To zależy od kantonu…

Dzisiejszy temat jest pierwszą częścią cyklu „Dzień Kantonów”. Cykl będzie miał tyle części, ile kantonów, czyli 26 plus wprowadzenie. Każdy artykuł będzie poświęcony jednemu ze szwajcarskich kantonów – jego historii, specyfice, najciekawszych turystycznie miejscach, pracy i wszystkich innych zagadnieniach, które mogą interesować Polaków. Szwajcarskie kantony nie dają się w końcu łatwo porównać ani z polskimi województwami ani z amerykańskimi stanami. To niemal niepodległe państwa z własnym rządem, parlamentem i przede wszystkim – własną polityką finansową (włączając w to wysokość podatków). Kantony różnią się nie tylko od jednostek samorządowych z innych państw, ale przede wszystkim od siebie nawzajem. Dlatego też przeprowadzając się do Szwajcarii należy zwrócić szczególną uwagę na miejsce swojego zamieszkania. „Jadę do Szwajcarii. Jak tam jest?…” nie wystarczy.

 

„To zależy od kantonu…” – ta odpowiedź na nieskończoną liczbę pytań odnośnie Szwajcarii powtarza się tak często, że aż nuży.

– Będę zarabiał 5 tysięcy franków brutto na miesiąc, ale jakoś nigdzie nie mogę znaleźć, ile to jest netto. Czy mogłabyś mi pomóc?

– To, ile otrzymasz na rękę, zależy między innymi od kantonu.

– Aha, no to jest kanton Zug!

– To dobrze, Zug jest jednym z niskopodatkowych kantonów. A gdzie dokładnie? Wysokość podatków zależy również od gminy.

– Nie wiem…

Czytaj dalej …

Szwajcaria bez telewizji publicznej? – referendum NO BILLAG

Czy Szwajcaria stanie się pierwszym krajem europejskim, który obali monopol telewizji publicznej? 4 marca zwykli obywatele Szwajcarii znów wezmą sprawy w swoje ręce i będą mogli zdecydować w referendum ogólnokrajowym, czy chcą nadal opłacać abonament radiowo – telewizyjny tzw. Billag.

Inicjodawcy argumentują, że zniesienie abonamentu wpłynie pozytywnie na rynek mediów i w rezultacie przyniesie korzyści również telewidzom. Szwajcarski rząd i parlament, jak również przeciwnicy reformy przekonują, że chęć uwolnienia rynku mediów od monopolu telewizji publicznej jest złudna. Szwajcarska telewizja publiczna, według nich, wręcz przeciwnie, pełni ważną rolę w utrzymaniu pluralizmu, co jest niezbędne w wielokulturowej, demokratycznej Szwajcarii.

CO TO JEST TEN SŁYNNY BILLAG?

Zanim jednak wgłębię się w argumenty zwolenników i przeciwników inicjatywy NO BILLAG, chciałabym powiedzieć kilka słów o tym podatku. Szwajcarski abonament radiowo – telewizyjny jest traktowany nieco inaczej niż nasz polski, z którym połowa rodaków bawi się w kotka i myszkę. Mianowicie Billag trzeba płacić, czy się ma telewizor i radio czy nie, co sprawia, że staje się jednym z obowiązkowych podatków, a nie opłatą za usługę. Co prawda są tacy, którzy zarzekają się, że udaje im się bez żadnych konsekwencji unikać płacenia Billagu, natomiast ja to traktuję jako taką wiecznie żywą miejską legendę… Bezpieczniej założyć, że Billag w Szwajcarii jest jak ubezpieczenie zdrowotne – czy się korzysta, czy się nie korzysta, trzeba płacić.

Czytaj dalej …

Ostatni rewolucjoniści. Szwajcarski Belfast i spór o tożsamość

Posłuchajcie historii o jurajskich separatystach! Tak, tak, Szwajcaria też ma swoich buntowników. Nikt jednak nie jest aż takim straceńcem, żeby próbować się od niej odłączyć. Co to to nie – a nawet odwrotnie – niektórzy nieśmiało, i trochę w żartach, proponują przyłączenie się do Konfederacji („A jakby tak wypowiedzieć wojnę ze Szwajcarią i od razu się poddać?”).

Szwajcaria ma za to buntowników międzykantonalnych! Żeby jednak pojąć całkowicie problematykę walki o autonomię regionów, musicie zrozumieć, że szwajcarskie kantony o to wiele więcej niż nasze województwa. Można je porównać do amerykańskich stanów, choć to jest również niezbyt trafione zestawienie. Otóż Szwajcarzy mają bardzo emocjonalne podejście do swoich kantonów. Zwykło się mówić, że mieszkańcy górskiego kantonu Valais są przede wszystkim Valaisańczykami, a dopiero potem Szwajcarami, tak samo jak mieszkańcy włoskojęzycznego Ticino – przede wszystkim Ticinesi… Na domach flagi kantonów powiewają na równi z białym krzyżem na czerwonym tle, a przywiązanie Szwajcarów do swoich regionów jest wręcz legendarne i można o nim opowiadać godzinami. Na przykład, według moich nieformalnych doniesień, w niektórych regionach nie da się kupić nieruchomości bez nazwiska pochodzącego z danych okolic (nawet rodowity Szwajcar z innego kantonu nie będzie w stanie nic wskórać!).

W tych pięknych okolicznościach przyrody jest jeden podzielony region. Mieszkańcy Moutier już w przyszłym tygodniu zdecydują, dla kogo bije ich serce… Ale o tym opowie Wam Tomek Streit, gość na moim blogu. (Powitajcie Tomka brawami, róbcie sobie kawkę i zasiadajcie do lektury!)

Na fladze kantonu Jura znajduje się pastorał albo po prostu biskupia laska (ten sam symbol widnieje we flagach kantonów Basel-Stadt i Basel-Landschaft) i siedem biało-czerwonych pasów, które symbolizują siedem historycznych okręgów, z których składało się katolickie Biskupstwo Bazylei. Połowa z nich należy obecnie do kantonu Bern. A jeden do Francji.

Czytaj dalej …

WYNIKI KONKURSU Dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii

Dzięki Waszym odpowiedziom na konkursowe pytanie ostatnie trzy dni były dla mnie wyjątkowo radosne. Nie miałam pojęcia, że zwykłe pytanie zadawane przez tysiące srogich nauczycielek „Dlaczego nie wiesz…. Kowalski?” może być katalizatorem takiej kreatywności. Jeszcze tylko czekałam na „Bo miałem awarię budzika, sorko!” albo „Bo fretka mi zżarła pracę domową!”. To był kolejny moment, kiedy mogłam powiedzieć z całym przekonaniem, że blog jak blog, ALE CI CZYTELNICY! Skąd Wy się wszyscy wzięliście z tym Waszym humorem, sarkazmem, kreatywnością, profesjonalizmem, dystansem do siebie… Hę?

KONKURS (2)

Nie wiedziałam totalnie jak wyłonić zwycięzców. Ja bym po prostu z chęcią wszystkim Wam rozdała te książki, bo w zasadzie nie było ani jednej odpowiedzi, która by mnie nie poruszyła, rozbawiła, wywołała uśmiech, albo po prostu chęć wręczenia Wam tej książki w celu odkrycia kto, cholibka, jest tym prezydentem Szwajcarii!… Zastanawiałam się, czy nie zwiększyć puli książek jako nagród, ale nie miałam pojęcia, kogo w zasadzie miałabym z tego wykluczyć. Także paradoksalnie łatwiej mi było zostać tylko przy tych trzech…

Czytaj dalej …

KONKURS – Dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?

Moja książka “Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii” / “Do you know why you don’t know who the president of Switzerland is” powoli wchodzi do obiegu, a tymczasem ja mam dla Was konkurs!

KONKURS (1)

Jeśli chcecie być pierwsi, którzy otrzymają swój pachnący prawdziwym papierem egzemplarz wraz z moją osobistą dedykacją lub czystą, odpowiedzcie na tytułowe pytanie – Dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?

Czytaj dalej …

O prezydencie, co jeździł koleją

W 2014 roku świat obiegło zdjęcie ówczesnego prezydenta Szwajcarii Didiera Burkhaltera, który rozluźniony stał na peronie beztrosko stukając w ekran swojego smartfona. Dookoła snuli się znudzeni podróżni czekający również na pociąg i nikt zdawał się nie zwracać na niego uwagi. Dookoła nie było widać żadnych ochroniarzy. Prezydent spokojnie czekał na pociąg.

Oto rzeczona fotografia wykonana z ukrycia przez jednego z dziennikarzy prasy niezależnej:

Prezydent Didier Burkhalter na słynnym zdjęciu
Prezydent Didier Burkhalter na słynnym zdjęciu

Międzynarodowe media się zagotowały! Oto prezydent jednego z najbogatszych krajów świata podróżuje koleją zamiast kuloodporną limuzyną w konwoju w asyście sześciu ponurych, wygarniturowanych ochroniarzy. W dodatku, co ciekawe, nie jest atakowany przez wściekłe babcie nie zgadzające się z polityką państwa, młodzież proszącą o autograf i eleganckich panów chcących przedstawić swój pogląd na temat imigracji czy podatków… Nikt go nie niepokoi. I teraz kolejny paradoks jeszcze lepszy od wcześniejszych: podczas gdy gazety i portale ze Stanów, Francji czy Niemiec wręcz iskrzyły, szwajcarskie media bardziej prezentowały nietypowe zainteresowanie prasy światowej tym tematem niż samym tematem. No to co, że jedzie pociągiem? A czym ma jechać, jak to tylko 2 przystanki? Helikopterem?

Czytaj dalej …

Naturalizacja czyli jak zostać Szwajcarem

Od razu zaznaczam – szwajcarski paszport nie wzbudza we mnie żadnych cieplejszych uczuć. Mój polski jest śliczny. Do Stanów się nie wybieram i jeszcze nigdy nie czułam się traktowana gorzej ze względu na to, że jestem Polką a nie Szwajcarką. Odwrotnie, jako że mój prywatny Szwajcar wygląda jak terrorysta, zwykle jestem traktowana lepiej. A zresztą taka ze mnie Szwajcarka jak z koziej trąbki dupa.

