Wieczysta, zbrojna neutralność Szwajcarii, czyli „gdy pragniesz pokoju, przygotuj się do wojny”*

* Si vis pacem, para bellum

Neutralność to nie pacyfizm. Te dwa pojęcia są często mylone: „Kraj neutralny to kraj bez wojska.” „Po co komu wojsko, skoro się nie zamierza prowadzić wojny?” Ano właśnie po to, żeby tej wojny nie prowadzić! W końcu, jak mówi łacińskie przysłowie „gdy pragniesz pokoju, szykuj się do wojny”. I to jest maksyma, która przyświeca uzbrojonej po zęby, ale neutralnej Szwajcarii.

Co to jest neutralność?

Państwo neutralne w danym konflikcie zbrojnym nie może w nim uczestniczyć ani udzielać jakiejkolwiek pomocy jego stronom. Państwo neutralnie wieczyście nie może również należeć do żadnych sojuszy wojskowych i przystępować do działań zbrojnych podejmowanych na terenie innych państw. Może natomiast mieć własne siły zbrojne do ochrony swojej niepodległości i integralności terytorialnej.

Czytaj dalej …

Zegar z kukułką

Przez zaledwie trzydzieści lat pod rządami Borgiów we Włoszech mieli wojnę, terror i rozlewy krwi, ale też Michała Anioła, Leonarda da Vinci i Renesans. W Szwajcarii mieli za to pięćset lat spokoju, ciszy, demokracji i co z tego wynikło? Zegar z kukułką – jak przekonywał bohater filmu „Trzeci człowiek” grany przez Orsona Wellesa.

Kula w płot, co prawda pomysłowa i literacka, ale jednak. Nie dość, że zegar z kukułką pochodzi ze Schwarzwaldu, to jeszcze Szwajcaria ma o wiele więcej do zaoferowania niż tylko coś, co w zasadzie nie jest jej. Można by oczywiście długo dyskutować, czy sztuka rodzi się z chaosu, czy ze spokoju, ale nie chcę wchodzić na aż tak abstrakcyjny poziom. Bo dziś będzie mowa o zegarze z kukułką, który, jak już mówiłam, nie pochodzi ze Szwajcarii, ale został przez nią skwapliwie zaadoptowany.

Skąd się w takim razie wziął ten sprytny mechanizm kukający o każdej równej godzinie? Niemcy prowadzą na ten temat prawdziwy spór – sukces ma w końcu zawsze wielu ojców. Schwarzwaldczycy nie chcą oddać swojej palmy pierwszeństwa, pewne tropy wiodą do Pragi, a jeszcze inne do wschodnich Niemiec. Wiemy na pewno, że jednym z pierwszych wytwórców słynnego zegara był Franz Anton Ketterer z Schoenewaldu, który działał w pierwszej połowie XVIII wieku. Bardzo szybko oryginalny zegar zdobył popularność i kilka schwarzwaldzkich miasteczek tak dalece się wyspecjalizowało w jego produkcji, że praktycznie wszyscy ich mieszkańcy w ten czy inny sposób byli związani z tym rzemiosłem.

Czytaj dalej …

Ostatni rewolucjoniści. Szwajcarski Belfast i spór o tożsamość

Posłuchajcie historii o jurajskich separatystach! Tak, tak, Szwajcaria też ma swoich buntowników. Nikt jednak nie jest aż takim straceńcem, żeby próbować się od niej odłączyć. Co to to nie – a nawet odwrotnie – niektórzy nieśmiało, i trochę w żartach, proponują przyłączenie się do Konfederacji („A jakby tak wypowiedzieć wojnę ze Szwajcarią i od razu się poddać?”).

Szwajcaria ma za to buntowników międzykantonalnych! Żeby jednak pojąć całkowicie problematykę walki o autonomię regionów, musicie zrozumieć, że szwajcarskie kantony o to wiele więcej niż nasze województwa. Można je porównać do amerykańskich stanów, choć to jest również niezbyt trafione zestawienie. Otóż Szwajcarzy mają bardzo emocjonalne podejście do swoich kantonów. Zwykło się mówić, że mieszkańcy górskiego kantonu Valais są przede wszystkim Valaisańczykami, a dopiero potem Szwajcarami, tak samo jak mieszkańcy włoskojęzycznego Ticino – przede wszystkim Ticinesi… Na domach flagi kantonów powiewają na równi z białym krzyżem na czerwonym tle, a przywiązanie Szwajcarów do swoich regionów jest wręcz legendarne i można o nim opowiadać godzinami. Na przykład, według moich nieformalnych doniesień, w niektórych regionach nie da się kupić nieruchomości bez nazwiska pochodzącego z danych okolic (nawet rodowity Szwajcar z innego kantonu nie będzie w stanie nic wskórać!).

W tych pięknych okolicznościach przyrody jest jeden podzielony region. Mieszkańcy Moutier już w przyszłym tygodniu zdecydują, dla kogo bije ich serce… Ale o tym opowie Wam Tomek Streit, gość na moim blogu. (Powitajcie Tomka brawami, róbcie sobie kawkę i zasiadajcie do lektury!)

Na fladze kantonu Jura znajduje się pastorał albo po prostu biskupia laska (ten sam symbol widnieje we flagach kantonów Basel-Stadt i Basel-Landschaft) i siedem biało-czerwonych pasów, które symbolizują siedem historycznych okręgów, z których składało się katolickie Biskupstwo Bazylei. Połowa z nich należy obecnie do kantonu Bern. A jeden do Francji.

Czytaj dalej …

O kretynach alpejskich i jodzie

W XIX wieku Alpy stały się punktem obowiązkowym każdego szanującego się dżentelmena podczas europejskiego Grand Tour. Przyciągały swoim pięknem, niedostępnością, smakiem niebezpieczeństwa i gabinetem osobliwości cieszącym oczy bogaczy w niedostępnych alpejskich dolinach. Nie mówię tu o Yeti, dahu i innych mitycznych zwierzętach Alp. Mówię o kretynach alpejskich.

Należy dodać, że wówczas słowo „kretyn” nie było wyzwiskiem. Oto jak kretyna alpejskiego opisywał słownik l’Encyclopedie de Diderot z 1754 roku: „(…) to imbecyl, głuchy i niemy w wielkim wolem opadającym na klatkę piersiową”. Takie były fakty: Alpy były niegdyś pełne niziutkich (80 cm – 160 cm w zależności od płci i stopnia choroby), opóźnionych w rozwoju i upośledzonych umysłowo głuchoniemych z wielkim wolem na szyi. Według badań przeprowadzonych na rozkaz Napoleona w 1810 roku w Simplon w górskim kantonie Valais, spośród 70 000 badanych aż u 4 000 osób stwierdzono symptomy kretynizmu (czyli niemal 6% populacji Simplon była upośledzona). Pierwsi wspinacze wspominali natomiast, że wysoko w górach były całe wioski niemal odcięte od świata pełne kretynów!

Czytaj dalej …

Gotuj, a nie głosuj – prawa kobiet w Szwajcarii

Gdy myślicie o Szwajcarii, prawdopodobnie macie przed oczami przepiękny, zróżnicowany kulturowo, progresywny politycznie i bogaty kraj. I cóż, Wasze wyobrażenie jest mniej więcej prawidłowe! Należy jednak pamiętać, że nie ma róży bez kolców, a pod najpiękniejszym z dywanów jest mnóstwo kurzu. W Helwecji ta wstydliwa kwestia ukryta w cieniu nosi sukienkę i wysokie obcasy.

Jednym słowem: opowiem Wam dzisiaj o prawach kobiet w Szwajcarii. Najpierw dotknę bezlitosnej rzeczywistości pracujących kobiet w Szwajcarii, a potem spróbuję się dokopać do jej źródeł. W tym celu cofnę się w czasie do lat 70-tych, gdy Szwajcarki jako niemal ostatnie w Europie otrzymały prawa wyborcze na poziomie federalnym i prześledzę ewolucję ich praw przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Zakończę natomiast kilkoma przemyśleniami na temat różnic mentalności i podejścia Szwajcarek i Polek.

Zanim jednak zajmę się tematem praw kobiet na poważnie, chciałabym ustosunkować się do jednej kwestii. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy dyskutują o pracy kobiet, szklanym suficie, gdy się nosi obcasy i młodych matkach, chcieliby albo te biedne kobiety zamknąć w domu (vide: Szwajcarzy) albo całkowicie odwrotnie – wysłać do pracy za wszelką cenę (vide: Polacy). Czyli obie strony tak naprawdę chcieliby tym kobietom odebrać możliwość wyboru! Co gorsza – w takim dwubiegunowym postrzeganiu rzeczywistości celują kobiety, które same są swoimi najgorszymi wrogami.

Czytaj dalej …

Albert Hoffmann i LSD – kapryśny lek na duszę

Otwórzcie oczy! Otwórzcie drzwi postrzegania. Uczcie się empirycznie; patrzcie na świat tak jakby jeszcze nie dotknęła go ludzka stopa. Dziś największym problemem jest to, że ludzie żyją w miastach, gdzie wszystko jest martwe. Świat materialny, stworzony przez człowieka, jest martwy – w końcu zniknie i umrze. Wyjedźcie z miast, idźcie na łąkę, do ogrodu, do lasu. Należycie przecież do świata natury. Jesteście integralną częścią cyklu życia. Otwórzcie oczy i dostrzeżcie brąz i zieleń ziemi i światło, które jest esencją natury. Zrozumcie, że można doświadczać piękna i tego głębokiego znaczenia, które jest istotą naszego związku z naturą – Albert Hoffmann

Czytaj dalej …

Trup wychodzi ze szwajcarskiej, pięknej szafy: dzieci – wyrobnicy otrzymują odszkodowania

W każdej szafie tkwi trup. Im fasada szafy piękniejsza, tym trup bardziej śmierdzący. Zgodnie z tą teorią, Szwajcaria „ma czym się chwalić” w kwestii wstydliwych tematów. Co więcej, przez wiele lat była również specjalistką w starannym zamiataniu trupów, które wyszły z szafy pod dywan (vide: Żydowskie złoto). Na szczęście, jest na tyle mądra, że uczy się na swoich błędach. Wie już, że brudy spod dywanu wychodzą  zawsze wtedy gdy najmniej się tego spodziewamy, na przykład gdy są w domu goście.

Gdy więc zaczęła się dyskusja na temat niewolniczej pracy dzieci na farmach, Rada Federalna, zwana kolokwialnie rządem Szwajcarii praktycznie od razu postanowiła podjąć środki naprawcze. Oprócz oficjalnych przeprosin wszystkie pozostałe przy życiu dzieci – wyrobnicy otrzymały solidne odszkodowanie za poniesione krzywdy i stracone dzieciństwo.

Dzieci-wyrobnicy to przyjęte w naszym języku niezbyt zręczne tłumaczenie niemieckiego terminu „Verdingkinder”. Na czym polegał ten haniebny proceder niewolniczej pracy dzieci? Otóż w roku 1800 zostało wprowadzone prawo, na podstawie którego sieroty oraz dzieci z rodzin niewydolnych wychowawczo miały być przekazywane wiejskim rodzinom do pomocy przy gospodarstwie. Regulacje zostały oficjalnie zniesione w 1960 roku, jednak ostatnie udokumentowane przypadki pochodzą z zaledwie 1979 roku.

Źródło: BBC, Paul Senn
Źródło: BBC, Paul Senn

Ofiarami systemu zostało ponad 100 tysięcy dzieci – nie jest udowodnione dokładnie ile, ponieważ dokumenty wielu z nich nie istnieją i ten proceder, jak wiele rzeczy w Szwajcarii, nie był nigdy kontrolowany centralnie przez państwo. Były to sieroty, ale także dzieci rodziców, którzy żyli ze sobą bez ślubu, dzieci samotnych lub chorych matek lub ojców, dzieci z biednych lub romskich rodzin. Zamysł państwa był w teorii dość dobrze uzasadniony, choć nieludzki. Szwajcaria deklarowała, że dzieci przekazane rodzinom rolników będą się uczyć pracy i chrześcijańskich wartości. Tylnymi drzwiami jednak „załatwiała” w ten sposób również problem braku taniej siły roboczej na przeraźliwie ubogiej szwajcarskiej wsi.

Czytaj dalej …

Żydowskie złoto w alpejskich skarbcach

Zgodnie z zapowiedzią z „wojennego” artykułu na temat Szwajcarii, kwestia pieniędzy ofiar Holocaustu i II Wojny Światowej w szwajcarskich bankach miała doczekać się osobnego artykułu. Oto więc jest! Blog zostaje chwilowo przejęty przez Tajnego Współpracownika, który chciałby Szanownej Gospodyni bloga pogratulować odwagi, że nie boi się drażnić szwajcarskiej branży bankowej…

Z pewnością każdy z Was słyszał w dzieciństwie legendy o zaklętym złocie, strzeżonym w wysokich górach przez straszliwe smoki. Niejednemu/niejednej stara niania opowiadała do snu mrożące krew w żyłach historie o złośliwych karłach zazdrośnie pilnujących swoich skarbców i gotowych zgładzić każdego śmiałka, który choćby na wiorstę się do nich zbliży. No więc historia „żydowskiego złota” w Szwajcarii jest dosyć podobna i równie interesująca, co kryminalna.

Ile pieniędzy przejęły szwajcarskie banki po ofiarach II Wojny Światowej i Holocaustu? Czy cokolwiek oddały spadkobiercom tychże ofiar? Niniejszy artykuł spróbuje odpowiedzieć na oba pytania.

Czytaj dalej …

Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii w trakcie II wojny światowej?

To pytanie frapowało i nadal frapuje tysiące historyków i pasjonatów II wojny światowej. Przecież ta alpejska enklawa musiała być solą w oku Hitlera, którego jednym z naczelnych celów było połączenie wszystkich niemieckojęzycznych narodów. Za atakiem na Szwajcarię przemawiało przecież niemal wszystko – plany hegemonii niemiecko-włoskiej, kompletne okrążenie przez hitlerowskie Niemcy, Włochy i podbitą, zależną Francję, uzależnienie niewielkiego kraju od importu surowców i żywności, a przede wszystkim wielokulturowość Szwajcarii i silna pozycja V kolumny w tym kraju.

Mapa Europy w trakcie II wojny światowej (6 czerwca 1944)

Czytaj dalej …

Dlaczego Szwajcaria nie została zaatakowana w trakcie I wojny światowej?

Tytuł dzisiejszego artykułu to jedno z popularniejszych pytań przewijających się w komentarzach czytelników zainteresowanych historią. Właściwie zadawane pytanie brzmi zwykle nieco inaczej: „Dlaczego Szwajcaria nie została zaatakowana w trakcie I i II wojny światowej?”, jakby te dwie wojny można by nonszalancko wrzucić do jednego worka i z łatwością odnaleźć wspólną, spójną odpowiedź. Tymczasem należy sobie zdać sprawę z tego, że te dwie wielkie globalne awantury oddalone od siebie o zaledwie dwadzieścia jeden lat pod względem technologicznym, politycznym i mentalnościowym dzieliły pokolenia. Po drugie, podczas gdy odpowiedź na to pytanie odnośnie I wojny światowej jest stosunkowo prosta i dość stereotypowa, na temat II wojny światowej można by raczej napisać fascynującą książkę niż jeden artykuł o czytalnej długości.

Neutralność Szwajcarii w I wojnie światowej

Neutralność i pokój w Szwajcarii w czasie I wojny światowej były jednym z kluczy sukcesu ekonomicznego tego kraju. W końcu to dzięki statusowi wyspy pokoju pośród morza chaosu Szwajcaria zaczęła być postrzegana jako bezpieczny i niezależny skarbiec świata, a nietknięty przemysł wśród powojennych zgliszcz zakwitł jak nigdy. Dlatego też ten temat wzbudza wiele emocji i jest źródłem wielu mitów. Na pewno słyszeliście pogłoski o kolaboracji Szwajcarii z jedną lub drugą stroną, o wielkim spisku grup narodowościowych związanych z bankowością lub też o tym, że Szwajcaria była neutralna i obydwie strony uszanowały tą neutralność.

Czytaj dalej …