Jak znaleźć pracę w Szwajcarii. Kilka zagadnień przed złożeniem pierwszego CV – część 1

Czwarta odsłona miesiąca biznesu i pracy w Szwajcarii – temat gorący jak węgielek. W końcu praca w Szwajcarii wielu Polakom zdaje się jak złapanie za nogi Pana Boga, a koledzy szastający frankami na weekendach w Polsce zdają się niemal spełniać sen wilka z Wall Street. To jednak nie jest cała prawda, a przynajmniej nie jedna i jedyna prawda. Szwajcaria to niewątpliwie dobre miejsce do życia, ale nie spełniony sen o bogactwie, szczęściu i powodzeniu na wyciągnięcie ręki. Życie na dobrym poziomie w Helwecji bardzo często trzeba okupić wieloma poświęceniami – ale to już temat na inny wpis. Teraz skupmy się de facto na temacie szukania pracy.

KWIECIEŃczęść 1 (5)

Są dwie ścieżki – jedna, gdy mieszkamy w Polsce i chcemy się przeprowadzić do Szwajcarii i gdy mieszkamy w Szwajcarii i tej pracy szukamy. Bez względu na to, która ścieżka jest „nasza”, jeszcze przed przygotowaniem i wysłaniem pierwszego CV należy sobie odpowiedzieć na kilka ważnych pytań i odfajkować kilka punktów.

  1. Czy mogę pracować w Szwajcarii w swojej dziedzinie, zgodnie z moim doświadczeniem i wykształceniem? Jeśli nie, co dokładnie chcę/mogę robić?

To jest jedno z najważniejszych pytań i zagadnień, z którymi trzeba się zmierzyć. Nie mam na nie jasnej odpowiedzi, bo tyle ile zawodów, tyle historii, aczkolwiek mogę podać pewną regułę, którą z braku laku można sobie przyjąć.

W Helwecji poszukiwane są osoby z bardzo konkretną wiedzą i umiejętnościami. W ciemno mogę powiedzieć, że duże szanse mają osoby pracujące w szeroko pojętej IT, biotechnologii, i z doświadczeniem pracy w korporacjach. Poszukiwani są również pracownicy manualni z konkretnymi umiejętnościami (np. elektrycy). Jest stałe zapotrzebowanie na nianie, pomoce domowe i opiekunki osób starszych. W sezonie przyda się każda para rąk do winobrania, restauracji i hoteli, aczkolwiek o taką pracę trzeba się starać o wiele wcześniej przed sezonem.

Kto stoi na przegranej pozycji? No cóż, nikt, bo widziałam już mnóstwo sukcesów osób, którym wszyscy dookoła wieszczyli klęskę i odwrotnie: totalną blokadę tych osób, które według mnie były skazane na sukces. To wszystko kwestia samozaparcia, przyjęcia odpowiedniego podejście i odrobiny szczęścia. Powiem jednak tak: osoby z wykształceniem ogólnym, humanistycznym i osoby, które pracowały w wielu zawodach, a także których wiedza i umiejętności są specyficzne dla polskiego rynku, mogą mieć w Szwajcarii pod górkę.

Na początku najlepiej zastanowić się, co konkretnie możesz robić i iść konsekwentnie w tym kierunku. Osoby, które szukają pracy i nie są w stanie określić jakiej są zmorą wszelkich biur pośrednictwa pracy, a także rodaków na rozmaitych forach internetowych. „Podejmę jakąkolwiek pracę…” – człowieku, ale jaką? Co umiesz? Co w życiu robiłeś?

  1. Czy znam język kantonu wystarczająco dobrze, żeby startować w szranki rekrutacyjne ze Szwajcarami? Co mogę zrobić, żeby powiększyć swoje szanse?

Znajomość języka kantonu / angielskiego to jeden z tematów, który może znacząco wpłynąć na szanse kandydata do zdobycia upragnionej pracy.

Czy można pracować wyłącznie ze znajomością polskiego? Tak, ale wtedy jest się skazanym wyłącznie na pracę dla polskich pracodawców i z polskimi kolegami. Polacy za granicą wcale nie są tacy źli jak mówią stereotypy, ale lepiej nie być ograniczonym tylko i wyłącznie do nich.

Czy można pracować tylko i wyłącznie ze znajomością angielskiego? Tak! Będziesz jednak w takim przypadku ograniczony do pracy w korporacjach, organizacjach międzynarodowych i instytucjach naukowych i to nie we wszystkich dziedzinach. Możesz też wykonywać w zasadzie wszystkie prace, ale tylko i wyłącznie dla ekspatów. Tych jest w Szwajcarii naprawdę bardzo dużo, ale praktycznie ciężko jest znaleźć nisko wykwalifikowaną pracę wyłącznie z angielskim.

Czytaliście sagę Sapkowskiego? Ciri się tam strasznie zżyma, że musi się uczyć języka elfów, a przecież wszyscy mówią we wspólnym! Na to odpowiada jej Geralt: „lepiej należeć do niektórych, niż do wszystkich”. I ja się pod tą radą podpisuję obiema rączkami i nóżkami!

Na jakim poziomie należy znać język kantonu (niemiecki, francuski lub włoski), żeby pracować w danym zawodzie? To oczywiście zależy od tego, co będziemy robić. Jeśli praca będzie wymagała kontaktu z klientem, oczywiście będziemy musieli się z tym klientem dogadać. I tu jest już różnie, nie da się wyciągnąć jednej reguły nawet wewnątrz jednego zawodu. Weźmy przykład takiej sprzedawczyni w sklepie. Jeśli siedzi tylko na kasie wystarczy, że po prostu zrozumie klienta i zostać zrozumianą, natomiast jej koleżanka pracująca w sklepie odzieżowym traktowana bardziej jako reprezentant eksponowanej firmy musi popisać się całkiem niezłym poziomem języka i nienagannym akcentem. Dalej: opiekunka osób starszych. Ten zawód jest naprawdę wymagający językowo, ponieważ bardzo często pracuje się z klientami starszymi, którzy mówią wyłącznie dialektem. Natomiast słyszałam o przypadkach pracy (prawdopodobnie nielegalnej) osób, które mówiły tylko i wyłącznie po polsku… Dlatego naprawdę trudno uogólniać.

Jedno jest pewne – Szwajcarzy uwielbiają certyfikaty językowe i wykonywanie pewnych zawodów lub dostanie się na studia zależy między innymi od posiadania okupionego potem, łzami i słonym rachunkiem odpowiedniego certyfikatu (najczęściej na dość wysokim poziomie – B2, C1 lub C2). Jeśli macie wybór – robić papiery, czy nie, nie wahajcie się długo. To się przydaje w najmniej oczekiwanym momencie, a wiedza, którą nabędziecie nie wyparuje jak kamfora.

W jaki sposób powiększyć swoje szanse na rynku pracy? ZACZĄĆ UCZYĆ SIĘ JĘZYKA JUŻ W POLSCE. Poziom komunikatywnej znajomości języka to już może być A2, który można uzyskać już po połowie intensywnej nauki języka. Nie dajcie sobie wmówić, że wyuczycie się języka po przyjeździe do Szwajcarii – to jeden z mitów, na który łapią się emigranci. „Staszek jak wyjechał to ani be ani me, a teraz szprecha jak stary”. Może i tak, i znam takich Staszków, ale to krople w morzu imigrantów.

Wyobraź sobie – przyjeżdżasz do kraju kompletnie bez znajomości języka. I owszem, po paru miesiącach nauczysz się go może w stopniu survivalowym. Zamówisz stolik w restauracji, posiłek, kupisz bagietkę i jogurt, wyślesz paczkę do Polski priorytetem i załatwisz sobie sam pozwolenie. I… w zasadzie tyle. Bo na tyle się ograniczy Twój kontakt z otoczeniem. No, chyba że jesteś na tyle towarzyski, żeby paplać z sąsiadami o niczym i zaczepiać ludzi w pociągu.