Nie wnikam jednak w motywacje emigrantów. Kiedyś mój kolega wyliczył, że się to opłaca. Przyznaję jednak, że kolega jest z RPA, dlatego nie przedstawię jego skomplikowanych rachunków, bo polskim emigrantom, członkom UE, nie będą one przydatne do niczego. Ale nawet jego wyliczenia mnie nie przekonały. Cała procedura jest tak droga, długa i bolesna i wymaga dużo samozaparcia, poświęcenia i nakładów finansowych. Oczywiście – świetna sprawa jest taka, że ze szwajcarskim paszportem uzyskuje się prawo głosu i można w pełni brać udział w życiu politycznym Szwajcarii.

Czytaj dalej …

Żydowskie złoto w alpejskich skarbcach

Zgodnie z zapowiedzią z „wojennego” artykułu na temat Szwajcarii, kwestia pieniędzy ofiar Holocaustu i II Wojny Światowej w szwajcarskich bankach miała doczekać się osobnego artykułu. Oto więc jest! Blog zostaje chwilowo przejęty przez Tajnego Współpracownika, który chciałby Szanownej Gospodyni bloga pogratulować odwagi, że nie boi się drażnić szwajcarskiej branży bankowej…

Z pewnością każdy z Was słyszał w dzieciństwie legendy o zaklętym złocie, strzeżonym w wysokich górach przez straszliwe smoki. Niejednemu/niejednej stara niania opowiadała do snu mrożące krew w żyłach historie o złośliwych karłach zazdrośnie pilnujących swoich skarbców i gotowych zgładzić każdego śmiałka, który choćby na wiorstę się do nich zbliży. No więc historia „żydowskiego złota” w Szwajcarii jest dosyć podobna i równie interesująca, co kryminalna.

Ile pieniędzy przejęły szwajcarskie banki po ofiarach II Wojny Światowej i Holocaustu? Czy cokolwiek oddały spadkobiercom tychże ofiar? Niniejszy artykuł spróbuje odpowiedzieć na oba pytania.

Czytaj dalej …

Najbardziej ponury wykład o śmiechu czyli szwajcarski prezydent wygrywa Internety

Każde odwiedziny na jakimkolwiek polskim portalu prasowym sprawiają, że później muszę sobie zaparzyć meliskę albo inne ziółka. Szwajcarska polityka jest przy tym jak odświeżająca bryza w upalne popołudnie, albo zapach wiosny mroźnym rankiem. Dlatego mam dla Was dziś coś wyjątkowego, rodem z Monty Pythona, coś co Was wprawi w nieco absurdalny nastrój nie podnosząc ciśnienia do niebezpiecznych poziomów.

Prezydent Szwajcarii (2016) Johann Schneider-Ammann pokazuje, jakim to jest urodzonym śmieszkiem

Czytaj dalej …

Dlaczego Polska nie jest tak bogata jak Szwajcaria – czyli Polacy w szwajcarskim, krzywym lustrze

Nie mogę przestać patrzeć na Szwajcarię przez pewną perspektywę. Może to jest ściśle „moja” cecha, że nieważne jak daleko jestem od Polski, moje korzenie wyłażą zza międzynarodowej fasady jak zombie z grobów w Halloween. Ale nie łudzę się, że jestem taka wyjątkowa: każdy nosi w sobie przeszłość, dzieciństwo, swoich rodziców i dziadków, swoją Ojczyznę i cały zestaw kodów kulturowych, które są niedostępne dla kogoś wychowanego poza jego krajem. Mam wrażenie, że im dalej się chce od tego uciec, być takim amerykańskim, szwajcarskim, czy jakimkolwiek innym, tym bardziej te korzenie są widoczne. Jak drzewko, które rośnie tak intensywnie chcąc uciec w górę od tego co go trzyma ziemi, że jego korzenie, żeby to zrównoważyć, zaczynają również się rozbudowywać wystając ponad powierzchnię. Im dalej by się chciało uciec, tym głębiej sięgają korzenie. To tak jak hejterzy rodem z Onetu, którzy krytykują Polskę i Polaków na wszystkie sposoby, ale jednocześnie każdego dnia regularnie o tej samej porze odpalają ten sam polski serwis. Żadne tam The Guardian czy choćby The Sun…

Nieważne jak pyszny chleb z francuskiej piekarni byśmy jedli, porównywać go będziemy zawsze do tego pachnącego, kwaśnego, jeszcze ciepłego, z jednej strony z błyszczącą, ciemnobrązową skórką, a z drugiej umączonego, którego pamiętamy z dzieciństwa. Którego podgryzałam w drodze do domu czasem tak namiętnie, że jeszcze przed wejściem wiedziałam, że muszę wymyślić wielce prawdopodobną historię o zdychającym z głodu szopie – praczu, który porwał rzeczony bochenek. I to ten polski chleb na zakwasie będzie dla nas punktem odniesienia!

Czytaj dalej …