Moja prywatna lista polskich zakupów, czyli co zabieram ze sobą w walizce z Polski

Czy Polska jest tańsza w przypadku każdego produktu? Co ląduje w mojej walizce za każdym razem, gdy przyjeżdżam w odwiedziny do moich rodziców i przyjaciół? Czy opłaca się dokupować 23-kilogramowy bagaż w tanich liniach lotniczych, żeby zrobić zakupy w Polsce?

Poniższy artykuł jest bardzo subiektywny i podejrzewam, że dla wielu osób nie będzie miał praktycznego zastosowania. W końcu polska lista zakupów zależy od preferencji, gustu, priorytetów, czy potrzeb. Inaczej będzie wyglądał bagaż książkoholika, inaczej kosmetyczki, a jeszcze inaczej wielbiciela polskich przysmaków.

Zacznijmy od tego, czego w Polsce zdecydowanie nie kupuję. Jest to elektronika i rzeczy określonych marek, które w Szwajcarii są po prostu tańsze. Wielokrotnie niższy VAT robi w tym przypadku znaczenie.

Gdzie robię zakupy podczas wizyty w Polsce?

APTEKA

Pierwsza rzecz, która ma nierzadko kilkukrotną przebitkę w Szwajcarii to leki. Trzeba tu uważać, ponieważ leki na receptę w Szwajcarii mogą być za darmo w zależności od modelu ubezpieczenia. Gdy jednak określony lek nie jest przepisywany przez lekarza, o wiele taniej kupi się go w Polsce.

Weźmy dla przykładu biotynę stosowaną przy wypadaniu włosów. W Polsce 90 tabletek biotyny 5mg kosztuje około 83 zł. W Szwajcarii tabletki o identycznym składzie kosztują 93 chf (nieco mniej niż 400 zł). Kolejny przykład: specjalistyczna wcierka do włosów oparta na Minoxidilu 2%. Polska – opakowanie 60 ml: 22 zł, Szwajcaria – opakowanie 50 ml: 37 chf (ok. 150 zł).

Nie wiem jednak dlaczego (najpewniej to kwestia głowologii), ale mam wrażenie, że szwajcarskie leki, nawet te o identycznym składzie, działają lepiej.

 

LEKI NATURALNE

Każdy, kto był w szwajcarskiej aptece dobrze wie, że Szwajcarzy mają prawdziwego hopla na punkcie homeopatii i innych terapii naturalnych. To nie oznacza jednak, że takie formy leczenia są tańsze, a wręcz przeciwnie!

Porównajmy popularne remedium na przeziębienie: Oscillococcinium. 6 dawek po 1g: 17 zł wersus 22 chf (ok. 88 zł).

Ja natomiast jako dyżurny anemik odporny na żelazo w tabletkach wypełniam swoją walizkę naturalnymi suplementami zawierającymi ten składnik takimi jak Chlorella czy Spirulina. Opłaca się!

 

KOSMETYKI

I u trzeba uważać, szczególnie jeśli się używa kosmetyków marek selektywnych. Diory i Chanele można co prawda kupić podczas podróży do Polski, ale… na lotnisku w sklepie bezcłowym. I to szwajcarskim!

W Polsce za to radzę zaprzyjaźnić się z polskimi kosmetykami, które oprócz naprawdę konkurencyjnych cen mają bardzo dobre składy.

 

UBRANIA

To pułapka! Ubrań międzynarodowych marek nie opłaca się kupować ani w Polsce ani w Szwajcarii, ale… w Niemczech lub we Francji. Polska ma zwykle dość niekorzystny przelicznik euro na złotówki, a w Szwajcarii ubrania są droższe o mniej więcej 20%.

 

BUTY

Uwielbiam polskie obuwie! Przyznaję, że choćby dla polskich marek butów warto przyjechać z wielką walizką ze Szwajcarii. Co ciekawe, tu nawet nie chodzi o cenę, ale o jakość i wzornictwo. Polskimi butami zaraziłam już kilku Szwajcarów, którzy potrafią teraz przyjechać do Polski na weekend na zakupy butowe.

 

KSIĄŻKI

Znam takich, którzy od spodu do klapki mają wielkie walizki wypełnione książkami. Znam i szanuję, ale sama już dawno przestawiłam się na e-książki. Jedyne czego żałuję, to że niektórzy autorzy nie publikują swoich dzieł w formie elektronicznej. Tak, do Ciebie piję, Panie Sapkowski! Kilka kilogramów Wiedźmina leży sobie u moich rodziców na strychu i czeka od paru lat na swoje miejsce w plecaku…

 

JEDZENIE

Nie. Nie biorę. No może kabanoski, żurek w proszku, kiszone ogórki i krakowską, czyli te rzeczy, których się nie da dostać w Szwajcarii. Znam jednak takich, którzy wożą całe bagażniki wypełnione polskimi specjałami. Bo chleb lepszy, bo mięso za drogie, bo piwo nie takie co trzeba. Jasne, gdy ktoś mnie poczęstuje jałowcową, to wsunę razem z talerzem i obrusem, ale nie wyobrażam sobie sama organizować kontrabandy, żeby sobie od czasu do czasu zjeść polskie smaki.

Oczywiście, jedzenie w Szwajcarii jest odpowiednio droższe niż w Polsce, ale czy na pewno warto ryzykować zatrucie pokarmowe (no chyba że mamy dobrą lodówkę), żeby oszczędzić kilka franków?

 

POLSKA SZTUKA UŻYTKOWA

Uwielbiam! Poszewki w siano, słomę, czy trawę, plakaty, lampki, kubki, czy hmmm…. piękne obiekty bez praktycznego zastosowania – polski design nie ma sobie równych! O wiele mniej banalny od modnych obecnie trendów skandynawskich i o wiele tańszy. Świetnie się sprawdza się jako prezent dla Szwajcarów w ramach promowania Polski, jako ciekawa dekoracja mieszkania i…. obiekt dyskusyjny.

Jako przykład przedstawiam moje słodkości. Panie i Panowie – oto obiekty dyskusyjne nr 1 i 2. Proszę uwierzyć – nawet ci Szwajcarzy, którzy nie wiedzą, co nie wiedzą, co znaczy „dzień dobry”, a byli u mnie, wiedzą, co to znaczy „sum” i „jesiotr”.

A Wy? Jakie zakupy robicie w Polsce? Co wypełnia Waszą walizkę, gdy wracacie z Polski? Jakie polskie produkty importujecie i bez czego nie możecie żyć na emigracji?

38 komentarzy o “Moja prywatna lista polskich zakupów, czyli co zabieram ze sobą w walizce z Polski

  • Sierpień 21, 2018 at 9:28 am
    Permalink

    Z butami się zgodzę, ale co do ciuchów…yyy powiem ci, że w Pl łażę po sklepach polskich producentów, płacę może trochę więcej, ale mam za to „szmatki”, których żadna Szwajcarka nawet na oczy nie widziała. Albo takie Pepko. Rzeczy dla dzieci są tanie, niezłej jakości, ale przede wszystkim żaden rówieśnik takich nie ma. Spójrz na szwajcarskich uczniów. Co drugi ma taki sam tornister, a dziewczynki spódniczki kupowane w Migros czy C&A…
    I książki…. Jeżdę autem. Gdy wracam, samochód jest załadowany po brzegi, a mąż ma ochotę mnie zabić. Ale zmienia zdanie, gdy mu własnej roboty słoiczki przywożę. I Żubra! Uwielbia Żubra!

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 9:47 am
      Permalink

      O tak!
      Teraz żałuję, że nie dodałam w artykule, że w Polsce opłaca się kupować… polskie rzeczy. Bo i tańsze i oryginalne! Potem każdy dopytuje, gdzie się to kupiło…

      Reply
    • Wrzesień 19, 2018 at 4:54 pm
      Permalink

      Tax free declaration – do pewnej kwoty ( chyba 400 chf) mamy pelen zwrot podatku. Oplaca sie kuopwac ubrania w PL (UE) i deklarowac na granicy.

      Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 10:38 am
    Permalink

    Książki niestety nadal zajmują pół bagażnika ale i ja i syn uwielbiamy zapach i szelest kartek. Moje później sprzedaje. Kosmetyki nie kupuje w Polsce. Lubię markę Barbor cena wszędzie taka sama. Ubrania wolę z Polski ale dzieciom w większości kupuje tutaj tak samo buty. Zawsze wizę berlinki, andruty (mąż uwielbia) i ogórki kiszone ale te od mamy a nie ze sklepu. Aha i jeszcze 100 op. Galaretek Winiary bo te w Niemczech są okropne. Piwo wioze ale do Polski, moja mama je bardzo lubi.

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 11:46 am
      Permalink

      100 opakowań?
      😀
      Ładnie!
      Ostatnio wzięłam ze sobą 2…

      Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 10:39 am
    Permalink

    Ja głównie leki (ze względu na różnice w cenie) i ciuchy/buty polskich producentów (tutaj główną rolę odgrywa wzornictwo). Brakuje mi niektórych kosmetyków (niekoniecznie polskich marek ale też innych zagranicznych, niedostępnych w Szwajcarii), a ze latam z bagażem podręcznym to nie wszystko mogę zabrać:(

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 11:47 am
      Permalink

      Fakt. Dlatego rzadko latam z samym bagażem podręcznym.
      Wtedy nawet głupiego płynu do soczewek nie mogę zabrać ze sobą!
      O właśnie!
      Soczewki kontaktowe z olbrzymią przebitką. Zapomniałam ich umieścić na mojej liście.

      Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 10:48 am
    Permalink

    Oj wozimy dużo, bardzo dużo 😉 obowiązkowo kabanosy śledzie i słoiki czyli dżemy ogórki paprykę spod rodzicielskiej ręki. Przyprawy i przeróżne gotowce typu ‚pomysł na’ , majonez ( szwajcarski jest okropny ) kasze jęczmienną , mąkę ziemniaczaną, kiśle, budynie i polską wódkę! Ubrania i buty zawsze i w dużej ilości dla dzieci niestety w Szwajcarii zbyt słaby wybór. Jeśli chodzi o leki to zawsze przeciwbólowe i rożnego typu saszetki i tabletki na gardło, przeziębienie itd. Noi coś co kobiety uwielbiają – kosmetyki ! W Polsce wybór kosmetyków jest ogromy! Nie tylko jeśli chodzi o higienę czy pielęgnacje ale i makijaż zarówno w stacjonarnych drogeriach typu rosmann ale internetowych gdzie można się zaopatrzyć się w trudno dostępną kolorowkę ale także w nowe polskie marki o obłędnym składzie !

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 11:47 am
      Permalink

      Zgadzam się!

      Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 10:53 am
    Permalink

    U mnie to połowa każdej walizki to książki dla dzieci 🙂 Sobie już od dawna e-booki kupuję.

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 11:48 am
      Permalink

      Hahahaha fakt. Jeszcze chyba nie powstało coś takiego jak ebook dla dzieci 😛

      Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 11:49 am
      Permalink

      Hahahahahaha 😀

      Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 1:34 pm
      Permalink

      Dzięki!
      To chyba od niedawna, bo jeszcze z rok temu dało się ściągnąć tylko jakąś piracką, zawirusowaną i okropną wersję.

      Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 2:13 pm
    Permalink

    Książki dla dzieci przysyła Babcia, ubrania, jakościowo dobre jest Red is Bad (polska marka), ale z innymi markami, to u mnie kiepsko wyszło. Z Pepco, raz super, raz beznadziejnie, raz ok taka loteria, gdzie w c&a bio bawełna rządzi i dobra jakość (Migro/Cooper z resztą też ;)), aż tak mi nie przeszkadza, że inne dzieci noszą to samo. Kolory się dobrze trzymają, tkaniny miłe w dotyku, po praniu rzeczy się nie skurczaja. Medykamenty lubię w Szwajcarii kupować, ale jak juy jestem w Polsce to jakiś „polski” Apap, czy Ibuprom bo to kwestia złotówek i zawsze się przyda. Sama mieszkam koło Zyrychu i.. polskie kabanosy, polskie piwa, chrupki kukurydziane, ser biały są w sklepie zaraz za granicą w Niemczech…więc nie mam potrzeby wielkich zakupów w Polsce. Gorzej, że dziecię me jest obdarowywane na potęgę, więc wracam z tona zabawek 😉 Ciekawy artykuł, chociaż chyba wolę te o Szwajcarii bardziej ;). Pozdrawiam.

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 9:10 pm
      Permalink

      Głupio się przyznać, ale ja nawet nie wiem, co to to Pepco…

      Reply
      • Sierpień 23, 2018 at 9:20 am
        Permalink

        Pepco to sieciowa w Polsce. Sprzedają tam tanie ubrania, przybory papiernicze, rzeczy do domu. Jest w każdym większym mieście. Odpowiadam, jeżeli Pani komentarz to nie sarkazm. 😜

        Reply
        • Sierpień 23, 2018 at 9:33 am
          Permalink

          Nie, nie sarkazm… Kurcze, nigdy się nie natknęłam.

          Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 3:28 pm
    Permalink

    Środki przeciwbólowe. W Szwajcarii są bardzo słabe, nie pomagają, lepiej przywieźć z Polski.

    Sapkowski ma w d…. wiedźmina. Nie lubi tej powieści i sprzedał prawa. Jeżeli myślisz, że on się dorobi na serialu Netflixa albo że ma coś z gry, grubo się mylisz, ponieważ można dowolnie obracać tą historią i jej bohaterami, możesz sobie kręcić filmy, robić kolejne gry, nie potrzeba jego zgody, jemu nie zależy.

    Znam takich co przywożą dużo mięsa, ale mają też odpowiednio dużą zamrażalkę. Jeśli o mnie chodzi, uważam, że szwajcarska padlina jest lepsza jakościowo.
    Zdecydowanie brak mi np. sera twarogowego. Bo z czego tu robić ulubiony sernik?
    Koper włoski do kiszenia ogórków, również został wpisany na listę obiektów niezidentyfikowanych w Szwajcarii.
    Piwo, no właśnie. Ja lubię piwo ciemne, najlepiej porter. Żadna szwajcarska odmiana tych trunków, nawet nie kojarzy mi się z właściwym smakiem. A wiadomo ile przez granicę można przewieść – w Szwajcarii jestem oficjalnie abstynentką 😉

    Sum i jesiotr świetne! 😀

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 9:09 pm
      Permalink

      Belgijskie bywają dobre ciemne! Da się dostać w Szwajcarii. Nawet Guinessa da się kupić i Murphy’s też!

      Reply
      • Sierpień 22, 2018 at 1:41 pm
        Permalink

        Guinessa znalazłam i londyński Porter też, ale ten drugi nie smakował tak jak się tego spodziewałam. Inny słód może, sama nie wiem… nie znam się na tym aż tak dobrze. Może moje podniebienie jest rasistowskie i ma być polskie? 😛 Ewentualnie czeski czarny kozioł jest smaczny, ale nie spotkałam jeszcze w Szwajcarii.

        Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 11:44 pm
      Permalink

      Ania O., mam przepis na świetny sernik z quarków. Jeśli chcesz, napisz do mnie: kasia 811 [at] tlen.pl.
      Mam tę wygodę, że mieszkam w Bazylei, więc nawet kaszy gryczanej nie musiałam długo szukać ;).
      Brakuje mi natomiast takiego wyboru kosmetyków, jaki jest np. w Rossmanie; butów (tutaj albo jakość, albo cena ;/). Biały ser kupuję w Siberianie w Loerrach. Ostatnio był tam nawet Świat Kobiety, najnowszy! 🙂
      Brak mi polskiej fety mlekovity; te tutejsze (i niemieckie) są bardziej kozie, a mniej słone i nie lubię. Kabanosów Tarczyńskiego, ale tych grubszych, nie cieniutkich jak paluszki. Krówek opatowskich. Serka topionego. Chleba polskiego (dygresja: szwagier pojechał kiedyś do Danii, zabrał ze sobą chleb; kobieta, która go gościła, zaprosiła do siebie koleżanki i podała polski chleb z masłem jako największy przysmak. Koniec dygresji).
      A najbardziej, najbardziej… Brak mi wejścia do empiku i kupienia sobie stosu gazet i książek, które będę rozumiała od pierwszej literki. Tutaj kupuję tylko jakieś babskie plotkarskie, żeby nie za dużo tekstu i ładnie podanego było.
      Oraz – włączam radio, słyszę znajome riffy, myślę, kurczę, Perfect w radiu! Oh, wait…;/
      Pozdrowienia!
      Kasia

      Reply
      • Sierpień 22, 2018 at 1:45 pm
        Permalink

        Zaraz napiszę 🙂
        Mojemu mężowi brakuje polskiej kiełbasy i kabanosów tak samo.
        Ja gazet akurat nie kupuję, ale zdaje się, można prenumerować za granicę.

        Reply
    • Sierpień 22, 2018 at 11:18 am
      Permalink

      A ja robiłam polski ser – wystarczy postawić mleko (Gruyère świeże, tzn. pasteryzowane tylko, albo z targu) na kwaśne, potem podgrzać i przepuścić przez gazę (migros albo coop, dział dziecięcy). Zresztą przepisy są w internecie 🙂

      Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 5:05 pm
    Permalink

    Ja mieszkam w Irlandii. Kiedys nie bylo u nas polskich sklepow ,to oczywiscie przywozilo sie ulubione smakolyki z Polski,teraz kiedy w kazdym irlandzim duzym i malym miescie jest polski sklep,wszystko jest pod reka.Oprocz zywnosci mamy tez nowosci ksiazkowe ,gazety,kosmetyki,a nawet alkohol.Jesli by nie bylo polskiego sklepu w okolicy to lokalne irlandzkie sklepy zazwyczaja maja swoja polke z polskimy produktami.

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 9:08 pm
      Permalink

      Wydaje mi się, że Polonia w Szwajcarii jest o wiele mniejsza niż w Irlandii i tu jest pies pogrzebany…

      Reply
  • Sierpień 21, 2018 at 5:40 pm
    Permalink

    o ja glupia c***, myslalam ze to rekin a to… jesiotr!

    Reply
    • Sierpień 21, 2018 at 9:08 pm
      Permalink

      heheheheh uwierz – konsultowałam z atlasem ryb 😉

      Reply
  • Sierpień 23, 2018 at 12:18 pm
    Permalink

    Z Polski wioze niewiele.

    Z apteki:
    -Hascovir pro
    – pasta cynkowa – na wypryski
    -Mega Krzem z metiolina – suplement
    -Tribiotic – masc na skaleczenia
    -Ibuprom max
    -Sulfarinol – krople do nosa

    Z drogeri
    – Kret
    – pasta Komfort (na plamy)
    – Biovax – pielegnacja wlosow
    – Mixa – do mycia twarzy

    Reply
    • Sierpień 23, 2018 at 8:54 pm
      Permalink

      Genialne! Masz nawet listę 🙂

      Reply
      • Sierpień 25, 2018 at 1:50 pm
        Permalink

        😉 Aptekowa lista jest zawsze w portfelu z polskimi zlotowkami (dla autostrady).
        Do tego zagladam do sklepow ze skora typu Wittchen, dobra torebka nigdy nie jest zla
        A teraz zapoluje na etui do okularow (od roku mam pierwsze okulary).

        Reply
  • Sierpień 23, 2018 at 12:29 pm
    Permalink

    Ps.
    zapomnialam o:
    – majonez Winiary
    – chrzan (Polski jest mocniejszy)
    – jak nie zapomne (bo zapomnialam) mase makowa na rolade

    Reply
  • Sierpień 24, 2018 at 3:23 pm
    Permalink

    Gruezi wohl! Zoll Verwaltung!

    yak she mash?
    pokaz, kotku, czo mash w shrodku – w bagazu 🙂

    wshystko zapishalem

    Bis gleich, liebe Frauen 😉

    Reply
  • Sierpień 25, 2018 at 12:24 am
    Permalink

    ser bialy
    parowki „jedynki”
    domestos – taki prawdziwy a nie te niemiecko-szwajcarskie zele co zadnego kamienia nie usuna

    Reply
    • Sierpień 25, 2018 at 9:26 am
      Permalink

      Serio? A straż graniczna nie myśli, że to jakiś chemiczny środek wybuchowy? 😀

      Reply
  • Wrzesień 4, 2018 at 2:14 pm
    Permalink

    A propos ogórków kiszonych w Szwajcarii to gdzieś je kiszą. Córka odżywiała się głównie kiszonymi na obozie w VS w Nendaz. Rozejrzę się, jak zjemy te, które zapakowała mi teściowa. Niestety nie prędko, bo przytaszczyłam trzydzieści słoików, osiem słoików grzybków marynowanych, trzy kilo śliwek w czekoladzie, tylko tyle bo resztę bagażnika zajęły książki. W Polsce książki kupuję w wersji papierowej, żeby móc dzielić się nimi ze znajomymi Polakami.
    Buty i ciychy kupuję tylko jak czegoś potrzebuję, oj, brzydko mi się rymło, a nie dlatego, że jestem w ojczyźnie 😉

    Reply
    • Wrzesień 4, 2018 at 9:47 pm
      Permalink

      Może tam jakaś Polka kisiła! Bo ja nie znam Szwajcarów, którzy by to lubili… Dla nich (przynajmniej na początku) to smakuje jak zepsute.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.