretka mi zżarła pracę domową!”. To był kolejny moment, kiedy mogłam powiedzieć z całym przekonaniem, że blog jak blog, ALE CI CZYTELNICY! Skąd Wy się wszyscy wzięliście z tym Waszym humorem, sarkazmem, kreatywnością, profesjonalizmem, dystansem do siebie… Hę?

KONKURS (2)

Nie wiedziałam totalnie jak wyłonić zwycięzców. Ja bym po prostu z chęcią wszystkim Wam rozdała te książki, bo w zasadzie nie było ani jednej odpowiedzi, która by mnie nie poruszyła, rozbawiła, wywołała uśmiech, albo po prostu chęć wręczenia Wam tej książki w celu odkrycia kto, cholibka, jest tym prezydentem Szwajcarii!… Zastanawiałam się, czy nie zwiększyć puli książek jako nagród, ale nie miałam pojęcia, kogo w zasadzie miałabym z tego wykluczyć. Także paradoksalnie łatwiej mi było zostać tylko przy tych trzech…

Czytaj dalej …

KONKURS – Dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?

Moja książka “Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii” / “Do you know why you don’t know who the president of Switzerland is” powoli wchodzi do obiegu, a tymczasem ja mam dla Was konkurs!

KONKURS (1)

Jeśli chcecie być pierwsi, którzy otrzymają swój pachnący prawdziwym papierem egzemplarz wraz z moją osobistą dedykacją lub czystą, odpowiedzcie na tytułowe pytanie – Dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?

Czytaj dalej …

O książkach, magii, smutkach i radościach… i sekretach

Dzisiejszy artykuł będzie o niczym, także wszystkich tych, którzy spodziewają się nowej antologii na temat szwajcarskich warunków glebowych albo ruchów feministycznych bądź też tektonicznych w kantonie Valais serdecznie zapraszam do archiwum lub… kiedy indziej. To też nie najlepszy artykuł na pierwszy raz. Dzisiaj będzie dla tych, którzy w jakiś tam sposób czują się ze Szwajcarskim Blabliblu związani. Wiem, że Was jest wielu, w końcu według statystyk wraca tu niemal połowa z tych 8 – 10 tysięcy miesięcznie.

Ostatnio doszłam do wniosku, że jestem bardzo niesprawiedliwa wobec tych, którzy tylko i wyłącznie czytają mojego bloga, a nie biorą udziału w tym, co się dzieje na fejsbukowym fanpejdżu. A przecież nikt nie ma obowiązku posiadać ani korzystać z mediów społecznościowych, więc przeniesienie tam praktycznie całej warstwy prywatnej zabiera im wiele informacji czy możliwości.

Co najważniejsze, na blogu w moich tekstach najpewniej się nawet nie zająknęłam, że jestem w trakcie pisania książki o Szwajcarii! Olaboga – tą sprawą praktycznie żyłam przez ostatnie sześć miesięcy, a niektórzy z Was dowiedzą się dopiero teraz. Dlatego, Panie i Panowie, już niedługo w sprzedaży i wolnej dystrybucji książka ukazująca dość kompleksowo fenomen Szwajcarii „Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii” napisana dla PAFERE – Polsko – Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego.

Cover_v4_final

Pochwalę się, że przedsłowie do mojej książki napisał sam Ambasador Szwajcarii w Polsce – Andrej Motyl, a także guru historii Szwajcarii w trakcie II wojny światowej – Stephen P. Halbrook…

Być może jednak nie chwaliłam się wcześniej zbyt głośno, ponieważ sama nie byłam w stanie w to uwierzyć. Po tylu latach wreszcie coś się zaczęło rodzić z mojej pasji – lepiej w końcu nie zapeszać!

Ale to w końcu się dzieje – bardzo niedługo na rynku pojawi się moja pierwsza książka. Wraz z nią w głowie pojawiają mi się podsumowania i testamenty, jakbym gdzieś doszła. A tymczasem przecież droga nie kończy się tu i teraz, nie osiągnęłam jeszcze w zasadzie nic ważnego, idę dalej… Może te podsumowania biorą mi się w zasadzie stąd, że ostatnio w Birmie przyplątało się do mnie jakieś tropikalne świństwo i gdy zwijałam się z bólu, pierwsze w zasadzie co mi przyszło do głowy, to kto po mojej śmierci będzie kontynuował moją pracę. Inni rozdzielają dzieci, samochody i dzieła sztuki, a ja moje dobra intelektualne… W końcu to jedyne w zasadzie, co posiadam.

Czytaj dalej …