Uwierz – ceny kursów językowych w Polsce to ułamek cen szwajcarskich. Ceny miesięcznych kursów intensywnych w Romandii zaczynają się od 600 franków (ok. 2400 PLN), miesięczny dwa razy w tygodniu – od 300 franków (ok. 1200 PLN). Zdarza się, że nie mogą sobie na nie pozwolić nawet ci, którzy mają dobre prace.

  1. Cała prawda o Polakach na emigracji

Mówi się, żeby się trzymać jak najdalej od Polaków w Szwajcarii. Mówi się, że Polacy w Szwajcarii po zajęciu „swojego poletka” bronią Szwajcarii przed kolejnymi imigrantami lepiej niż rodowici Helweci. Mówi się, że Polacy na emigracji są dla samych siebie największą konkurencją. Cóż, być może bardziej zacięcie bym walczyła z tymi mitami, gdybym sama nie zasmakowała ich goryczy. Tak, mimo, że w Szwajcarii nie odniosłam żadnego sukcesu, również mnie dopadła polska zazdrość. To fakt, że lubimy ściągać do tego samego poziomu każdego, kto choć trochę odstaje, chce robić coś więcej, wyróżnia się w jakikolwiek sposób.

Nie skreślałabym jednak już na wstępie nikogo bez względu na jego narodowość. Bo poza tymi nielicznymi przypadkami tych Polaków, od których dostałam w kość, jest jeszcze mnóstwo fajnych, otwartych, inteligentnych ludzi dzielących los emigranta. Trudno ich jednak spotkać, bo bardzo często nauczeni tak jak ja negatywnymi doświadczeniami bardzo rzadko spotykają się z rodakami.

A wystarczy po prostu przenieść z Polski zasadę ograniczonego zaufania! Przecież w Polsce nie rzucacie się w ramiona każdej Krysi napotkanej przypadkowo w sklepie, nie przybijacie piątki z Marianem taksówkarzem, nie oczekujecie, że pani mecenas Aneta stanie się waszą najlepszą przyjaciółką. Tak samo w Szwajcarii nie oczekujcie, że każda osoba dzieląca z Wami okładkę paszportu udzieli Wam pomocy, znajdzie pracę i pocieszy w trudnych chwilach.

Jak się to przenosi na kwestie zawodowe? Tak jak w każdej dziedzinie – jest dużo Polaków, którzy bezinteresownie pomagają. Wrzucają na polskie portale informacje o zwalniających się posadach nie oczekując niczego w zamian, polecają nieznajomych w swoich firmach i doradzają „nowym”. Łatwo jednak zostają zakrzyczani przez tych, którzy ze wszystkich sił zniechęcają początkujących na szwajcarskim rynku pracy potwierdzając stereotypy traktowania rodaków przede wszystkim jako konkurencji.

Nie byłabym jednak aż taka pochopna w osądzaniu tych, którzy są bardzo przezorni w polecaniu nieznajomych swoim pracodawcom. Jako blogerka, osoba na polskim świeczniku w Szwajcarii bardzo często jestem traktowana jako instytucja świadcząca bezpłatne usługi polskim imigrantom albo chociażby osoba, która wszystko wie i wszystkich zna i jest w stanie wszystkim załatwić pracę. Nic bardziej mylnego. W każdym razie udało mi się to tylko raz. Napisała do mnie pani, która potrzebowała pracownika i niemal w tym samym czasie druga pani, dość zdesperowana, kwieciście opisująca swoją mizerię, która tej pracy poszukiwała. Jakiejkolwiek pracy. Zdawałoby się, że mamy „perfect match”, więc skontaktowałam ze sobą panie. Nie miałam żadnej odpowiedzi ani od jednej ani od drugiej strony, więc za jakiś czas napisałam do potencjalnej pracodawczyni. Kobieta odpisała dość chłodno, że „bardzo dziękuje, ale ta pani co jej przysłałam, nie chciała pracować z dziećmi, mogła pracować tylko do września, nie chciała podpisywać legalnych papierów, żeby nie stracić zasiłku i nie mówiła w żadnym deklarowanym języku. I żebym bardziej uważnie sprawdzała swoich kandydatów.”. Moich kandydatów?! No i dobre chęci jak zwykle wybrukowały piekło…

Jeszcze jedna rada: nie dajcie sobie wmówić, że „nie dacie rady”, że „nie uda się”, że „sobie nie poradzicie” i ograniczcie kontakt z jednostkami, które chcą Was przytrzymać na bezpiecznym, miernym poziomie. Żeby latać, trzeba ryzykować!

Mimo wszystko – nie zamykajmy się na innych Polaków. Pośród łąki pełnej chwastów jest mnóstwo pięknych kwiatków, trzeba tylko nie rwać pełną garścią, tylko ostrożnie przebierać.

I zostawiam Was z tą optymistyczną myślą, ponieważ artykuł wyszedł mi niespodziewanej długości, mimo że nie wyczerpałam tematu nawet w połowie.

Kolejny artykuł poruszy następujące zagadnienia:

  1. Nostryfikacja polskich dokumentów – wykształcenie polskie a szwajcarskie
  2. Szwajcarskie CV

SZUKANIE PRACY Z POLSKI

SZUKANIE PRACY ZE SZWAJCARII


Czy pamiętasz, że trwa właśnie urodzinowy konkurs Szwajcarskiego Blabliblu? Chcesz wygrać limitowany kubek? Zajrzyj TUTAJ!

19 komentarzy o “Jak znaleźć pracę w Szwajcarii. Kilka zagadnień przed złożeniem pierwszego CV – część 1

  • Kwiecień 25, 2017 at 1:28 pm
    Permalink

    Joanno, czy wychodzi na to, że największe szanse mają osoby z branży IT? Prawdę mówiąc w wieku krajach to słyszałam, a jeszcze jak się zna język danego kraju, to dla osób z takim wykształceniem jest pracy w brud. Znana jest też wiedza o pielęgniarkach i lekarzach, że takie osoby są poszukiwane. Przecież wielu Polaków wyjechało do Szwecji, do Wielkiej Brytanii. Wiadomo, że w przypadkach takich zawodów język trzeba znać, bo jak leczyć pacjenta, jak go nie rozumiemy? A jak to wygląda w Szwajcarii? Czy medycy też są poszukiwani?

    Reply
    • Kwiecień 25, 2017 at 4:06 pm
      Permalink

      Medycy jak najbardziej poszukiwani, ale tacy ze znajomością języka, choćby na poziomie podstawowym!
      Najbardziej się tu kręci IT i wszystko, co związane z korpo…

      Reply
      • Kwiecień 25, 2017 at 7:42 pm
        Permalink

        Właśnie przeszła mi przez głowę myśl, że po niemal 18 miesiącach pracy nad wychowaniem dziecka, poszłabym do korpo z pocałowaniem ręki 🙂

        Reply
        • Kwiecień 26, 2017 at 2:24 pm
          Permalink

          A wczesniej, przed wychowywaniem dziecka, praca w korpo byla ponizej Twojej godnosci?

          Reply
  • Kwiecień 25, 2017 at 4:51 pm
    Permalink

    Świetny post. Dzięki! Bardzo dobrze się „Ciebie” czyta. 🙂 No i przyznam, że bardzo pomocne są Twoje informacje. Dzięki jeszcze raz :).

    Reply
  • Kwiecień 25, 2017 at 7:40 pm
    Permalink

    W Genewie są kursy językowe prowadzone przez wolontariuszy w ramach Université Populaire de canton de Genève. Roczne członkostwo w stowarzyszeniu kosztuje 100 franków, a semestr kursu, który odbywa się 2x w tygodniu po 90 minut, kosztuje 50 franków. Czyli rok za 200 franków. Nie jest to intensywna nauka, ale regularne przerabianie materiału. Na pewno duże wsparcie w samodzielnej nauce. Dostępne są wszystkie poziomy zaawansowania, na początku pisze się test poziomujący. Zapisy odbywają się semestralnie. Więcej: http://www.upcge.ch/en/

    Co do Genewy, to można się ubiegać o bon edukacyjny, jeśli się nie przekracza progu dochodowego. Są pewnie jeszcze inne warunki, ale można sprawdzić. Warto, bo łącznie można otrzymać ponad 2000 franków dofinansowania. Tutaj szczegóły: http://www.ge.ch/caf/

    Reply
    • Kwiecień 25, 2017 at 8:27 pm
      Permalink

      Za to w kantonie Vaud są również darmowe szkoły nauki języka – dofinansowane przez państwo. Dowiadywałam się jednak jak to wygląda i wygląda to kiepściutko. Jest jedna duża grupa skupiająca ludzi na różnym poziomie. Część uczestników nie potrafi czytać i pisać… Koleżanka uczestniczyła, ale tylko kilka razy, bo uznała, że to strata czasu. Nie wiem, jak sprawa wygląda w innych kantonach.

      Reply
      • Kwiecień 26, 2017 at 11:51 am
        Permalink

        Nawet nie wiesz jak ja „przez Ciebie” polubiłem Szwajcarię! Co prawda bywa czasami przypomina mi się powierzchnia CH i wtedy zawsze mam wrażenie, że schylając się po upuszczony papierek pupa przekracza granice kantonu w którym stoją nogi, no dobra, przynajmniej granice gminy 🙂
        Ale tak czy inaczej CH to taka moja Szuflandia: „miejsca że hej dla wszystkich krasnoludków” 🙂

        Reply
        • Kwiecień 26, 2017 at 11:14 pm
          Permalink

          Eeeee nie jest tu aż tak ciasno 😉 Ale faktycznie, transport publiczny taki dobry, że nawet człowiek dobrze komputera nie wyciągnie, żeby popisać sobie, a już trzeba wysiadać!

          Reply
      • Kwiecień 27, 2017 at 9:22 am
        Permalink

        Kantony SG i TG mają szeroko rozbudowany system nauki niemieckiego dla nowoprzybyłych. Gminy dofinansowywują naukę na poziomie A1(nie jestem pewna czy A2 też), za resztę trzeba płacić samemu. Koszt A 1 za pół roku to ok 200 Chf. W moim mieście Arbon, istnieją kursy gminne dla matek z dziećmi. Dzieciaczki w godzinach nauki mają zapewnioną opiekę. Niestety, nowoprzybyli nie rozumieją najczęściej o co chodzi tym z gminy i nie korzystają z tych kursów. A szkoda.
        Dodatkowo gmina Arbon, 2 razy do roku organizuje spotkania dla nowych mieszkańców. Jest to Apero połączone z pogaduszkami. Oprócz nowych, zapraszane są osoby różnych narodowości, w celu tłumaczenia.
        We wtorki między 14.00 a 16.00 są spotkania integracyjne w restauracji Coop, prowadzone przez Kroatkę, która raz do roku organizuje Dni Kultury. Fajnie, nie?
        Może u Was też się tak dzieje, a nie wiecie o tym? Wystarczy przejść się do gminy i zapytać.

        Reply
    • Kwiecień 26, 2017 at 11:14 pm
      Permalink

      Wiem, widziałam ten raport, zamierzam napisać zresztą artykuł o kobietach w Szwajcarii.

      Reply
  • Maj 2, 2017 at 1:34 pm
    Permalink

    Dziekuje bardzo za ten artykul.. Sama zyje od 16lat w Paryzu ..a teraz przeogromnie sie waham nad przeprowadzka do Lausanne ( l’ histoire d’amour eh…) ze wzgledu na moj polski dyplom z pedagogiki i to czy znajde prace.. Moj chlopak , Szwajcar, powtarza ze „chaque volonté a son chemin ” .. ciezko go przekonac, ze kazdy system jest inny i inne sa wymagania.. Ale OK … sprobuje.. zawsze mam te przyslowiowe trzy miesiace….
    Pozdrawiam wszystkich.

