Szlakiem szwajcarskich tajemnic wojskowych

Szwajcaria niewątpliwie zajmuje poczytne miejsce na liście każdego, kto interesuje się wojskowością i historią. A dlaczego? W końcu w ostatnim konflikcie, który odbywał się na jej terytorium, jakieś 150 lat temu, zginęło tylko kilkanaście osób. Jak można Szwajcarię porównywać na przykład z Polską, która cierpi na aż nazbyt interesującą historię wojenną. Szwajcaria jest jednak jednym wielkim unikatem. Precedensem na skalę światową.

Tajemniczy dom w lesie? Nieeee… W Szwajcarii jest nadal około 100 domów-atrap pełniących funkcję fortec.

Znajdźcie mi inny kraj, który byłby realnie neutralny i jednocześnie uzbrojony po zęby z armią typu milicyjnego, która od wieków odstraszała o wiele silniejszych sąsiadów. Szwajcaria została podbita tylko raz w swojej historii – przez armię napoleońską, której potem nieźle napsuła krwi wojną partyzancką. Szwajcaria przetrwała nietknięta I wojnę światową znajdując się pomiędzy wrogimi siłami. Potem w czasie II wojny światowej, mimo że znalazła się w kompletnym otoczeniu państw Osi nie podzieliła losu innych państw neutralnych. Oczywiście, wiele różnych teorii krąży na ten temat, ale Szwajcarskie Blabliblu zajmuje się prawdą historyczną a nie mądrościami ludowymi. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać na ten temat, może kliknąć TU, TU i TU, a TU znajdziecie nieco więcej na temat szwajcarskiej neutralności.

Temat szwajcarskiej armii regularnie wypływa na moim blogu. Bunkry w niemal każdym domu, coroczne miesięczne ćwiczenia wojskowe każdego Szwajcara poniżej 34 roku życia, strzelanie jako sport narodowy, posiadanie broni, I i II wojna światowa, powstanie Szwajcarii… Nigdy jeszcze nie pisałam o tym, w jaki sposób można zwiedzić lub zobaczyć na własne oczy te wszystkie szwajcarskie ciekawostki militarne – bunkry, schrony, linie obronne, bazy lotnicze w górach, czy inne obiekty wojskowe.

Nikt pewnie się nie domyśla, w jak dużym stopniu Szwajcaria jest upstrzona obiektami militarnymi. W końcu większość z nich jest ukryta – znajduje się pod ziemią, we wnętrzu gór lub w fałszywych domach – atrapach. Nie zauważycie tych miejsc przejeżdżając samochodem, nie zobaczycie ich na żadnej mapie. Być może miejscowy bon-vivant po kilku kieliszkach Abricotine zdradzi wam, że ta obórka z donicami pełnymi sielskich, czerwonych pelargonii mieści nie takie sielskie działa przeciwlotnicze, a najbliższa autostrada jest prosta jak drut i przedzielona jedynie prowizorycznymi słupkami, żeby w razie potrzeby służyć za pas lotniczy… Ale to tyle w zasadzie! Nie liczcie na mapę i łatwe wskazówki, jak odnaleźć takie miejsca.

Poniższy arcyciekawy filmik w języku francuskim (w ustawieniach można wybrać napisy i/lub tłumaczenie) na temat tego, co ukrywają Alpy:

W jaki sposób odkryć kilka tajemnic militarnych Szwajcarii? Oto 4 ciekawe trasy / miejsca / wydarzenia, które pozwolą Wam poznać Szwajcarię z tego nietypowego kąta!

 

  1. Twierdza Vitznau

Wydrążona w górze Rigi w Środkowej Szwajcarii nad Jeziorem Czterech Kantonów twierdza Vitznau jeszcze do niedawna była jedną z najpilniej strzeżonych szwajcarskich tajemnic. Wybudowana jako część Reduty Narodowej – systemu umocnień w Alpach mających strzec przejść przez góry w czasie II wojny światowej, forteca została udostępniona dla zwiedzających dopiero w 1998 roku.

Źródła: panoramio.com

Wejście do twierdzy znajduje się w pionowym ścianie góry Rigi pod gigantyczną flagą Szwajcarii. Obecnie po twierdzy Vitznau oprowadzają emerytowani żołnierze pokazując niektóre z 500 metrów tuneli, gigantyczne składy amunicji, pokój operacyjny, elektrownię, szpital, łóżka dla żołnierzy i wiele innych sekretów.

Źródło: tripadvisor

Gdzie i kiedy można to zwiedzić?

  • Vitznau
  • Zwiedzanie z przewodnikiem w grupie – od maja do października raz w tygodniu w piątek o 17, od listopada do kwietnia raz w miesiącu w pierwszą sobotę miesiąca o 14.
  • Czas zwiedzania: 1,5 godziny + 30 minut na specjalną ekspozycję.
  • Cena: 20 chf (dzieci 50%)
  • Zwiedzanie w prywatnych grupach – termin do dogadania, ok. 200-250 chf za grupę do 10 osób.
  • Można również spędzić noc pod ziemią na piętrowym łóżku pod wojskowym kocem z wojskową kolacją i śniadaniem, oprowadzaniem i… opowieściami.

Oficjalne informacje na temat twierdzy i możliwości zwiedzania:

http://www.festung-vitznau.ch/www/en/01_welcome_en.php

 

  1. Szlak TOBLERONE

Wbrew pozorom szlak Toblerone nie ma nic wspólnego ze słynną szwajcarską czekoladą. Toblerone to nic innego jak tylko olbrzymie, żelbetowe kloce, tzw. zęby smoka ułożone w regularnym rzędzie, które stanowią część linii obronnej przeciw czołgom. W Szwajcarii noszą nazwę Toblerone ze względu na charakterystyczny kształt ostrosłupów przypominający rzeczone czekoladki.

Źródło: region-leman.ch

Budowa umocnień przeciwczołgowych w Szwajcarii zaczęła się już w 1930 roku. Najdłuższa linia obronna, która teraz stanowi opisany tablicami informacyjnymi szlak Toblerone zaczyna się na przedgórzu Jury, w Bassins i kończy na brzegu Jeziora Genewskiego w Gland. Wiadomo, że nie była to najistotniejsza linia umocnień dla Szwajcarów – kluczowa była Reduta Narodowa w Alpach strzegąca przejść z północy na południe – w końcu na tym najbardziej zależało Hitlerowi. Jednak po upadku Francji, gdy Szwajcaria została szczelnie otoczona przez państwa Osi, zachodnia linia obrony nabrała o wiele większego znaczenia. Oczywiście Szwajcarzy nigdy nie mogli jej zignorować, chociażby dlatego, żeby mieć argument, że jako państwo neutralne przygotowują się do obrony kraju przeciwko każdej stronie (mimo, że Francja w tamtym czasie praktycznie nie stanowiła żadnego zagrożenia…).

Jak obecnie wygląda szlak Toblerone?

Z 3000 głazów tylko nieliczne zostały usunięte (na przykład w celu budowy drogi). Toblerone są malowniczo zarośnięte i omszone, a między nimi gniazda uwiły sobie ptaki. To nie jedyne zwierzęta, które pokochały rząd głazów. Jak donoszą szwajcarscy rolnicy, Toblerone są uwielbiane przez krowy i konie, które nie wiedzieć dlaczego lubią się o nie ocierać, a w upale szukają w ich cieniu ochłody.

Villa Rose – dom-atrapa na szlaku Toblerone.

Szlak Toblerone ma 10 kilometrów i na jego szlaku znajduje się 12 fortów. Najciekawsze i najbardziej nasycone historią miejsca znajdują się niedaleko Jeziora Genewskiego. Są to dwie wille, które niczym się nie wyróżniają: Villa Vert (zielona willa) i Villa Rose (różowa willa). Do 1994 roku domy stanowiły lokalną legendę i zagadkę – zadbane, z przystrzyżonym pięknie trawnikiem i odmalowanym ogrodzeniem, kwiatami w ogródku, ale… w ich oknach nigdy nie paliło się światło! Należało jednak do nich tylko podejść (chodnik został wybudowany tam dopiero w latach 90-tych, także wcześniej nie było to możliwe), żeby zauważyć, że okna domu to wymalowane atrapy. Wnętrze willi kryje prawdziwe cuda, które od 2006 roku można oglądać. Żeby Was zachęcić – nawet w toalecie znajdują się specjalne otwory, przez które można rzucać granaty.

Szlak Toblerone:

  • Bassins – Gland (kanton Vaud), 10 kilometrów
  • Zwiedzanie różowej willi: dla grup do 10 osób – 100 chf / grupa

Oficjalne informacje odnośnie szlaku Toblerone:

http://toblerones.ch/index.php/welcome

 

  1. Pokazy lotnicze Axalp (Fliegerschiessen Axalp)

 

Jest wiele wojskowych pokazów lotniczych na całym świecie, ale Axalp bije je wszystkie na głowę. Po pierwsze: scenerią pokazów nie jest łatwo dostępne lotnisko, ale alpejskie ośnieżone szczyty! Żeby je obejrzeć, trzeba się wspiąć na wysokość 2400 metrów i to… przed świtem (choć znawcy mówią, że najlepsze widoki są z góry Wildgaerst z 2900 metrów, choć żeby tam się dostać trzeba się nastawić na 4 godziny wspinania, gdy jeszcze jest ciemno).

Kolejna rzecz: Axalp są naprawdę widowiskowe, ale tak naprawdę to są ćwiczenia z elementami pokazu niż sam pokaz. I to paradoksalnie jest w nich najbardziej fascynujące! Ile razy w końcu masz okazję obejrzeć ćwiczenia ostrego strzelania do celów naziemnych na skalnych górskich ścianach?

Autor: Grzegorz Kieć

Pokazy Axalp odbywają się zwykle na początku października, jednak dość często są anulowane ze względu na złe warunki pogodowe. Taka ich specyfika – to są góry i wielu rzeczy takich jak pogoda nie da się przewidzieć.

Najbardziej spektakularna część tego wydarzenia to oczywiście pokaz Patrouille Suisse, czyli zespołu akrobacyjnego Szwajcarskich Sił Powietrznych, odpalenie flar przez helikoptery i oczywiście ostre strzelanie.

W przerwie pomiędzy rannymi ćwiczeniami a popołudniowymi pokazami publika odsypia i robi piknik! Autor: Grzegorz Kieć

Ciekawą opcją jest również zwiedzanie wyjątkowej, bo schowanej we wnętrzu góry bazy lotniczej Meiringen. 2 razy w roku organizowane są drzwi otwarte, gdy bazę można zwiedzać „od środka”. Oprócz tego można oczywiście obserwować startujące samoloty – co ciekawe pas startowy przecina zwyczajną wiejską drogę, więc na czas startu zamykają się szlabany…

Dla kogo jest pokaz Axalp?

Nie będę ukrywać: żeby uczestniczyć w pokazie trzeba mieć całkiem niezłą krzepę, żeby wdrapać się na górę przed świtem razem z aparatem fotograficznym i prowiantem na cały dzień. Jest zimno, ciemno i ślisko, ale trudy wynagradza potem świt na szczycie… no i te samoloty…

Widoki z Axalpe Autor: Grzegorz Kieć

Kiedy i gdzie?

  • Axalp, okolice Brienz
  • Cena za 1 dzień: 45 – 60 chf (w zależności, czy przybywamy komunikacją publiczną czy samochodem i czy kupujemy bilet z wyprzedzeniem)
  • Październik – następne pokazy odbędą się 9 i 10 października 2019.

Oficjalne informacje na temat wydarzenia:

https://www.vtg.admin.ch/en/organisation/kdo-op/air-force/flpl-mei/axalp.html

 

  1. Największy schron przeciwatomowy w autostradzie – Sonnenberg

Wjeżdżając do tunelu Sonnenberg na autostradzie pod Lucerną każdy może się zorientować, że coś tu się święci. Nad wjazdem widać są olbrzymie, masywne wrota… Tak, tak! Tunel Sonnenberg to jeden z największych na świecie schronów przeciwatomowych, który mógłby stać się domem dla około 20 tysięcy osób.

Tunel Sonnenberg był budowany pomiędzy 1971 i 1976 rokiem w samym środku Zimnej Wojny na fali realizacji nowego wówczas prawa, że każdy mieszkaniec Szwajcarii musi mieć swoje miejsce w schronie przeciwatomowym. Po zamknięciu betonowych wrót, które ważą 350 ton i są grube na około 1,5 metra, schron mógłby wytrzymać wybuch bomby atomowej o mocy 1 megatony (czyli kilkakrotnie silniejszy niż ten w Hiroszimie) z odległości 1 kilometra. Poza 20 tysięcy piętrowych łóżek w tunelu był planowany szpital, centrum dowodzenia, a nawet radio, więzienie i centrum telefoniczne. Obecnie tunel również może pełnić swoje funkcje, ale jego pojemność została pomniejszona do około 2 tysięcy osób.

Źródło: wikimedia

Budowa i potencjalne funkcjonowanie schronu przeciwatomowego Sonnenberg od samego początku budziły wiele kontrowersji. Po pierwsze – ponoć jedno skrzydło betonowych wrót nie domyka się do końca, dlatego schron nie byłby szczelny. Po drugie – ze względu na to, że schron na co dzień jest autostradą nie jest możliwe przeprowadzenie ćwiczeń, a także sprawdzenie jego funkcjonalności. Jedyny dryl, który odbył się w 1976 roku pokazał wiele potencjalnych problemów. Na przykład zamknięcie wrót trwało aż 24 godziny, a ustawienie 20 tysięcy łóżek i przygotowanie bunkra do działania – aż 2 tygodnie.

Tak czy inaczej, tunel – schron Sonnenberg robi wrażenie! I co ciekawe, można go zwiedzać!

  • Publiczne wycieczki z przewodnikiem w języku angielskim: od kwietnia do września w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, w języku niemieckim: w niektóre niedziele według planu
  • 11:00 – 13:00 lub 14:00 – 16:00
  • Cena: 30 chf
  • Prywatne wycieczki z przewodnikiem na życzenie (grupy do 24 osób, 250 – 350 chf za grupę)
  • Bunkier można zwiedzać wyłącznie od 13 roku życia.
Źródło: inyourpocket.com

Oficjalne informacje:

https://unterirdisch-ueberleben.ch/

 

To tylko niektóre z otwartych obecnie dla zwiedzających bunkrów, fortów, pokazów, czy szlaków militarnych w Szwajcarii. Nie sposób wymienić tu wszystkich, co dopiero mówić o opisaniu. Jeśli interesuje cię ten temat, ale żadna z powyższych atrakcji nie jest na Twojej liście zwiedzania albo po prostu nie jest w Twojej okolicy, zerknij do poniższego artykułu, który gromadzi linki do różnych miejsc w Szwajcarii związanych z tematem:

https://infoapsf1890.wordpress.com/2006/11/28/liens-sur-la-fortification-suisse-partie-1/

12 komentarzy o “Szlakiem szwajcarskich tajemnic wojskowych

  • Listopad 12, 2018 at 9:52 am
    Permalink

    Mojemu mężowi ten artykuł na pewno się spodoba. Choć i ja przeczytałam z zainteresowaniem. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia.

    Reply
    • Listopad 12, 2018 at 10:07 am
      Permalink

      Dzięki! Również pozdrawiam i życzę miłego dnia 🙂

      Reply
  • Listopad 12, 2018 at 11:46 am
    Permalink

    Uwielbiam do Ciebie zaglądać! Szwajcaria nadal ma przede mną tyle tajemnic, że głowa mała!

    Reply
  • Listopad 14, 2018 at 8:05 pm
    Permalink

    Wspaniały artykuł. Jak wszystkie inne Pani wpisy. Wszystkie czytam po kilka razy! Najwspanialszy blog w internecie!!! Dziękuję, że Pani taki blog prowadzi 🙂

    Reply
    • Listopad 15, 2018 at 10:11 am
      Permalink

      Dziękuję! Taki jeden komentarz, a i kopniak motywacji, i od razu lepiej się dzień zaczyna! 🙂

      Reply
  • Listopad 19, 2018 at 1:03 am
    Permalink

    Jak zawsze w formie! Jako pasjonat wojskowości przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Proponuję wrzucić jeszcze coś o minowaniu tuneli i mostów. Ostatni most na granicy, który Szwajcarzy zaminowali został zbudowany razem z Niemcami w 2003 czy 4 roku. Teutoni dostali piany na ustach jak się dowiedzieli, że Szwajcarzy w betonowej konstrukcji zatopili materiał wybuchowy.
    I jeszcze rada. Sama raczej nie fotografuj czynnych obiektów wojskowych i nie rozpytuj o nie byłych wojskowych. Opisuj tylko powszechnie znane fakty, zdjęcia itp.

    Reply
    • Listopad 19, 2018 at 11:56 am
      Permalink

      Haaaaa! Już kiedyś otrzymałam pytanie „…a czy mademoiselle nie jest przypadkiem rosyjskim szpiegiem?” tak mnie to wkurzyło, że jakoś zamiast powiedzieć, że nie, odpowiedziałam „Polskim! polskim szpiegiem!”…

      Reply
  • Listopad 22, 2018 at 11:13 pm
    Permalink

    Za polskiego szpiega brawo! tylko czekaj jak Ci zaczną płacić !Teraz ten świat tajnych służb w relacjach S-Pl to raczej historia. Ale jeszcze 30 lat temu nasi „dyplomaci” a niekiedy i „turyści” bardzo starannie przyglądali się tunelom i mostom. Robili im zdjęcia i takie tam. Oczywiście bardziej aktywni byli Rosjanie i Czesi, w końcu naszym kierunkiem były północnie Niemcy i Dania. Z kolei szwajcarscy „turyści”, „dyplomaci” i „biznesmeni” mieli w PRL zdecydowanie większą swobodę niż ci z krajów NATO. Z tego co wiem korzystali z tego. Wspominałaś w jednym z felietonów o jednym takim Szwajcarze co to jeździ od dawna pod Warszawę. Może też odwiedzał Polskę służbowo? (od służb) Poznałem kiedyś, przypadkiem, kilku takich panów już na emeryturze. Chwalili się, że otwarcie sejfu w ambasadzie to dla nich 15 min pracy. Na Bornholmie spotkałem starszego Duńczyka dobrze mówiącego po polsku. Jak spytałem gdzie się nauczył się polskiego tylko szeroko się uśmiechnął. Kilka lat temu znajomy kierowca złapał gumę w tylnym kole autobusu. Gdzieś w Polsce, w lesie, na pustej drodze wojewódzkiej, gdzie, nie wiedzieć czemu był zakaz zatrzymania. Dosłownie po minucie przyjechał patrol żandarmerii. Wyrósł jak z pod ziemi, błyskawicznie zmienił mu koło a jest z tym w autobusie trochę roboty i bardzo grzecznie poprosił o natychmiastowy odjazd. Panowie ponoć byli uzbrojeni po zęby. Kończę bo to w końcu Twój blog. Serdecznie pozdrawiam

    Reply
    • Listopad 23, 2018 at 9:13 am
      Permalink

      O, wow, jakie historie 🙂 Ja też spotkałam na swojej drodze kilku typków z taaaaką wiedzą o Polsce (a jednocześnie tak niepozornych), że podejrzewałam, że ta wiedza nie jest 100% niewinna 😀

      Reply
      • Listopad 24, 2018 at 1:16 am
        Permalink

        Napisz o nich kiedyś coś. W ogóle to robisz blogiem świetną robotę. Jesteś dużym talentem pisarskim (jako syn literata trochę się na tym znam, trochę!). To co napiszesz pożeram.Zacząłem czytać z sentymentu, bo byłem w Szwajcarii chyba w 1995 czy 6 roku na rekolekcjach. Sporo tyrolskiej w puszkach się wtedy przemyciło. Na szczęście nieświadomie, więc nie zdradziliśmy się na granicy mową ciała. Plecak pełen żarcia. Jakby nas wtedy dorwali. …Mój Boże, mieliśmy po 16 lat, bez interwencji ambasady by się nie obyło. Potem we Fryburgu studiowała dziewczyna najlepszego przyjaciela. On nie miał tyle szczęścia i Helweci wlepili mu srogie 150 DM za przemyt kilku słoików kotletów schabowych. Ale do Szwajcarii wjechał.

        Reply
        • Listopad 25, 2018 at 7:29 pm
          Permalink

          Dzięki wielkie 🙂
          Moi rodzice przemycili całkiem niechcący dwa kilo schabowych, także wiem coś o tym.

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.