Śmieci a sprawa polska

Czasami Wasze wiadomości inspirują do napisania całego artykułu. Tak było też tym razem. W zeszły piątek otrzymałam taką oto wiadomość od czytelniczki:

Jak wygląda ta apokalipsa śmieciowa w Szwajcarii? Jeśli chcecie przeczytać na ten temat artykuł, zerknijcie TUTAJ. Dla tych, którzy nie mają ochoty zagłębiać się w szczegóły, postaram się w kilku zdaniach streścić szwajcarską politykę przetwarzania odpadów.

Zacznijmy od tego, że śmieci to domena, która należy do kompetencji kantonów i gmin, dlatego może się różnić w zależności od miejsca zamieszkania. Poniżej opiszę popularny model funkcjonujący między innymi w wielkim francuskojęzycznym kantonie Vaud. Otóż mieszkańcy kantonu są zobowiązani wyrzucać nieposegregowane śmieci w specjalnych opodatkowanych workach dostępnych w każdym sklepie i na stacji benzynowej. Uwaga: takie worki są drogie – standardowy 35-litrowy worek kosztuje 2 chf (czyli około 8 złotych). Opodatkowane worki to świetny sposób na zmotywowanie mieszkańców do recyclingu. W każdej gminie lub na osiedlu znajdują się pojemniki na różnokolorowe szkło, kompost, PET, czy papier i kartony. Oprócz tego funkcjonują centra recyclingu, gdzie można przywieźć wiele innych materiałów (m.in. plastik, kapsułki z kawy, aluminium, żelazo, urządzenia elektryczne, ubrania, buty, farba, styropian…).

Co się dzieje z tymi, którzy łamią przepisy i wyrzucają śmieci w normalnych workach, żeby zaoszczędzić? Gdy rzecz się dzieje po raz pierwszy, firma zajmująca się odpadami nakleja na nielegalnym worku ostrzeżenie i zostawia go przed pojemnikiem. Gdy sytuacja się powtarza, śmieciarka zabiera nieopodatkowany worek na śmieci i stara się znaleźć winowajcę (przeglądane są śmieci w poszukiwaniu rachunków, nazwisk i innych tropów). Kara za pierwsze przewinienie to aż 500 chf, za każde następne – 1000 chf. W razie nie odnalezienia winnego, karane jest całe sąsiedztwo – śmieciarka nie zabiera śmieci z pojemnika „skalanego” nieopodatkowanym workiem. I to do sąsiadów należy wytropienie śmieciowego przestępcy…

Oficjalny worek na śmieci z kantonu Vaud

Brzmi to jak scenariusz kryminału klasy B. Na pewno czytając powyższe przepisy do głowy przyszły Wam rozmaite kreatywne, polskie rozwiązania – wywiezienie śmieci do lasu, palenie śmieci, czy chociażby „wrobienie” sąsiada. W końcu czy to trudno podrzucić do śmieci dane nielubianego pana spod ósemki? Pocieszę Was – takie sytuacje się oczywiście zdarzają, jest to jednak rzadkość. Jeszcze nigdy nie widziałam śmieci w lesie, jeszcze nigdy nie słyszałam o paleniu śmieci… Podrzucanie danych innych osób rzadko, ale się zdarza. Swego czasu razem z moim czytelnikiem rozwiązywałam właśnie takiego kryminalnego case’a wrobienia go w aferę śmieciową. Co ciekawe, urzędnicy z jego gminy po długim tłumaczeniu postanowili zrezygnować z nałożenia kary.

Szwajcarska śmieciowa apokalipsa, co? Nie dość, że worki na śmieci drogie, zmuszają do recyclingu, to i jeszcze podglądają w oknach z lornetką, co kto wyrzuca. Dlaczego, Szwajcarzy, nawykli do referendów i aktywnego rządzenia własnym krajem, tego nie zmienią? Dlaczego nie przegłosują, żeby można było wyrzucać wszystko i to za darmo? – pytała czytelniczka zdegustowana szwajcarskimi zwyczajami.

Wracam myślą do Polski, do mojego bloku w nowym budownictwie z zamykanym śmietnikiem. Nie wiem tylko dlaczego drzwi do zamykanego śmietnika całkiem przypadkowo raz są otwarte a raz zamknięte, w zależności od humoru sąsiadów. O kontenery nie wiem dlaczego oparte są jakieś deski pełne gwoździ, a z jednego wysypuje się gruz. Każdy wie, że wyrzucanie gruzu do normalnego śmietnika jest nielegalne, ale nikogo to jakoś nie wzrusza. Pod śmietnikiem stoi tapczan pamiętający Gierka. Ktoś najwyraźniej chciał podzielić się swoim starym meblem z potrzebującymi. Nie pojawia się jednak pod śmietnikiem żaden potrzebujący, a stara kanapa wilgotnieje na deszczu przez wiele dni…

Przybywa śmieciarka. Czy ktoś wypytuje skąd pochodzi gruz, deski, które nie mieszczą się w kontenerze albo wersalka przypominająca już barłóg bezdomnego? Nie. Nikt przecież nie płaci panom za prowadzenie śledztwa. Przed śmieciarką stoi sąsiadka, której wypieszczony Max załatwia się właśnie na środku chodnika, ale ani znudzony pan śmieciarz nie zwraca jej uwagi, ani sąsiadka nie podpowiada, że to ten spod jedenastki ma właśnie remont. Bo my jesteśmy Polakami! My nie kapujemy, jak ci konfidenci Szwajcarzy!

Mniej więcej tak wygląda każde gminne centrum przetwarzania śmieci w Szwajcarii.

Nie kapujemy, że sąsiad nie posiada kontenera i to wcale nie dlatego, że hołduje filozofii „zero waste”. Nie kapujemy, że z jego komina unosi się duszący, czarny dym. Każdy pilnuje własnego nosa (chyba, żeby nie odpadł z tego smrodu). Nikogo nie dziwi, gdy z odrapanej klatki schodowej schodzi się do przepięknie urządzonego, zadbanego mieszkania z plazmą i łóżkiem wodnym. Tamto jest przecież wspólne, czyli niczyje, a to jest moje, najmojsze!

Chwalimy Szwajcarów za to, że współuczestniczą w rządzeniu własnym krajem. Dzielimy się postami na facebooku o referendach, demokracji bezpośredniej i samorządności, a jednocześnie wyśmiewamy ich niezdrowe zainteresowanie tym, co kto wyrzuca do kontenera na śmieci. Nie dochodzi do nas, że zarządzanie krajem zaczyna się od swojego podwórka. Chcemy, żeby na nas z góry spłynęła prawdziwa władza nad naszym krajem, a nie potrafimy nawet zadbać o swoje bezpośrednie otoczenie.

Tymczasem władza nad krajem zaczyna się od małych rzeczy. Od poczucia, że ta droga, ten śmietnik, ten żywopłot są moje i to ja jestem żywo zainteresowany, jak wyglądają i co się z nimi dzieje. Od wyrzucania puszki do właściwego pojemnika na śmieci i, tak!, od wyegzekwowania tego od otoczenia.

24 komentarzy o “Śmieci a sprawa polska

  • Sierpień 29, 2018 at 9:20 am
    Permalink

    Śmieci w Szwajcarii to chyba temat rzeka:) Dla mnie segregowanie i ta sąsiedzka kontrola są ok (chociaż ubolewam nad tym, że w moim kantonie nie segreguje się plastiku, jedynie butelki PET). Nie mogę jednak pogodzić się z tym wystawianiem worków na ulicę. Nie każdy stosuje się do zasady wystawiania worka dopiero w dniu wywozu śmieci. Wygląda to okropnie, nie mówiąc już o zapachu, kotach i innych stworzeniach zainteresowanych zawartością … Kontenery na śmieci są tylko przy większych blokach.

    Reply
    • Sierpień 29, 2018 at 9:32 am
      Permalink

      Tak… Ja co prawda mieszkam na wsi i u nas każdy dom ma kontener. Ale jeśli na przykład w danym tygodniu ktoś nie wyprodukował za wiele śmieci, wyjmuje worki z tego kontenera, żeby w taki sposób ułatwić pracę śmieciarzom i ustawia je przy drodze… :/ I jest tak jak mówisz – w dzień przejazdu śmieciarki jest brzydko i śmierdząco, a lisy mają co przeglądać… Na szczęście zdarza się to coraz rzadziej.

      Reply
  • Sierpień 29, 2018 at 9:32 am
    Permalink

    Zauważyłam, że popełniłam błąd w tekście. „Sąsiad spod ósemki”… – szwajcarskie mieszkania zwykle nie mają numerów!

    Reply
  • Sierpień 29, 2018 at 9:41 am
    Permalink

    O tak, masz rację. Dlatego lubię Szwajcarię. Zasady proste. To jest do tego, a to do tamtego kontenera. Jak ci się nie podoba, to płać. Nie ma tu kombinacji, nawet ze śmieciami. Sama jeździłam z koleżanką na wysypisko po remoncie, bo nie miała auta. A tam panowie już pomogli przy sortowaniu.
    Właściciele piesków też zaczynają od swojego podwórka. Każdy ma przy smyczy woreczek na psią kupę. A jeśli zapomni go wziąć, przy pierwszym napotkanym śmietniku go znajdzie.
    Co jeszcze ciekawego, a o czym nie wspomniałaś…do publicznych śmietników nie wolno wyrzucać domowych odpadów. Mają taką metalową opaskę zabezpieczającą przed większymi śmieciami. I rzeczywiście – czasem nawet ciężko tam wrzucić butelkę plastikową lub kartonik po napoju.
    Pozdrawiam 🙂

    Reply
    • Sierpień 29, 2018 at 10:53 am
      Permalink

      Tak! Niestety ja znam takich kombinatorów, którzy pomimo śmietników z bardzo niewielkimi otworami potrafią tak rozdzielać połowę swoich odpadów :/

      Reply
  • Sierpień 29, 2018 at 11:10 am
    Permalink

    W Baselland (być może w innych kantonach również?) mamy worki do segregowania plastiku. Przerażające, ile człowiek przynosi ze sklepu plastiku, który po rozpakowaniu zakupów od razu wyrzuca. Kupiłam w migrosie wielorazowe siatkowe torebki do kupowania owoców i warzyw, zawsze to parę foliówek oszczędności. Rozważam też chodzenie na zakupy z wielorazowymi pojemnikami na mięso i wędliny; ciekawa jestem min sprzedawców 😉

    Dla zainteresowanych: http://www.allschwil.ch/de/verwaltung/dienstleistungen/detail.php?i=419

    Reply
    • Sierpień 29, 2018 at 1:00 pm
      Permalink

      Ja staram się nie używać tych siateczek do warzyw i owoców. Po prostu ważę każde osobno i naklejam na nim nalepkę. Jeszcze nikt na mnie nie nakrzyczał.

      Reply
    • Sierpień 29, 2018 at 1:41 pm
      Permalink

      Wczesniej ladowalam warzywa i owoce do jednego wora i naklejalam hurtowo jeden obok drugiego kody kreskowe.
      Jak tylko pojawily sie siatki na warzywa w coop-ie kupilam zestaw i chodze z nimi.
      Mam zawsze w torebce + worek bawelniany na „zakupy niespodzianka”. Mialam tak jeszcze przed wprowadzeniem platnych workow.

      Smieci segreguje.
      Jestem wrogiem kapslowych kawiarek (moim zdaniem te kapsle to obok jogurtowych opakowani) to najwieksze zlo.

      Reply
      • Sierpień 29, 2018 at 2:47 pm
        Permalink

        O! I to jest dobry pomysł: do jednego wora, a kody kreskowe nakleić na materiałową siatkę 🙂

        Reply
  • Sierpień 29, 2018 at 11:27 am
    Permalink

    W naszej gminie jest tak, że jak ktoś ma jakiś śmieć „ponadwymiarowy” czyli takie, które do oficjalnego worka się nie zmieszczą (np. meble) to musi na taki śmieć nakleić specjalną nalepkę. Nalepka kosztuje 2chf za każde 6kg takiego śmiecia. Nasi (już niedługo, ufff) cwani sąsiedzi wpadli na „genialny” pomysł: biorą zwykłe czarne worki, pakują w nie zwykłe śmieci a potem na taki worek naklejeczka i wio przed śmietnik. Zysk dwukrotny. A drudzy sąsiedzi na wierzch tego worka dokładają kupki swojego pupila…. A teraz najlepsze: nikt się do nich jeszcze o to nie doczepił.

    Reply
  • Sierpień 29, 2018 at 4:26 pm
    Permalink

    W Polsce na plus: Odpady mieszane w czarnych workach zawsze wrzuca się do pojemników, dzięki czemu psy, koty czy lisy w tym nie grzebią, nie szpeci to okolicy jak i śmierdzi. Każde osiedle i każdy dom ma swoje pojemniki, a na posegregowane, tej mniej śmierdzące śmieci są czerwone, żółte i niebieskie worki wystawiane co 2 tygodnie na chodnik.

    I na wielki minus: Kwitnie praktyka skupowania i sprowadzania śmieci do kraju, robienia nielegalnych wysypisk, podpalania tego, uciekania przed wymiarem sprawiedliwości i ogólnie plaga śmieciowego kombinowania, zwykle na większą skalę o czym często jest głośno w prasie. Szwajcar by czegoś takiego u siebie w Kantonie nie zrobił?

    Reply
    • Sierpień 29, 2018 at 4:37 pm
      Permalink

      Z resztą kiedyś pracowałem jako stażysta przez 2 miesiące na legalnym składowisku odpadów jako operator wagi i widziałem jak starzy pracownicy co tam pracowali po 20 lat dzielili się kasą za wwóz na składowisko śmieci, które w ogóle nie powinny tam trafić. Wiałem stamtąd jak struś pędziwiatr, żeby nie mieć z nimi do czynienia. 🙂

      Reply
      • Sierpień 29, 2018 at 4:59 pm
        Permalink

        A co gorsza: do Polski trafiają odpady ze Szwajcarii……

        Reply
  • Sierpień 29, 2018 at 7:02 pm
    Permalink

    …”Jak się ma w Szwajcarii kultura poszanowania prywatności, skoro ludzie donoszą, że ktoś nieprawidłowo wyrzucił śmieci?”…
    JA mam swoja teorie totyczaca „donoszenia”, ale to tylko moja teoria i moge sie mylic.
    My wyroslismy w innej kulturze, gdzie rezultatem donosu bylo: = wywoz na syberie, lagry, gestapo, przesluchania, wiezienie itp.

    Dla Szwajcara to co innego. Mysle ze Szwajcarzy postrzegaja to jako dbanie o zachowanie ustalonego porzadku. Przywolanie do porzadku osob nie przestrzegajacych norm i przepisow.

    Reply
    • Sierpień 30, 2018 at 9:42 am
      Permalink

      Tak! Władza przez wiele lat była wrogiem normalnego obywatela, a współpraca z policją – największą ujmą… No i coś nam z tego zostało…

      Reply
  • Wrzesień 4, 2018 at 2:01 pm
    Permalink

    Mieszkam w kantonie VD. Ostatnio w supermarketach zauważyłam nowy trend: otóż część zakupowiczów przerzuca owoce i warzywa pakowane w sklepie w plastikowe pojemniki do szmacianych siatek. Następnie kasjerka kasuje kody z pojemników i odbiera je od zdegustowanych klientów. Popieram i sama włączyłam się w ten nowy econurt.
    Mam nadzieję, że to początek końca ery marnotrawstwa! 🙂

    Reply
    • Wrzesień 4, 2018 at 9:48 pm
      Permalink

      Ale i tak sklep pozostaje z tymi pojemnikami… Ja kasuję po jednym owocu, albo razem i naklejam nalepkę tylko na jeden. Niestety tak się nie da np. z czereśniami :/

      Reply
      • Wrzesień 4, 2018 at 11:58 pm
        Permalink

        Dobrze, że nie na mak, to by było roboty z naklejaniem 😀

        Reply
          • Wrzesień 6, 2018 at 2:53 pm
            Permalink

            Czasem się da, a czasem nie. Chociaż gdzieś czytałam o parze, która wybierała się ze słoikiem na „drobnicę”. Wnioskuję, że „ekolodzy” pozostawiali w sklepie nawet torebki po maku 😉

  • Październik 4, 2018 at 8:55 am
    Permalink

    Dzień dobry,

    Mi osobiście system szwajcarski bardzo podoba. Przy okazji każdego wyjazdu rowerem na zakupy zabieram plastiki, szkło, kartony i opakowania, uprzednio upakowane jedno w drugie, żeby zmieściło się do plecaka. Śmieci zmieszanych jest tak mało, że 17 litrowy worek wystarcza na tydzień i problemem jest raczej to że coś zaczyna się psuć i śmierdzieć, niż to że worek zapełnia się szybko.

    W Polsce płaciłem po przeliczeniu 25CHF miesięcznie, tutaj naklejki na miesiąc kosztują mnie mniej niż połowę, czyli na szwajcarskie warunki – w zasadzie nic 🙂

    Tak, są worki na ulicach, ale jakoś nie przeszkadzają, nawet przy tym wszechobecnym uporządkowaniu wszystkiego co się da.

    pozdrawiam

    Reply
  • Październik 4, 2018 at 10:17 am
    Permalink

    Skrupulatnie segreguję śmieci, jednak nie ukrywam, że system szwajcarski nieco mnie męczy.
    Przed Szwajcarią mieszkaliśmy dwa lata w Brukseli i jakoś wygodniej to wszystko przebiegało, zwłaszcza dla ludzi mocno zapracowanych. Na wszystko były worki (płatne, ale w rozsądnej cenie: 0,10 – 0,15 euro za worek. Cena moim zdaniem zachęcała do segregowania): białe na brudne, niebieskie na plastiki, żółte na papier, małe pomarańczowe na resztki z jedzenia i zielone na bio. Wywóz białych, czyli brudnych 2 x na tydzień (w BL 1 x tydzień to dla mnie zgroza! Co robić w upalny czas, kiedy worek już na przykład od czwartku musi czekać do poniedziałku? Smród, brud i ubóstwo! Aż się już boję, co zrobię, kiedy będę gdzieś wyjeżdżać w piątek, a śmieci wywożą dopiero w rzeczony poniedziałek). Reszta była wywożona 1 x w tygodniu, a nie jak tutaj np. papier 1 x w miesiącu. Do tego oczywiście pojemniki na szkło i 1 x na miesiąc podjeżdżał w wyznaczone miejsce specjalny samochód na inne rzeczy: np. baterie, tonery, pojemniki po substancjach niebezpiecznych etc. Jasne, że zawsze można podjechać tutaj do firmy zajmującej się recyclingiem, żeby pozbyć się czegoś wcześniej, ale trzeba mieć jeszcze na to czas. Do tego ja bardzo rzadko robię zakupy w tutejszych sklepach (kupuję we Francji i Niemczech), więc wyrzucanie np. butelek PET czy innych plastików muszę planować i specjalnie jechać np. do Coopa lub Migros.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.