Räbeliechtli – paradę z lampionami z rzepy czas zacząć!

Czy zrobiliście w tym roku lampion z dyni? A może jednak… z rzepy? Jeśli to drugie, to znaczy, że Wasze dzieci na pewno chodzą do szwajcarskiego przedszkola!

Gdy nadmiar cukru i wspomnienia udanych psikusów sprawiają, że mali Amerykanie zapadają w po-haloweenową drzemkę trwającą do świąt, mali Szwajcarzy niemieckojęzyczni pracowicie rzeźbią swoje rzepy i przygotowują się do tradycyjnego listopadowego pochodu z lampionami w dłoniach – Räbeliechtli!

FullSizeRender
Zdjęcie: Anna Stępień

Skąd się wzięła tradycja Räbeliechtli?

Przed wiekami listopadowe wieczory były wyjątkowo długie i ciemne, a poruszanie się po nieoświetlonych ulicach szwajcarskich wsi i miasteczek niebezpieczne. Nic dziwnego więc, że zagubieni wędrowcy używali wydrążonych rzep ze świecą w środku do oświetlania sobie drogi. Dlaczego akurat rzep? Było to wówczas najtańsze i najbardziej popularne warzywo, tak jak obecnie ziemniak. Używanie warzyw jako lampionów było praktyczne – były niepalne, chroniły przed wiatrem i wykorzystywały wyłącznie niejadalną część warzywa (wydrążony miąższ można było zjeść).

Przed wieczornymi nabożeństwami ulice szwajcarskich miasteczek były pełne mieszkańców zdążających do kościoła ze swoimi Räbeliechtli. Stąd właśnie pochodzi tradycja parad z lampionami wykonanymi z rzepy. Pierwsze informacje o takich pochodach pochodzą z połowy XIX wieku.

Inne przekazy mówią o tym, że festiwale światła, czy też parady z lampionami to taka szwajcarska forma święta Dziękczynienia za tegoroczne zbiory, które dawały możliwość przetrwania zimy.

image1
Zdjęcie: Anna Stępień

Gdzie i kiedy się odbywają takie parady?

Räbeliechtli znane jest przede wszystkim w kantonach niemieckojęzycznych, szczególnie w okolicach Zurychu. Festiwale Räbeliechtli odbywają się w różnych miejscach i w różnych datach (aczkolwiek zawsze w listopadzie) i każdy z nich ma swój koloryt lokalny, dlatego nie da się ich opisać bez typowego szwajcarskiego „to zależy od miasteczka”.

Jedna z najbardziej spektakularnych parad Räbechilbi w Richterswil

Richterswil – niewielkie miasteczko na brzegu Jeziora Zuryskiego – gości jeden z najciekawszych listopadowych festiwali Räbeliechtli. Odbywa się on zawsze w drugą sobotę listopada, co w tym roku przypada na 11 listopada. Gdy zapada zmrok, tego dnia nie zapala się żadna latarnia. O 18:30 zaczyna się pochód, w którym bierze udział około tysiąca osób, każda ze swoim ręcznie wykonanym lampionem z wydrążonej rzepy. Wszystkie domy są bogato udekorowane niewielkimi wyrzeźbionymi rzepami, które migoczą jak tysiące gwiazd. Pochód tradycyjnie prowadzą ubrane na czarno kobiety, które przedstawiają „wiernych z Richterswil”. Parada kończy się około godziny 20, kiedy to włącza się ponownie oświetlenie miejskie.

Nie miałam nigdy okazji uczestniczyć w tym święcie. Ci, którzy w nim brali udział twierdzą, że i sama procesja i sceneria udekorowanego miasteczka są prawdziwie bajkowe.

Richterswil, zdjęcie z zuerich.com

Jak wykonać lampion z rzepy?

Umiejętność rzeźbienia w rzepie przyda się w końcu każdej mamie mieszkającej w niemieckojęzycznej części Szwajcarii. Tradycja Räbeliechtli kultywowana jest z wielką pieczołowitością szczególnie w przedszkolach i szkołach, gdzie przez cały październik dzieci ćwiczą specjalne piosenki i przygotowują swoje lampiony (lub chwalą się tymi wykonanymi przez mamy).

piosenka

No ale jak to zrobić?

Obcinamy końcówkę warzywa razem z liśćmi. Usuwamy biały miąższ przy pomocy łyżki. Następnie przy użyciu ostrego nożyka wykrawamy różne wzory na fioletowej skórce rzepy. Bardzo ważne jest, żeby nie ciąć zbyt głęboko i nie zrobić dziur, ponieważ wtedy konstrukcja lampionu stanie się niestabilna. Z drugiej strony, jeśli nie usuniemy wystarczającej ilości miąższu, światełko świecy nie będzie widoczne. Jakie wzory można wyrzeźbić? Tradycyjne wzory są związane ze słońcem, księżycem i gwiazdami, ale oczywiście granicą jest tu wyłącznie nasza wyobraźnia!

Zobaczcie zresztą sami:

13 komentarzy o “Räbeliechtli – paradę z lampionami z rzepy czas zacząć!

  • Listopad 5, 2017 at 5:41 pm
    Permalink

    Jeśli dobrze zrozumiałam, to na końcu był podany przepis na zupę z rzepy. Ciekawe jak ona smakuje? I w ogóle ciekawi mnie na co Szwajcarzy przerabiają potem takie ilości rzepy? A lampiony fajne.

    Reply
    • Listopad 5, 2017 at 5:45 pm
      Permalink

      ja właśnie nie mam pojęcia jak można wykorzystać kulinarnie rzepę. Szwajcarzy zawsze dołączają rzepę do włoszczyzny i ja… ją wyrzucam :/

      Reply
  • Listopad 6, 2017 at 11:01 am
    Permalink

    Proste, że zrobiliśmy. A resztki rzepy po prostu zjedliśmy. Mmmm, pycha.

    Reply
    • Listopad 6, 2017 at 12:17 pm
      Permalink

      Jak zjedliście? Tak o, na żywca?

      Reply
      • Listopad 6, 2017 at 12:35 pm
        Permalink

        No właśnie tak. Tzn. ja zjadłem, a inne dzieciory (łącznie z mym własnym pacholęciem) patrzyły wzrokiem wyrażającym najwyższe obrzydzenie, jakbym jadł karalucha albo coś równie strasznego.

        Reply
  • Listopad 6, 2017 at 12:06 pm
    Permalink

    W rzeczywistości taka parada lampionów pewnie uroczo wygląda, bo i na zdjęciu robi wrażenie. Nie wiedziałam o takiej tradycji, a teraz już wiem. Twój blog Joanno jak widzisz, jest bardzo pouczający. Co do rzepy to nie wiem, czy można użyć ją kulinarnie, nigdy tego nie robiłam. Natomiast moja mama rzepę używała do nacierania włosów, żeby były mocniejsze, ładniejsze i szybciej rosły. Tylko jak teraz to napisałam to się zastanowiłam jaką Ona rzepę używała? Chyba jakąś czarną? Kurcze, dzisiaj z mojej głowy wieje jakimś ogromnym brakiem wiedzy.

    Reply
    • Listopad 6, 2017 at 12:16 pm
      Permalink

      Hahaha ja też pamiętam taki szampon z czarnej rzepy, który strasznie śmierdział! Ale w tej szwajcarskiej rzepie nie stwierdzono czerni 😉

      Reply
  • Listopad 6, 2017 at 4:16 pm
    Permalink

    Mama nie używała gotowego szamponu, tylko sama wyrabiała to cudo, które potem wcierała we włosy. Wprawdzie Twój wpis jest o zupełnie czymś innym niż mój komentarz, ale na chwilę pozostanę przy włosach. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Najbardziej śmierdział specyfik z nafty oczyszczonej, który tym razem używała nie tylko Mama, ale wcierała go mnie i mojej siostrze. Była przekonana, że będziemy mieć włosy jak Violetta Villas (bo tak się mawiało, że dzięki nafcie ma się gęste włosy). Tylko mnie i siostrze nie przybyło o tego włosów na głowie, a potem chodziły pogłoski, że Violetta miała perukę. Jaka była prawda, tego chyba nikt do dzisiaj nie wie.

    Reply
    • Listopad 8, 2017 at 12:35 pm
      Permalink

      AAaa, też to przeżyłam ale na własne życzenie 😀 Nafta moim zdaniem nie śmierdziała tak bardzo jak sok z rzepy. I faktycznie, Monika ma rację, u nas jest czarna rzepa. Natomiast szukając informacji o fioletowej rzepie, trafiłam na informacje, że jest też fioletowa marchew i ziemniaki. Na talerzu może być kolorowo…

      Reply
  • Listopad 8, 2017 at 6:33 pm
    Permalink

    A jak lampion zrobi tata? Btw strasznie lezie mi na nerwy to wciaganie doroslych w prace domowe dziecka, jakby juz nie mieli duzo na glowie.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *