Szwajcaria? NIE! – czyli 9 powodów, dlaczego nie warto przeprowadzać się do Szwajcarii

Artykuł, który właśnie czytasz jest ciemną stroną i dalszym ciągiem artykułu Szwajcaria? TAK!… i tak właśnie powinien być traktowany. Już na samym wstępie chcę odbić piłeczkę, że „skoro mi się nie podoba, to powinnam wyjechać”. Ależ podoba mi się, czego wyraz przedstawiłam w różowym, wcześniejszym artykule. Nie oznacza to jednak, że jestem bezkrytyczna. Widzę wady Szwajcarii tak jak widzę wady Polski, ale zawsze staram się je oceniać patrząc na cały obraz.

Tym razem jednak zakładam ciemne okulary i obiecuję sobie solennie, że nie powiem ani jednej najmniejszej dobrej rzeczy na temat Szwajcarii. Dzisiaj jestem na NIE!…

Źródło: Unsplash, A. Perotto
  1. Drogo

Szwajcaria jest jednym z najdroższych krajów świata. Owszem, możecie podawać nieskończoną ilość argumentów o sile nabywczej franka, szwajcarskich zarobkach i produktach markowych, które wszędzie kosztują tak samo… Nie da się jednak podważyć faktu, że Szwajcaria jest naprawdę droga – wyjście „na miasto” kosztuje minimum 100 chf, kolacja w restauracji – 60 chf, a wynajęcie mieszkania w atrakcyjnym miejscu – nierzadko więcej niż 2000 chf.

Da się taniej, ale żeby zaoszczędzić w Szwajcarii, trzeba uruchomić pełny zakres polskiego kombinowania. Zakupy można robić w pobliskiej Francji, Niemczech, czy Włoszech, wałówkę przywozić z Polski, a mieszkania szukać hen, hen daleko od miejsca pracy, albo w sąsiednich krajach… Nie o taki komfort jednak walczymy decydując się na emigrację, prawda?

 

  1. Szwajcarzy – przyjaciele?…

Szwajcarzy mówiąc delikatnie nie noszą serca na dłoni. W ich mentalności nie leży zapraszanie do swojego domu i do swojego serca po pierwszym, piątym, a nawet i pięćdziesiątym spotkaniu. Zapomnijcie o spontanicznych wyjściach na piwo po pracy, zapomnijcie o organizowaniu urodzin, wpadaniu na kawkę tudzież wódkę. Znam wiele osób, które przyznają się, że mieszkają w Szwajcarii od 10 lat i znają tylko 3 Szwajcarów. Znają. Nie przyjaźnią się z nimi. Po prostu znają.

Jak żartuje szwajcarski komik DeVille, żeby zaprzyjaźnić się ze Szwajcarem, trzeba zabić jego obecnego przyjaciela…

 

  1. Naucz się języka… Ale jakiego?

Ten punkt dotyczy głównie imigrantów przybywających do części niemieckojęzycznej, w której królują dialekty. Nie, nie jeden dialekt – dialekty. „Naucz się lokalnego języka – radzą wszyscy dookoła – będzie Ci łatwiej znaleźć przyjaciół i pracę.” Imigranci zabierają się do nauki. Na pierwszy rzut idzie wysoki niemiecki tzw. Hochdeutsch. Okazuje się jednak, że jego znajomość nie wystarcza, bo Szwajcarzy porozumiewają się między sobą w dialekcie charakterystycznym dla ograniczonej terytorialnie społeczności. Uczysz się więc pracowicie dialektu… i gdy już po kilku latach potrafisz się z nimi porozumieć dochodzi do przeprowadzki. Praca, mąż, tańsze mieszkanie – nieważne z jakiego powodu. No i klops. Nasza znajomość dialektu z Appenzellu nie daje nic a nic w takim Valais…

Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że zupełnie niesprawiedliwie znajomość dialektu może być wymagana przez rekruterów w międzynarodowych korporacjach!

 

  1. Trudna integracja zawodowa – szwajcarskie papiery

Szwajcaria ma swoje lokalne reguły, które na samym wstępie wykluczają obcokrajowców ze szwajcarskiego rynku pracy, bądź niezwykle utrudniają znalezienie pracy w swoim zawodzie. Po pierwsze – nasze polskie wykształcenie, nawet wyniesione z najlepszego uniwersytetu jest z reguły mniej warte niż najbardziej liche wykształcenie szwajcarskie. Nie zdziw się więc, że aby pracować w zawodzie, będziesz zmuszony „dorobić” kilka lat w szwajcarskiej szkole.

A teraz sobie wyobraź, że w niektórych przypadkach możesz nie zwojować wiele nawet ze szwajcarskim wykształceniem. Weźmy dla przykładu nauczycielkę matematyki, która szuka pracy w Szwajcarii. Załóżmy, że owa nauczycielka zna świetnie język, co zostało potwierdzone odpowiednio wysokim certyfikatem. Nauczycielka wybiera następnie uniwersytet w Genewie, żeby mieć szwajcarskie papiery. Po dwóch pracowitych latach (bo studia w Szwajcarii to nie polskie „studiowanie”) dziewczyna zdobywa dyplom i znajduje pracę w pobliskiej Lozannie… I dowiaduje się, że aby pracować w kantonie Vaud, musi dorobić jeszcze dodatkowy roczek, ponieważ podstawa programowa może się różnić pomiędzy różnymi kantonami. Taki mały paradoks… Bo przecież wszystko w Szwajcarii zależy od kantonu!

 

  1. Spontaniczność?!

Umawianie się na kawę lub spontaniczne odwiedziny w domu to charakterystyka Polek na emigracji. Nie spodziewaj się podobnej „obsługi przyjacielskiej” od Szwajcarek, a z innymi narodowościami może być różnie.

Temat braku spontaniczności i naszego polskiego „hej ho, działamy!” dotyka również innych, nieco bardziej poważnych dziedzin życia. W Polsce wystarczy mieć dobry pomysł biznesowy i dużo energii, a reszta robi się sama. W odrapanych kamienicach jak grzyby po deszczu wyrastają sympatyczne knajpki, galerie, warsztaty egzotycznych tańców i przechowalnie dzieci. Wystarczy tylko się zrzucić na początek!

W Szwajcarii świetne miejsca niby są i odrapane niemal niedziałające bary również. Pojawia się pomysł: dajmy na to burgerownia vege! Polska energia jest, spontaniczność również, przychodzi do zrobienia biznesplanu i to jest ten moment, gdzie sunący wesoło statek rozbija się o solidny mur finansowy. Nawet najmniejszy własny biznes (polegający na działaniu we wynajętym lokalu i zatrudnianiu ludzi) wymaga tak olbrzymich środków finansowych, że zwykły Kowalski ze swoim entuzjazmem i fantastycznym pomysłem polega na polu chwały jeszcze przed rozpoczęciem… A jeśli akurat budżet ma, to nierzadko rozbija się o mur drugi: tradycję!

 

  1. Imigrant – istota drugiej kategorii

Z miejsca ostrzegam – nigdy mnie to nie spotkało, ale nasłuchałam się o tym i o owym. Biorę pod uwagę to, że moja perspektywa może być perspektywą uprzywilejowaną i nie mam kontaktu z takim wzorcowym emigracyjnym przepychaniem się przez życie łokciami, dlatego wierzę, że nie mogę rozciągać reguły, który mnie dotyczą na wszystkich.

Otóż typowi Szwajcarzy są raczej zamknięci i antyimigracyjni, także mogłabym wybierać i przebierać historiami mniej lub bardziej znanych mi Polaków, którzy zostali zwyzywani lub potraktowani niegrzecznie ze względu na swoje pochodzenie.

Mogłabym nie wierzyć, ale taką historię opowiedziała mi również moja bliska koleżanka – inteligentna dziewczyna pracująca w biurze razem ze Szwajcarami i prowadząca bardzo szwajcarski tryb życia (czyli dobrze zintegrowana). A jej historia dotyczyła Szwajcarki, która po nadużyciu alkoholu wyznała jej, co tak naprawdę o niej sądzi. I nie było to miłe.