    Reply
    • Maj 2, 2017 at 1:49 pm
      Permalink

      Z chłopakiem Szwajcarem masz od razu łatwiej, ponieważ możecie poprosić o pozwolenie na podstawie konkubinatu. On będzie musiał podać swoją fiszkę z dochodami i podpisać, że będzie za Ciebie odpowiedzialny. Na tej podstawie możesz dostać pozwolenie typu B na 5 lat…

      Reply
  • Maj 21, 2017 at 9:49 pm
    Permalink

    Hej, wyjeżdżam za miesiąc z mężem do Zurychu-jego przenosi tam firma(awans),zna płynnie angielski i niemiecki,więc o niego się nie martwię. Bardziej martwię się o siebie. Znam dość dobrze angielski,ale niemieckiego mam totalne podstawy. W PL spore doświadczenie (ostatnie 3 lata firma medyczna-korpo). Chciałabym chociaż na początek znaleźć jakaś prace biurowa,cokolwiek. Pytanie,jak sie do tego zabrać i czy w ogóle jest to realne. Pozdrawiam.

    Reply
    • Maj 22, 2017 at 9:11 pm
      Permalink

      Cześć Marysia! Zawsze warto szukać!
      Doświadczenie w firmie medycznej to zdecydowanie atut w Szwajcarii. Myślę, że w firmach farmaceutycznych nie potrzeba języków urzędowych Szwajcarii – przynajmniej te osoby, które znam pracujące w farmie ich nie znają…
      Nie poddawaj się! Przygotuj świetne CV i do przodu.
      I koniecznie poczytaj moje porady na temat szukania pracy w Szwajcarii z poprzedniego miesiąca.

      Reply
  • Czerwiec 4, 2017 at 5:26 pm
    Permalink

    Hejo Asiu
    Jakoś ciągnie mnie do tej Szwajcarii za lepszym życiem … ale ..
    Obecnie pracuję jako nauczyciel ed. wczesnoszkolnej, mam 5 miesięcznego synka (męża też mam), gadam słabo po angielsku (jakoś się dogadam), widzi mi się praca na produkcji, jestem otwarta na naukę nie tylko języka ale też zawodu (jakieś przyuczenie), myślę o części niemieckiej (gdzie mój poziom językowy jest zerowy). Już chciała szukać „czegokolwiek” na start (to ja chcę zrobić bazę dla rodziny, w końcu jestem na „macierzyńskim”) ale bardzo przygniotła mnie informacja o żłobkach i przedszkolach. No i klops…
    Jak to wszystko ugryźć? …

    Reply
    • Czerwiec 5, 2017 at 11:25 pm
      Permalink

      Hmmmm… przede wszystkim się nie poddawaj! Przyznaję, że wyzwanie przed Tobą spore, ale już nie takie sukcesy widziałam! Ja bym powiedziała tak: jako młoda mamusia skup się na intensywnej nauce języka niemieckiego! Dociągnij do A2 (to jest do zrobienia w pół roku przy intensywnej nauce) i wtedy uderzaj do Szwajcarii! Możesz szukać pracy przez biura pośrednictwa pracy. To nie jest idealne rozwiązanie, ale odpadnie Ci dzięki temu wiele formalności związanych z organizacją życia tutaj na miejscu. Potem zawsze możesz znaleźć coś samodzielnie.

      Reply
  • Sierpień 23, 2017 at 2:37 pm
    Permalink

    Jo napisala „w ciemno” wiec pozwole sobie „rozjasnic” (potwierdzic) – tak, to prawda, spore szanse na prace maja ludzie z takich branzach jak biotechnologia, biofarmacja, farmacja, biochemia, chemia, szeroko pojete „life sciences” itd. itp.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *