Przy stole w Szwajcarii

Mamy niezwykłą tendencję do tworzenia uogólnień na podstawie naszego otoczenia. Dla jednych świat schodzi po schodach w dwupiętrowym apartamencie, dla drugich świat schodzi na psy. A prawda, jak zwykle, merda się gdzieś pomiędzy i bardzo trudno ją uchwycić. Bo nawet jeśli uśrednimy te ekstrema, wyjdzie nam nie świat-przeciętny, ale świat-nikt.

Dlatego nie zamierzam dołączać do moich artykułów kilku stron małym druczkiem po gwiazdce: *nie dotyczy: Szwajcarów niemieckojęzycznych, Szwajcarów, którzy przebywali więcej niż 2 lata w Polsce, Szwajcarów w zielonych spodniach, pół-Szwajcarów, niby-Szwajcarów, mieszkańców kantonu Jura, Szwajcarów, którzy lubią piwo, Szwajcarów, którzy wychowali się na wsi mniejszej niż 500 mieszkańców i w mieście większym niż 100 tysięcy mieszkańców, „nowych” Szwajcarów, pana Schmidta z Zurychu z ulicy Bahnhoffstrasse 38 i teściów Kasi, Zosi i Małgosi, a także wszystkich przebrzydłych szefów… Nie, nie, nie! Jeśli tak zrobię, wyjdzie mi umowa kredytowa, a nie artykuł. Także przyjmijmy raz na zawsze, że ja piszę z mojej perspektywy, wy piszecie komentarze ze swojej i wszyscy się kochamy i wyrozumiale głasiamy po dzióbkach.

Dzisiejszy artykuł będzie mówił o zwyczajach jedzeniowych Szwajcarów. Zamiast jednak zaglądać im do garów, skupię się bardziej na okolicy jadalni. Jak jadają Szwajcarzy w swoim domowym zaciszu, lub gdy przychodzą do nich goście?

Czytaj dalej …

Donnerwetter! Sezon burzowy w pełni. Czy wiecie gdzie w Szwajcarii piorun uderza najczęściej?

Dziś gość na blogu, Tomek Streit, opowie Wam o wpływie Marysiek na gromy z jasnego nieba. Powitajcie Tomka gromką owacją i pieruńskim uśmiechem:

Ponad 42 500 razy strzeliły już pioruny w tym roku. Większość w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Ulubionym miejscem piorunów w Szwajcarii jest kanton Ticino. W pierwszej połowie roku naliczono tam ponad 6200 błyskawic, które dotarły do ziemi. Dwunastoletnie obserwacje wykazały, że na kilometr kwadratowy wypada 4,7 piorunów każdego roku! Gmina Isone w okolicach Belinzony z wysoką na ponad 2200 metrów górą Camoghe, może pochwalić się 12,5 uderzeniami piorunów na kilometr kwadratowy. Dla porównania w ponad stu szwajcarskich gminach w ciągu roku nie uderza żaden piorun.

pioruny
Uderzenia pioruna w Szwajcarii na km2 w latach 2005 – 2016. Im bardziej intensywny żółty, tym te zdarzenia są częstsze.

Czytaj dalej …

Ratuj się kto może, czyli szwajcarska impreza

Ostrzegam, ten tekst jest subiektywny. Jak ktoś chce okrągłych, ostrożnych tekstów, gdzie co drugie zdanie brzmi „to zależy od…” i „każdy człowiek jest inny, ale…”, a jednocześnie lubi Szwajcarię, niech sobie wejdzie na jakiegoś porządnego bloga ekonomicznego, gdzie wszystko zależy od kursu franka: nawet pogoda i natężenie ruchu na A4.

Drugi disclaimer jest taki, że moje szwajcarskie doświadczenia imprezowe dotyczą Romandii, czyli Szwajcarii francuskojęzycznej. Ależ oczywiście może się zdarzyć, że w Twojej wsi gdzieś w Appenzelu imprezuje się inaczej, i nawet nie byłoby w tym nic dziwnego. W końcu Roestigraben – mityczna granica mentalności pomiędzy różnymi częściami językowymi Szwajcarii nie jest wymyślona.

Niniejszy tekst jest o szwajcarskich imprezach – tych bardziej formalnych – ślubach, weselach, koktajlach (tzw. apéro) i kolacjach. Od razu muszę się przyznać, że mam alergię na tego typu wydarzenia i uczestniczę w nich jedynie, gdy już nie mam innego wyjścia. Dlaczego?

Czytaj dalej …

Przyjmowanie gości bez stresu po szwajcarsku, czyli dlaczego Szwajcarzy nie zapraszają się do domów

Poniższy tekst jest dosłownym tłumaczeniem artykułu, który ukazał się w gazetce Coopa dnia 29 listopada 2016 roku („Ohne Stress aufgetischt” Coopzeitung, 29 Nov 2016). Szwajcarskie Blabliblu tego nie zmyśliło, ani nie rości sobie żadnych praw autorskich do poniższych mądrości. Jednocześnie autorka bloga zastrzega sobie, że nie będzie ponosić żadnej odpowiedzialności za szkody mentalne poniesione przez osoby, które zastosują poniższe rady i wskazówki, jak również nie będzie ponosić kosztów psychiatry, psychologa, rozwodu, ani utrzymania i wychowywania dzieci po wyżej wymienionym.

Dowiedzcie się, mądre Panie i śliczni Panowie, dlaczego Szwajcarzy tak rzadko zapraszają gości do domów… Oto jak się przyjmuje gości po szwajcarsku. Perfekcyjna Pani Domu przy tym to jakieś pomiotło. Alors, miłej lektury!

Czytaj dalej …

Krótka historia rolnicza z kantonem Ticino w tle

Szanowna Gospodyni tego zacnego bloga wciąż przebywa w międzynarodowych wojażach, w związku z tym zostałem przez nią poproszony o „dostarczenie jakiegoś kontentu” na bloga w Nowym Roku.

-Napisz jakiś ostry kawałek,  żeby było o Szwajcarii i żeby to był jakiś kontrowersyjny temat.

-No, ale jak to ostry i kontrowersyjny?

-Normalnie, żeby zaszokował i wzburzył czytelników.

-…

-Liczę na ciebie.

No dobra, oto więc najbardziej kontrowersyjny temat jaki udało mi się wynaleźć: ROLNICTWO W SZWAJCARII.

Czytaj dalej …

Najbardziej ponury wykład o śmiechu czyli szwajcarski prezydent wygrywa Internety

Każde odwiedziny na jakimkolwiek polskim portalu prasowym sprawiają, że później muszę sobie zaparzyć meliskę albo inne ziółka. Szwajcarska polityka jest przy tym jak odświeżająca bryza w upalne popołudnie, albo zapach wiosny mroźnym rankiem. Dlatego mam dla Was dziś coś wyjątkowego, rodem z Monty Pythona, coś co Was wprawi w nieco absurdalny nastrój nie podnosząc ciśnienia do niebezpiecznych poziomów.

Prezydent Szwajcarii (2016) Johann Schneider-Ammann pokazuje, jakim to jest urodzonym śmieszkiem

Czytaj dalej …

X zdań, których nigdy nie usłyszysz od Szwajcarów

Ogłaszam odwilż od tych wszystkich mądrych dumań! Dziś nie przeczytacie tu nic, co wymasuje Wam mózg od wewnątrz. Będą same stereotypy, klisze i przesądy światło ćmiące. I dobrze. Ćmienie światła to w końcu bardzo rozluźniająca czynność.

Dlaczego „X”? Otóż zasada jest prosta – ja podaję pierwsze 10! Reszta należy do Was! Podawajcie swoje propozycje w komentarzach. Te w komentarzach na blogu pozostaną bez mojej ingerencji, a jeśli coś się pojawi na facebooku, to ja to pracowicie kopiuj-wkleję pod spód z dopiskiem, kto jest autorem.

Czego by nigdy nie powiedział Szwajcar / Szwajcarka?

  1. Wyskoczymy na kawkę za godzinę?

Eeeee, czy ta godzina to znaczy tydzień? Dwa tygodnie? Bo mogę wyskoczyć na kawę, ale za miesiąc! To nic, że autorka prawdopodobnie nie dożyje do następnego miesiąca. Ale przecież musi jakoś dożyć, bo umówiła się na kawę kurde ze Szwajcarką!

Czytaj dalej …

Slow life na polskiej prowincji

25 lat temu

–          Aśka, ty mała cholero, wyłaź z tego groszku, bo ci się robaki w brzuchu zalęgną!

–          Ale babciu, ja dobrze gryzę, nie mają ze mną szans!

 

Właśnie dotarłam do gniazdka moich rodziców na polską prowincję klasy B, chociaż ja bym jej z prawdziwą dumą przyznała klasę C, a nawet i D. Jestem w Krasnymstawie. Kot się łasi, dżungla się dżungli. Wszystko jest takie woooolne. Moja mama siedzi rozłożona w fotelu z lornetką i obserwuje ptaki. To jej codzienny rytuał. Potem opowiada:

 

–          Wczoraj był u nas rudzik i trzymał w dzióbku ważkę!

Czytaj dalej …

Mój nowy uczeń polskiego

Dzisiaj będzie o języku i zimnych skokach do wody. A to wszystko dzięki mojemu nowemu uczniowi języka polskiego – Nicolasowi. Nicolas to Szwajcar około 30-stki. Dlaczego to on sponsoruje dzisiejszy artykuł? Bo jest wyjątkowy! Na czym polega ta wyjątkowość? Nie ma polskich przodków ani polskiej dziewczyny / chłopaka? Nie… To akurat wspólna cecha charakterystyczna wszystkich moich uczniów bez wyjątku. Nicolas, Panie i Panowie, nie mówi ani słowa po angielsku.

Francuski nie jest mi już jednak tak straszny jak na początku, także się tym nie łamię. Mogę tłumaczyć zawiłości aspektu dokonanego i niedokonanego w języku Prousta i Sartre’a (choć w moim wykonaniu to jest bardziej język Mata Pokory i Davida Guetty po ceremonii otwarcia Euro 2016 i na koksie). Ale, mili Państwo, ja nie rozumiem ani słowa z smsów w wykonaniu mojego ucznia!

Czytaj dalej …