Źródło: Unsplash, Gomez
  1. Regulacje

Trudno mi tutaj wymieniać konkretne przykłady, szczególnie, że wiele przepisów w Szwajcarii obowiązuje bardzo lokalnie. Różnica między regulacjami w Polsce i w Szwajcarii jest jednak znacząca: te w Polsce omijamy nawet nie zatrzymując się przed nimi na mrugnięcie okiem. Jest niepraktyczne prawo, więc wszyscy jak jeden mąż je ignorują. Przepisy dotyczące taksówek: jak grzyby po deszczu wyrastają mobilni psycholodzy i firmy ochroniarskie. Sklepy się zamykają w niedzielę: ależ jaki sklep, pani, toż to galeria sztuki!

Tymczasem zamknięte sklepy w niedziele i po 19 (i to mówię w tym wypadku o większych miejscowościach, we wsiach wcześniej!) to w Szwajcarii żelazna zasada.

Mnie akurat nigdy nie dotknęły nigdy żadne szalone zasady współżycia społecznego, ale nasłuchałam się na ten temat, że starczyłoby na niejeden artykuł. Zakaz prysznica, kąpieli czy nawet spuszczania wody po 22 bije wszystko inne na głowę. Zakaz wyrzucania szkła do pojemników po 19. Zakaz podlewania trawy w upalne dni. Zakaz wywieszania prania na zewnątrz w niedzielę… Dodaj do tego czujnych sąsiadów gotowych do egzekwowania przestrzegania tych zakazów i robi nam się złota klatka.

 

  1. Trudne życie kobiet w Szwajcarii

A właściwie inaczej: trudne życie kobiet, które chcą pracować w Szwajcarii i godzić tę pracę z wychowywaniem dzieci. Kobiety, które skupiają się w głównej mierze na rodzinie i domu, a także te, które poświęcają się całkowicie karierze mają o wiele mniej pod górkę, niż te które po polsku chcą się spełniać na obydwu gruntach.

Zaczynając od szukania pracy: nie jest łatwo znaleźć pracę z polskim, ogólnym wykształceniem. Mężczyźni z wykształceniem technicznym i konkretnymi umiejętnościami radzą sobie o niebo lepiej.

Dalej: łączenie pracy na 100% z posiadaniem dzieci wymaga niebywałej ekwilibrystyki i – co tu dużo mówić – dużych nakładów finansowych. Żłobki i przedszkola są naprawdę drogie i mało dostępne. Nianie jeszcze bardziej. Szkoły proponują absurdalną przerwę obiadową od 11:45 do 13, a w środy (lub inne dni tygodnia) wolne popołudnia. Który pracodawca zgodzi się na godziny pracy dostosowane do harmonogramu szkoły?… Owszem jest możliwość wykupienia obiadów w szkole, a także świetlicy po zajęciach, ale to kosztowna i ekskluzywna opcja.

Dlatego wykształcone, inteligentne kobiety, w Polsce zajmujące eksponowane stanowiska w Szwajcarii „siedzą” w domu, a ich poczucie własnej wartości sięga nierzadko dna.

 

  1. Przyjazd filmem z gatunku horroru

Jak by nie oceniać emigracji w Szwajcarii, początki są zawsze ciężkie. Szwajcaria broni się przed imigrantami. Jednym z narzędzi tej obrony są pozwolenia o pobyt i o pracę. Każdy obywatel UE może przyjechać do Szwajcarii w celu poszukiwania pracy, ale te poszukiwania nie mogą trwać dłużej niż 3 miesiące (który to okres może być wyjątkowo przedłużony do 6).

No dobrze, ale żeby szukać pracy na miejscu, trzeba gdzieś mieszkać. Wynajem mieszkania jest niezwykle trudny, gdy się nie ma pozwolenia na pobyt ani na pracę ani samej umowy o pracę. Można w tym wypadku liczyć na hotele, specjalne, bardzo drogie mieszkania na pobyt krótkoterminowy i znajomych.

Następnie: praca. Praca w nisko wykwalifikowanych zawodach jest, ale żeby ją dostać, nierzadko trzeba mieć już pozwolenie. Proces wyrabiania pozwolenia nierzadko jest długi, uciążliwy i kosztowny, a pracodawcy w niektórych przypadkach określonych prawem muszą udowodnić, że nie byli w stanie znaleźć Szwajcara na dane stanowisko.

Dobrze, a co gdy przepłyniecie już kilka wstępnych raf i znajdziecie pracę i mieszkanie, a pozwolenie będzie się już „gotowało”? Przyjdzie Wam zapłacić 3-miesięczną kaucję ze mieszkanie w wysokości 3 czynszów bądź dołączyć do systemu ubezpieczeń Swiss Caution. Zaboli nawet tych, którzy mają spore oszczędności…

 

Szwajcaria. Czy warto? Sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli natomiast po przeczytaniu tego tekstu chcesz odrzucić pomysł o Szwajcarii jak zepsutego banana, sięgnij raz jeszcze do tekstu „Szwajcaria? TAK!…”

25 komentarzy o “Szwajcaria? NIE! – czyli 9 powodów, dlaczego nie warto przeprowadzać się do Szwajcarii

  • Marzec 26, 2018 at 2:28 pm
    Permalink

    W moim przekonaniu te 9 powodow jest bardzo pozytywnych i inne kraje moglyby podpatrzec takie rozwiazania.

    Reply
  • Marzec 26, 2018 at 2:44 pm
    Permalink

    Nie jestem stałą czytelniczką, więc może pytanie już kiedyś było zadane, ale skoro piszesz, że nie da się pogodzić pracy z wychowaniem dzieci, to rozumiem, że szwajcarskie kobiety nie pracują?

    Reply
    • Marzec 26, 2018 at 3:07 pm
      Permalink

      W wiekszosci przypadkow nie pracuja majac male dzieci

      Reply
    • Marzec 26, 2018 at 3:47 pm
      Permalink

      W wiekszosci nie pracuja albo pracuja na 20, 50 procent, natomiast aby wybrac takie rozwiazanie musza miec dobre oparcie w zarobkach malzonka, co coraz czesciej staje sie trudne . Natomiast Szwajcarki wybieraja wlasnie ta opcje co wiaze sie Z ich wychowaniem( nie zapominajmy ze Szwajcarja jest jednym Z ostatnich krajow w ktorym kobiety uzyskaly prawo do glosowania, i wg mnie do dzisiaj bardzo sie to czuje) Ale nie trzeba tego odbierac negatywnie wiele kobiet jest bardzo szczesliwych w takim systemie

      Reply
  • Marzec 26, 2018 at 3:16 pm
    Permalink

    Niby wszystko się zgadza, nie mniej jednak punkt pierwszy hmmm… pomyślmy w Trójmieście za:
    * wynajem kawalerki 30m to koszt 1700 zł.
    * wyjście na miasto: wejście do klubu 30 zł, 1 piwo 12 zł x 4 = 48 zł, coś do zjedzenia 20 zł i też wychodzi około 100 zł – z czego to jest te minimum (z tego co widzę do często bywa to 150 – 200 zł i nie żebym jakoś nad wyraz szalał).
    * kolacja w restauracji w Gdańsku 50 – 60 zł to jest minimum (zwykły lunch na mieście to około 25 zł),

    więc teraz weźmy minimalny dochód w Szwajcarii (jeśli dobrze pamiętam 2500 CHF) i Polsce (2100 PLN brutto).
    Czyli wychodzi na to że albo Polska jest strasznie droga, albo Szwajcaria nie jest aż tak droga (pod warunkiem gdy ma się tam pracę).

    Co o tym myślisz?

    Reply
    • Marzec 26, 2018 at 3:49 pm
      Permalink

      Mysle ze w Polsce sa miejsc Do zycia rownie drogie jak w Szwajcarji natomiast jesli dobrze sie Zarabia czy tu czy tam da sie ogarnac

      Reply
    • Marzec 26, 2018 at 4:03 pm
      Permalink

      Ja się zgadzam z Tobą. Co do joty! Wg mnie Polska też jest droższa. Świetne porównanie.
      A jeśli porównując niektóre produkty (nawet przeliczając z franka na pln’y) to w Szwajcarii jest taniej. W ostatnim roku kupiłem ten sam produkt w obu krajach. Różnica 150 zł !! I o dziwo o te 150 zeta taniej było w alpejski kraju 😉

      Reply
  • Marzec 26, 2018 at 4:08 pm
    Permalink

    Coś mi się wydaje że Ci Twoi znajomi wcale nie szukali szwajcarskich znajomych albo nie chcą takowych mieć. Ja mieszkam tu 10 razy krócej niż oni i już mam kilku szwajcarskich znajomych. Mało tego. Spotykamy się regularnie, przynajmniej raz w tygodniu. A to idziemy na piwo, a to na basen, na mecz, na ściankę wspinaczkową, albo robimy kolacje u kogoś lub robimy seanse filmowe. Więc nie wiem już sam. Albo południe takie dzikie albo to te osoby, które znasz jakoś mało społeczne 😉

    Reply
    • Marzec 26, 2018 at 4:30 pm
      Permalink

      No, ale to Ty jesteś wyjątkowo otwarty, a nie oni wyjątkowo zamknięci 😉

      Reply
  • Marzec 26, 2018 at 7:04 pm
    Permalink

    Wiele prawdy Szwajcaria to kraj dla ludzi młodych zdrowych bezdzietnych i pracujacych na pelen etat. Wtedy mozna żyć jak baardzo wygodnie. Ludzie starzy chorzy o niskim wyksztalceniu a szczegolnie imigranci i rodziny z wiecej niz 1 dzieckiem czesto po prostu bieduja. Szwajcarzy zyskuja przy blizszym poznaniu i po dłuższym czasie znajomości zaczynają zapraszać do siebie. To tez kraj niskiej dzietnosci (nizszej niz w Polsce, ok.1,33 dziecka na kobiete ale duzo mnie „dziecka na Szwajcarke” bo dzieci maja glównie imigranci.

    Reply
  • Marzec 26, 2018 at 7:43 pm
    Permalink

    Ahh te Szwajcarki po alkoholu takie wylewne… Też coś o tym wiem 😉

    Reply
  • Marzec 27, 2018 at 5:14 am
    Permalink

    Co może się jeszcze nie podobać w Szwajcarii to, że często oferty sklepów są tu bardzo skromne i nie można normalnie kupić potrzebnych produków. Jeśli ktoś potrzebuje coś specjalnego, wtedy musi to sobie przywieźć z Polski, Niemiec lub innego kraju, lub zapłacić spore cło za przesyłkę zza granicy. Dodatkowo zakupy internetowe w Szwajcarii często nie można opłacić kartą PostFinance, a dostarczane paczki zazwyczaj leżą pod drzwiami, bez nadzoru. Mnie to osobiście trochę irytuje.

    Reply
  • Marzec 27, 2018 at 7:52 pm
    Permalink

    Moglbym podyskutowac w kilku punktach ale w sumie nie chce sie rozpisywac. Chcialbym jedynie odniesc sie do pkt.9. W Szwajcarii Polak nie musi miec pozwolenia na prace. Co wiecej nie istnieja pozwolenia na prace dla czlonkow UE (oprocz najnowszych do ktorych sie juz nie zaliczamy). Jest jedynie pozwolenie na pobyt. Do 3 miesiecy nie musimy sie starac o zadne pozwolenie wystarczy sie zameldowac.

    Reply
  • Marzec 28, 2018 at 9:30 am
    Permalink

    Poruszyłabym jeszcze temat śmieci. Szwajcaria tym się szczyci, że ma dobry system, ale nie wie, że są lepsze, a ich system jest bardzo uciążliwy.

    Śmieci wyrzuca się tylko w specjalnych, płatnych workach (ok. 1 Fr za worek 17 l). W zdecydowanej większości nie ma śmietników. Worki wynosi się na główną ulicę i to tylko określonego dnia, np. w środę. U mnie środa to dzień śmieci, wszędzie, wzdłuż ulic, leżą worki. Śmieci w domu trzeba kisić cały tydzień. Nie ma bio-śmietników. Smród jest nie do zniesienia, bo gnijące resztki trzyma się w domu. :/

    Papiery wynosi się na ulicę też określonego dnia, ale co 3 miesiące.
    Metal raz na rok również wystawia się na ulicę.
    Butelki plastikowe nosi się do kontenera pod sklepem. Często trzeba iść z tymi workami przez całe miasto.
    Folię czy meble trzeba wywieźć samochodem i za opłatą oddać do specjalnego punktu.

    Ale Szwajcarzy mi mówią, że aby zapełnić ten płatny worek wrzucają do niego też plastik, bo nie chce im się nosić daleko tych butelek, albo wrzucają papiery, bo nie mają miejsca w domu, by trzymać miesiącami makulaturę i olewają recykling…

    Reply
  • Marzec 28, 2018 at 10:18 am
    Permalink

    Pkt. 7 Regulacje

    u mnie:
    Nie wolno w godz 11.30 – 14.00 (bo to święta przerwa) i 22.00-6.00: odkurzać, prać (wyłączają prąd w pionie, gdzie jest pralka już o g. 11!), głośno rtv, tupać, głośno chodzić, śmiać się, śpiewać, krzyczeć (i innych uciążliwych zachowań), używać windy, prysznica, kąpieli, korzystać z toalety, zamykać/otwierać rolet (bo hałasują) oraz wieszać prania w niedzielę i święta na balkonie, posiadać zwierzaka oprócz rybek, korzystać z instrumentów muzycznych, używać węglowego grilla (jedynie gazowego), suszyć ubrań w mieszkaniu (a jedynie w suszarce bębnowej).

    A wszyscy do tego się stosują może ze strachu, bo wynajmując mieszkanie przyszły właściciel wypytuje obecnego o nas, o nasze zachowania, czy były skargi itp. A więc nikt nam nie wynajmie jeśli usłyszy, że nie tylko jesteśmy nieSzwajcarami, to jeszcze były jakieś problemy…

    Czujemy się jak w klatce, ale mamy w tej klatce zapewniony spokój.

    Mniej restrykcyjne są tzw. bloki albańskie, gdzie większość mieszkańców stanowią imigranci z południa.

    Reply
  • Marzec 28, 2018 at 12:47 pm
    Permalink

    po przeczytaniu artukolow na tak/nie mam odczucie ze to strasznie nudny kraj

    a czytajac wasze komentarze, mam wrazenie ze malo kto traktuje Szwajcarje jako dom, i miejsce gdzie mozna zostac na dluzej

    A jak jest w kantonie Ticino? Podobno ma bardziej Wloski charakter, a wloski temperament zupelnie mi tu nie pasuje

    Reply
    • Kwiecień 7, 2018 at 10:34 am
      Permalink

      Tak, ale to jest coś pomiędzy Włochami a Szwajcarią. Dziwna mieszanka 🙂

      Reply
  • Marzec 28, 2018 at 12:48 pm
    Permalink

    Punkt 6 trochę mnie zdziwił. Może Szwajcarzy nie są spontaniczni, ale mówienie że Szwajcaria nie jest business friendly to chyba przesada (przynajmniej patrząc z boku).
    Wg tego zestawienia https://en.wikipedia.org/wiki/Ease_of_doing_business_index
    Polska rzeczywiście prześcignęła Szwajcarię, ale zaledwie 2 lata temu.

    Może mam spaczenie zawodowe, ale dla mnie Zug z „Crypto Valley” to ewenement na skalę całej Europy pokazujący że Szwajcaria jest bardzo business friendly i otwarta na innowacje, ze zdrowym podejściem do regulacji.
    https://www.ft.com/content/52820f90-1307-11e8-940e-08320fc2a277

    Reply
    • Kwiecień 7, 2018 at 10:38 am
      Permalink

      Fakt, Arek. Ale tu jest bariera finansowa, a w Polsce bariera nieprzychylności urzędniczej.

      Reply
  • Marzec 28, 2018 at 5:05 pm
    Permalink

    Co kraj to obyczaj. Jednak w spontaniczności zaproszeń na kawę (i nie tylko) w Europie chyba nikt nie przebije nacji południowosłowiańskich. A jeśli chodzi o panie: powiem tyle, że życie kobiety właściciwie wszędzie pod tym słońcem jest trudne. Trudne choćby dlatego, że przez połowę życia co miesiąc musimy myśleć i kombinować, żeby tylko przypadkiem nie założyć białej spódnicy lub białych spodni.

    I tym optymistycznym akcentem życzę Autorce bloga oraz wszystkim Czytelnikom radosnych i spokojnych Świąt.

    Reply
  • Marzec 29, 2018 at 2:16 pm
    Permalink

    Czekałam na ten artykuł. Z jednej strony plusy życia w Szwajcarii jak poprzednio napisałaś, a teraz minusy. To jest normalne, przecież jak mawia klasyk „są plusy dodatnie i minusy ujemne”. Podoba mi się, że przedstawiasz pozytywne i negatywne strony, a dodatkowo poparte Twoimi doświadczeniami. Natomiast, gdzie jest taki kraj, w którym spędzamy piękne i cudowne życie, bez problemów i trosk? Moim zdaniem, nigdzie. Oj, chyba się jednak pomyliłam, jest – w Raju. Tylko trafimy tam podobno w innej odsłonie naszej osobowości, no i trudno o Nim mówić „kraj”.

    Reply
  • Kwiecień 6, 2018 at 11:53 am
    Permalink

    Prawda jest taka, że Szwajcarzy lubią mieć wygodnie i po swojemy, tak jak z resztą inne ludy Europejskie, i ja się im nie dziwię. A Polacy akceptują i godzą się na niewygody, niskie zarobki, poniewierkę, dyskryminację, szykany, itd, itp., byle tylko móc przebywać w tym kraju dobrobytu. Polacy sami nie mają dla siebie szacunku, włączywszy w to szanowanie samego siebie, więc nie szanują ich inne nacje. Ale oczywiście Polacy aspirują to bycia Europejczykami całą gębą. A tu niespodzianka, Szwajcarzy którzy nie są w UE, Polakami pomiatają. Spotkałem się z komentarzami w lokalnych gazetach w tonie „Putin lepiej by zrobił gdyby wziął w ryzy tych polaczków…:”.

    Reply
  • Kwiecień 11, 2018 at 10:30 am
    Permalink

    Przeczytalam ten post z przerazeniem 🙂 To moze dodam cos od siebie. Opisywalam ostatnio swoja przygode z wynajmem domu, poniewaz planujemy przeprowadzke. Syn zaczyna nauke w Szwajcarii we wrzesniu. Chcilismy przeprowadzic sie w lipcu.Tak jak pisalam ,z agencjami nieruchomosci nie da sie zupelnie wspolpracowac, dlatego wynajelismy agencje relokacyjna, ktora zajmuje sie posrednictwem w kontaktach pomiedzy agencja nieruchomosci a klientem. Teraz okazalo sie rowniez, ze aby wynajc dom, musimy miec juz meldunek w Szwajcarii. Tlumaczymy, ze przeciez chcemy wlasnie wynajac dom, i wtedy dopiero bedziemy miec meldunek. Obecnie mieszkamy w Polsce, wiec oczywiste jest ze mamy meldunek polski. Okazuje sie, ze no niestety bez meldunku w Szwajcari,i nie mozemy wynajac domu. Oprocz meldunku, musimy miec tez konto w szwajcarskim banku, depozyt na koncie i wlasnego bankiera… oraz zaswiadczenie ze szwajcarskiego banku ze posiadamy srodki finansowe pozwalajace na wynajecie domu. Zapytalismy wiec agentke z firmy relokacyjnej, co mamy w takim wypadku zrobic. Agentka przekazala nam kontakt do kolejnej agencji tym razem inwestycyjnej, ktora natomiast posredniczy w zalatwianiu konta w banku, wystawia zaswiadczenie bankowe dla agencji nieruchomosci i ku mojemu zdziwieniu daje rowniez adres zameldowania :)) No wiec jeszcze w tym tygodniu, lecimy do Zurichu podpisac kolejna umowe , z kolejna agencja….I nadal nie jest to agencja nieruchomosci :))) Ale tak swoja droga, to juz wiem dlaczego w Szwajcarii jest tak male bezrobocie 🙂

    Reply
    • Kwiecień 14, 2018 at 9:22 am
      Permalink

      Nie zapominaj o „Szwajcaria – 10x na tak”. Tak w sumie życie tu nie jest aż takie czarne, jak by na to nie spojrzeć…

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *