Piękno wersus natura, czyli czego możemy się nauczyć od Szwajcarek

Denerwuje mnie ten stereotyp, że Polki są najpiękniejsze na świecie. Mam dziwne wrażenie, że to same Polki tak wymyśliły i jeszcze wmówiły to swoim mężczyznom, którzy teraz jak te zmanipulowane katarynki powtarzają to wszędzie i wszystkim. Bo one, Panie i Panowie, nie są jakieś nadzwyczajnie piękne (ale za to bardzo przekonywujące!). Są przepiękne Polki, są ładne, tak jak wszędzie, są urocze, są też przeciętne i są te… po prostu OK.

Skąd się w takim razie wziął ten stereotyp? No cóż, my Polki jesteśmy mistrzyniami autoprezentacji i wiemy, jak wyciągnąć 200% z naszych walorów. (Niektóre niestety czasami przesadzają i używają 500% i wtedy to jest już trochę niesmaczne.) Na czym polega ta sztuka autoprezentacji? Na umiejętnym przykrywaniu tego, co przykryć trzeba i odkrywaniu tego, co pokazywać warto.

Tak to brzmi ładnie w teorii i jeśli jest stosowane z wyczuciem to upolowane mięsko nigdy nie zachoruje na rannego kaca po spojrzeniu na swoją nimfę sauté. Niestety umiar najczęściej przychodzi dopiero w wiekiem, a czasami nawet to i nie. Na czym polega ten brak umiaru? Na przykład na nieumiarkowanym odkrywaniu gór i dolin, obściskiwaniu ich obcisłymi szmatkami i nadmiernemu eksponowaniu swoich walorów. Jest to grzech numer jeden większości Polek, a jednocześnie coś, z czego sobie nawet nie zdawałam sprawy przed wyjazdem na emigrację.

Kuse mini i dekolty do pępka to norma w Polsce i nikt się nawet za taką rozebraną panią nie obejrzy ze zdziwieniem. W Szwajcarii za to dziewczyna ubrana w ten sposób będzie właściwie z miejsca zakwalifikowana jako prostytutka. Wiecie – wielu mam znajomych – i tych porządnych, i tych „przygodowych”. I podczas jednej z klubowych nocy w Krakowie dość długo czasu zajęło mi wytłumaczenie koledze Francuzowi, dlaczego dostał w paszczę od w jego mniemaniu dziwki.

-To nie dziwka, to studentka, Ty pacanie!

-Tak ubrana? To jak chodzą ubrane dziwki? Chodzą nago?

I tak w koło Macieju!

Morał dla Pań – w Polsce właściwie droga wolna, jak byś się wyzywająco nie ubrała, prawdopodobnie nie będziesz się znacząco wyróżniała spośród tych wszystkich pup i cycków. Natomiast w Szwajcarii zachowaj umiar, jeśli chcesz się czuć dobrze w towarzystwie Szwajcarów. Nie zakładaj kombinacji mini i wysokie obcasy na pierwsze spotkanie z rodziną ukochanego Szwajcara. Nie świeć nawet najbardziej kuszącymi zderzakami w pracy ani wśród znajomych Szwajcarów, jeśli nie chcesz się czuć jak w moim ulubionym śnie, w którym się nagle się orientuję, że zapomniałam się ubrać i paraduję na szwajcarskim dworcu w stroju Ewy w raju.

Nie jestem tutaj, żeby nikogo pouczać z pozycji cnotki-zakonnicy, ponieważ sama musiałam przejrzeć swoją garderobę głównie pod kątem długości spódniczek „Swiss approved”.

Tak samo, jeśli chodzi o makijaż i fryzurę. Szwajcarki stawiają na dobrze utrzymaną, wypielęgnowaną naturę – wymalowana kobieta w Szwajcarii to na 100% imigrantka! Muszę przyznać, że nie lubię stylu Szwajcarek – są klasyczne do granic nudy. Bury kostium Chanela, półdługie, lśniące, proste włosy, pomalowane na stonowany kolor paznokcie, dyskretny makijaż oczu, usta w wersji nude. Na szaleństwa pozwalają sobie tylko młode dziewczyny – i znowu – nie są to szaleństwa dekoltowo – spódniczkowe, ale raczej dredowo – kolorowe. Czego możemy się nauczyć od Szwajcarek? Podkreślania natury, a nie prób zawrócenia kijem Wisły. Co to znaczy? Bardzo niewiele Szwajcarek zmienia radykalnie kolor swoich włosów. A już zupełnie nie znajdziesz żadnej Szwajcarki, która farbuje włosy na bardzo jasny blond albo kruczoczarny, rudy, miedziany, mahoniowy czy inne odcienie marchewki. Jeśli zmiana koloru, to bardzo subtelna – raczej podkreślenie naturalnego brązu kolorem ciepłej czekolady, czy dodanie subtelnych refleksów. Włosy Szwajcarek są najczęściej nudne jak flaki z olejem. Królują 3 fryzury: krótka, półdługa i długa. Te jeszcze dzielą się na podgrupy: dziecięca, dziewczęca i kobieca. I tego by było na tyle. Jak widzicie, fryzjerzy w Szwajcarii nie potrzebują wiele się uczyć. W tej nudzie jest jednak wielki szwajcarski plus, i tym razem nie jest to flaga – Szwajcarki mają bardzo zadbane włosy. Bardzo rzadko zdarza się, że dziewczyna ma długie rozpuszczone włosy z koszmarnie rozczapierzonymi końcówkami, przetłuszczone kołtuny lub widoczne odrosty. A gdy widzę utlenione na blond długie i cieniutkie włosy wyprostowane na baczność, a połamane jak serce zdradzonego kochanka, to już wiem, że niestety… ta pani to albo Polka albo Rosjanka. Być może warto zainwestować w dobrą maskę do włosów zamiast kolejną farbę?

Przejdźmy do oczu – tu też nasze panie nie mają się czym pochwalić. Wiem, że długie, motyle rzęsy to marzenie każdej kobiety. Ale… czy Polki czasem nie przesadzają? Rozumiem, że na specjalne okazje można sobie zafundować tzw. „efekt WOW”. Ale czy ta specjalna okazja to również wyjście do pracy na kasie w piekarni?

Przesada na solarium, kolor pomadki jaśniejszy niż odcień skóry, wielka, uderzająca po oczach biżuteria, a jeszcze lepiej – wszystkie te grzeszki razem zebrane sprawiają, że wiele Polek zamiast wyglądać pięknie, wygląda karykaturalnie.

Nie znam aż tak dużo Polek w Szwajcarii, żeby stwierdzić, czy w konfrontacji z ceniącymi sobie naturalność Szwajcarami polskie dziewczyny zmieniają swój styl. Dlatego proszę o komentarze, drogie dziewczyny imigrantki! Czy wyjazd z Polski sprawił, że zmieniłyście swój wygląd lub ubiór? Czy zwracacie uwagę na takie rzeczy? Co lubicie w stylu Szwajcarek a co do Was nie przemawia? Czy zgadzacie się z moim punktem widzenia?

 

 

31 komentarzy o “Piękno wersus natura, czyli czego możemy się nauczyć od Szwajcarek

  • Kwiecień 7, 2016 at 8:52 am
    Permalink

    lubie Swiss style, ale fryzjerzy są do bani :p

    Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 9:17 am
    Permalink

    Bardzo ciekawy temat. Mieszkam w okolicach Zurychu od niedawna (ponad pół roku), ale chętnie podzielę się swoimi spostrzeżeniami mimo, że moją uwagę od samego początku bardziej przyciągali Szwajcarzy niż Szwajcarki 🙂 Miałam tu jednak przemiłą (i prześliczną) nauczycielkę od niemieckiego, której styl zawsze podziwiałam (proste sukienki i sweterki, a jednak z klasą i wszystko się pięknie komponowało). Pewnego dnia, gdy czekałam na kurs, minęła mnie jakaś dziewczyna, zawiesiła na mnie wzrok, jakby czegoś oczekiwała, po czym ruszyła dalej. Zanim zrozumiałam, że to była moja nauczycielka, było już za późno, żeby powiedzieć Hallo. Nie poznałam jej, bo była WYMALOWANA i ZMIENIŁA KOLOR WŁOSÓW. Ot, taka drastyczna zmiana. Wczoraj poznałam też Szwajcarkę z Neuchatel i faktycznie – prostota, natura, żadnego fiu bździu. Kobiety jakoś faktycznie nie rzucają się w oczy. Ja zaś osobiście hołduję naturze i prostocie w swoim stylu, więc miło mi się dowiedzieć z rana, że mam coś w sobie ze Szwajcarki 🙂 No to się rozpisałam. Pozdrowienia!

    Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 9:37 am
    Permalink

    Swietny artykul choc musze przyznac, ze w moich oczach Szwajcarki nie wypadly tak pozytywnie jak w Twoich. Glownie chodzi mi o styl ubierania. Niestety te szykowniejsze Szwajcarki mozna spotkac glownie w szwajcarkisch metropoliach jak Genewa, Zurich, czy Bern. W pozostalej czesci Szwajcarii przewazaja (moim zdaniem) kobiety w jeansach lub bojowkach, butach trekkingowych , T-shircie i polarze. Co ciekawe nawet w biurze ich styl niewiele sie zmienia. Wydaje mi sie, ze Polki jednak ubieraja sie bardziej kobieco i z gustem, i tu mowie glownie o tej czesci, ktora nie odkrywa wszystkich swoich atutow, nosi odpowiedniej dlugosci kiecki, i potrafi dobrac stroj do swojej figury oraz okolicznosci.

    Jakis czas temu pracowalam dla jednej z luksusowych marek zegarkow i powiem szczerze, ze bylam niesamowicie zdzwiona za kazdym razem jak sie dowiadywalam, ze ta i tamta pani manager czy asystentka prowadzi farme, ma krowy, kury, owce, i robi wlasny ser. Czesto bylo to tez wyjasnienie skad ten brak gustu, bo nawet w elegantszej wersji bylo wiele “ale”. Stroje niedobrane do figury (choc ten blad jest powtarzany przez kobiety bez wzgledu na narodowosc), kolory niepasujace do siebie, kroje sprzed naszej ery. A przeciez wiele z nich naprawde stac na fajne ciuchy. Zdarzylo mi sie nawet widziec, jak pewna pani manadzer pare razy przyszla do pracy w czarnych gumakach (i nie mowie tu o szanelowskich kaloszach ale takich prosto z farmy) “no bo przeciez pada”. Oczywiscie to sa jednostki, ale ogolnie mowiac, wydaje mi sie, ze wiekszosc Szwajcarek chodzi na sportowo i stawia na maksymalna wygode, czego nie krytykuje, ale tez nie jest to cos co mi sie tak do konca podoba.

    Jesli chodzi o makijaz i wlosy, to zgadzam sie w 100% z Toba, natura kroluje. To mi sie bardzo podoba, bo mam podobne podejscie do tych kwestii. Ale o dobrym fryzjerze mozna pomarzyc.

    Reply
    • Kwiecień 8, 2016 at 9:59 am
      Permalink

      Racja. Nie napisałam o tym stylu polarowo-buciorowym, chociaż powinnam. Dobrze, że napisałaś ten komentarz!

      Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 10:33 am
    Permalink

    Małżowina mię kazała napisać, że ona chodzi w polarze i bez makijażu do piekarni po bułki. I że ja też 😐

    Reply
    • Kwiecień 8, 2016 at 9:58 am
      Permalink

      Niemożliwe? Admirał bez podkładu na paszczy stoi po bułki w piekarni? 😀 I co na to panie sprzedawczynie?

      Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 11:24 am
    Permalink

    Calkowicie sie podpisuje pod tym artykulem… swoja przeprowadzke do Szwajcarii raczej oceniam pozytywnie – w Warszawie nie umialam wyjsc z domu bez podkladu na twarzy, tutaj zupelnie przestalam sie przejmowac – docenilam naturalnosc, brak makijazu, swieza cere i stonowany ubior. Podoba mi sie ta prostota i lubie gorskie ciuchy, wiec akurat mi ta szwajcarskosc bardzo odpowiada 🙂

    Reply
    • Kwiecień 8, 2016 at 9:57 am
      Permalink

      A ja teraz jak wracam do Polski, to cały czas czuję się bardzo „underdressed” 😀

      Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 12:41 pm
    Permalink

    Moje wrażenia są podobne, tylko raczej in minus. Jak widzę zaniedbaną, rozczochraną i źle ubraną kobietę w małej mieścinie w kantonie Bern, w kaloszach, klapkach lub innych sportowo-domowych butach to na 100% jest to Szwajcarka. Jak widać dbałość o kolor i jakość odzienia tudzież wyglądu ogólnie – to raczej nie Szwajcarka. Często Szwajcarki, nawet ładne naprawdę wyglądają jakby dopiero co wyszły ze stajni… W biurze podobnie – czarownice na miotle to w 100% Szwajcarki, i widać po nich totalną abnegację. Co nie przeczę – pewnie wygodne jest, oszczędza czas, aczkolwiek urody nie dodaje ani nie podkreśla atutów. Nie widzę niczego złego w makijażu, ale jak ze wszystkim – należy czynić to z umiarem :-), zaś niektóre Panie tego nie potrafią.

    Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 1:03 pm
    Permalink

    Hey Jo
    Dałaś nam – Polkom, do wiwatu. Jestem za a nawet przeciw, jak mawiał nasz były prezydent.
    Jestem za, ponieważ:
    jak każda kobieta lubiąca klasyczną elegancję, czyli strój dobrany do figury i wieku (nie zapominajmy o tym, że odmładzanie się poprzez stroje jest , no cóż …, ale co kto lubi) czuję się bardzo kobieco i kosmopolitycznie. To prawda, Zurich zachwycił mnie swoją elegancją, większą niż w Paryżu ( nie, nie jestem snobką, ale tak się składa, że tuż po pierwszym w życiu pobycie w stolicy Francji, przyjechałam do Szwajcarii), ale jednocześnie odniosłam wrażenie, że coś mi nie pasuje. Nie pasuje mi bowiem taka uniformizacja – trochę za mało osobowości. Jest prawdą, że zarówno kobiety jak i mężczyźni pięknie pachną i mają wspaniałe buty (to taka moja fiksacja – nie jestem odosobniona! hahaha…). Mają wypielęgnowane włosy. Są starannie ubrani. Mężczyźni, ten temat zostawiam im. Natomiast kobietom brakuje może koloru. Te ich szarości, beże lub brązy są zbyt monotonne. Generalnie brakuje dodatków, które mogą odróżnić. A przecież przez strój też się wyrażamy. Nie jestem hurrra zwolenniczką spodni i wszelkiej maści bluz, koszulek. Lubię moje spódniczki i buty na obcasach, które też są bardzo wygodne, więc po bułki chodzę właśnie tak.
    Jestem przeciw ponieważ:
    na warsztat wzięłaś te kobiety, młodsze i starsze, których gusty (odnośnie mody i nie tylko) kształtują niestety nie najwyższych lotów wszelkiego typu programy telewizyjne i czasopisma. Nic dodać, nic ująć. Gdzież więc mają się dowiedzieć, że to tub tamto jest „passe”. Po prostu mają pecha …
    A jeśli same dobrze się w tym czują, to po co mają zmieniać styl.
    Wzięłam też po uwagę inny aspekt.
    Może w ten sposób walczą ze stereotypami i wielu nachalnych obcokrajowców dostanie jeszcze nie raz po pysku …, więc może to nie jest takie złe?

    2-go kwietnia byłam w Zurichu na spacerze śladami dadaistów, i ponownie w Kabaret Voltaire.

    Chętnie znowu coś poczytam. Pozdrawiam.

    Reply
    • Kwiecień 8, 2016 at 9:54 am
      Permalink

      Dałam Polkom do wiwatu, masz rację. Teraz się zastanawiam, czy naprawdę sprawiedliwie, w końcu są dziewczyny, które wyglądają i ubierają się naprawdę świetnie, i to takiego stylu – z pomysłem na siebie, naprawdę brakuje mi tu w Szwajcarii.
      PS: Zazdroszczę tego Zurychu, ja się zastanawiam, czy może w ten weekend nie wyciągnąć Steva, ale mam tyle pracy, że nie wiem, jak się z niej odgrzebać…

      Reply
      • Kwiecień 8, 2016 at 9:37 pm
        Permalink

        Następnym razem kiedy będę się wybierać, wcześniej dam znać.
        Mam wielką ochotę osobiście poznać Panią Autorkę 🙂

        Poza tym czytam również komentarze.
        Zaczyna się chyba powoli tworzyć krąg „sympatyczny”.
        Czyż nie byłoby wspaniale w niedalekiej przyszłości „zjechać się” na spotkanie?

        Reply
        • Kwiecień 14, 2016 at 9:56 am
          Permalink

          Ja kiedyś myślałam, żeby zrobić wielkiego grilla u mnie w ogrodzie, ale to byłby taki trochę Project X i nie wiem, co na to moi sąsiedzi! Wiesz Iwona, ja dzięki mojemu blogowi poznałam mnóstwo ludzi „na żywo”, ja nie z tych, co się chowają za komputerem. Jak masz ochote kiedyś wpaść nad Genewskie, to dawaj znać na maila 😀

          Reply
          • Kwiecień 15, 2016 at 9:10 am
            Permalink

            Dzień dobry,
            z największą przyjemnością przyjmuję zaproszenie, tylko do Genewy mam tak dalekooooooo …, ale perspektywa obejrzenia i tu cytat „facetów wysiadujących jaja w luksusowych samochodach” jest niezwykle kusząca ….
            hahaha
            pozdrawiam nie tylko Panią Autorkę ale wszystkich interesujących komentatorów

          • Kwiecień 16, 2016 at 9:05 am
            Permalink

            🙂

  • Kwiecień 7, 2016 at 1:18 pm
    Permalink

    P.S.
    Pytanie: czego możemy nauczyć się od Szwajcarek?
    Sądząc z wpisów mamy wiele różniących się spostrzeżeń.
    Czy zatem jest ono(pytanie) zasadne?

    Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 4:19 pm
    Permalink

    Szwajcarki tak jak i Polki są rożne. Ich sposób ubierania zależy od miejsca zamieszkania, statusu, pieniędzy i fantazji (której im czasami brak). Znam Szwajcarki pracujące w korporacjach i bankach. One zazwyczaj noszą do pracy włoskie czy francuskie kostiumy a w domu raczej po sportowemu z szykiem. Zaś lewicujące nauczycielki i dziennikarki z Genewy są raczej ubrane w kolorowe sukienki, z biglem.
    A fryzury też przeróżne, to prawda zazwyczaj bardzo naturalne i krótkie. Widocznie w Lozannie i w Ge zawsze miałam szczęście do fryzjerów. Często spotykam panie, które uwielbiają czerwone szminki i są maniaczkami butów. Ja jestem maniaczką torebkową, każdy ma swojego bzika.
    Tez trzeba pamietać, ze większość Helwetów jest ze wsi i mają protestancką mentalność. To ma wpływ na ich ubraniowe wybory.

    Reply
  • Kwiecień 7, 2016 at 10:27 pm
    Permalink

    Od razu mi się przypomniało gdy jedna z koleżanek przyszła do pracy w jednym z większych korpo w Polsce ubrana w cieniutką jak firanka, zwiewną, białą bluzkę skod której prześwitywał nie tylko czarny biustonosz, ale i właściwie całe ciało. Bluzka była tylko pro forma, gdyby jej nie było to dokładnie tyle samo szczegółów można by było ujrzeć.

    Reply
  • Kwiecień 8, 2016 at 9:00 am
    Permalink

    Ja musze przyznac, ze zmienilam styl po przyjezdzie tutaj. Nigdy nie bylam typem solara + jasna szminka, ale lubilam czasami ubrac obcas, czasami miec dekolt, raczej nie wszystko naraz. Jednak w pracy (centrum naukowe) t-shirt bez dziur to juz czasami szczyt elegancji i w polskich ciuchach „do pracy” czulabym sie bardzo przebrana. Z jednej strony to wygoda, ale z drugiej mnie to wkurza, bo prawie nie mam okazji, zeby sie ladniej ubrac. Nawet na imprezy nikt tu nie ubierze sukienki i obcasow.
    Jedna rzecz mnie u Szwajcarek drazni, a widzialam to wielokrotnie. Lato, upal, nawet trafi sie jakas ubrana w ladna sukieneczke i sandalki. A w tych sandalkach… no piety mozna obieraczka do marchewki obierac… takich stopw nie widzialam nawet u polskich emerytek, a tu to jest norma nawet u slicznych, mlodych i jako tako wystrojonych dziewczyn. O co chodzi?:)

    Reply
    • Kwiecień 8, 2016 at 9:50 am
      Permalink

      Ooooo, podpisuję się pod tym obiema rączkami i stópkami! Ja uwielbiam obcasy (tak po prostu, nawet do dżinsów), bo jestem niska. A odkąd tu mieszkam, to obcasy poszły do kąta. Nie dość, że nie mam gdzie się ubrać elegancko, to jeszcze chodzenie w Lozannie na obcasach grozi przynajmniej skręceniem kostki 🙁

      Reply
  • Kwiecień 8, 2016 at 12:10 pm
    Permalink

    Moim zdaniem, ważne aby mieć swój styl i oczywiście ubierać się stosownie do okazji. Przecież inne ubranie zakładamy do biura, a inne gdy idziemy na spacer do lasu. Poza tym zawsze zalecany jest umiar. Wyzywający makijaż w godzinach porannych, czy nadmiar biżuterii to dla mnie coś okropnego. Nie wspomnę już o gębie spalonej w solarium, co zdecydowanie nie dodaje uroku, a zbyt częste korzystanie z opalania w solarium jeszcze grozi rakiem skóry. Dla mnie do biura fajnie się wygląda przy klasycznej elegancji, delikatnym makijażu. W weekendy sportowy luz, a na wieczorne wyjścia to ubiór w zależności z jakim spotkaniem mamy do czynienia. W tym wszystkim moim zdaniem ważne są dobrze dobrane buty i tu nie chodzi o to, że mają być tylko te z górnej półki. Mnie denerwuje, jak widzi się fajną babkę, ale buciory brudne i do tego czasami za małe. Te stopy umęczone, wylewające się na zewnątrz, to prawdziwa ohyda.

    Reply
  • Kwiecień 9, 2016 at 2:17 pm
    Permalink

    Witam! jak do tej pory to milo mi sie czytalo twojego bloga. Jednak z zawartoscia tego posta to sie nie zgodze. Mieszkalam 9 lat w czesci francusko jezycznej, Genewa, Rolle, I 3,5 Roku w niemiecko jezycznej Zurich I liczne wycieczki do wlosko jezycznej szwajcarii.
    Owszem nie ktorym brak gustu ale mowa raczej o takich paniach z kazdej narodowosci w tym tez nasze rodaczki.
    Jednak jesli chodzi o Szwajcarki to wiekszosc ubiera sie powiedzmy zgrzebnie, tak jak by na szaro. Troche taki styl z kosciola aby ksiedza nie obrazic. Brak im kobiecego stylu I ta chec aby wszystkie ubrania I buty byly wygodne I nijakie. Przewazajacy rynek dla pan po 60 roku zycia.
    Wystarczy aby pojechac do wloskiej czesci aby obejrzec piekniejsze kroje czy fasony. Cale szczescie iz pozostali obcokrajowcy ubieraja sie inaczej bo tak to byloby tam wciaz szaro czyli jak dla mnie brudno.
    Och a fryzury to istny szal rowne bez grzywki albo na chlopaka I siwe wlosy bo to takie naturalne, po co makijaz, przeciez to kosztuje a trzeba oszczedzac pieniadze. Lata temu okreslilam to jako minimum. I przykro iz bedac mlodym I ladnym nie mozna ubrac sie ciekawie tylko trzeba poprawnie, och toz za zachwyt w tej Szwajcarii.

    Reply
    • Kwiecień 17, 2016 at 7:55 am
      Permalink

      Witam , niby prawda. Moim zdaniem bogaci , jest ich zaledwie parę osób . Oszczędzają ludzie , kiedyś była ogromna bieda. Odpisz cristelle@tlen.pl

      Reply
  • Kwiecień 14, 2016 at 3:08 pm
    Permalink

    Przeprowadzajac sie do Szwajcarii nie spodziewalam sie, ze mascara i musniecie policzkow rozem moze zrobic taka roznice 🙂

    Faktycznie kobiety sa tutaj malo wyraziste. Za to po kilku latach nacieszyc sie nie moge widokiem zadbanych panow, i nie mowie to o jakis fanaberiach, tak po prostu, okazuje sie, ze brzuszek po 30-tce wcale nie jest obowiazkowy!

    Reply
    • Kwiecień 16, 2016 at 9:09 am
      Permalink

      Fakt! Dobrze, że są komentarze, bo totalnie zapomniałam o tym (pięknym:)) skrawku szwajcarskiej rzeczywistości!

      Reply
  • Kwiecień 21, 2016 at 8:01 am
    Permalink

    >>Czy wyjazd z Polski sprawił, że zmieniłyście swój wygląd lub ubiór? Czy zwracacie uwagę na takie rzeczy?

    Zwracamy. Wyjazd zmienił chyba tylko (albo aż) to, że zaczęłam zwracać większą uwagę na wygodę – m.in. przestałam nosić na co dzień wysokie obcasy. Makijaż zawsze robiłam delikatny lub wcale, więc tu żadnej zmiany nie ma. Na solarium nie byłam nigdy w życiu, za bardzo cenię sobie swoją skórę.

    >>Co lubicie w stylu Szwajcarek a co do Was nie przemawia? Czy zgadzacie się z moim punktem widzenia?

    Pominęłaś jeszcze jedną kwestię – zadbanej, czystej cery. Widuje się tutaj o wiele mniej osób z trądzikiem czy w inny sposób zniszczoną skórą – podczas gdy w PL to na ulicach niestety częsty widok: eksplodujące pryszcze, zasmarowane makijażem . Co do kolorów, zgadzam się jak najbardziej – Szwajcarki noszą głównie czerń/szarości/beże; nuuuda. Tego emigracja u mnie nie zmieniła -= w dalszym ciągu paraduję w ukochanej czerwieni (a czasem różu, niebieskim czy zieleni).

    Muszę dodatkowo wyznać, że na Szwajcarki nie zwracam zbyt wiele uwagi; za to prawdziwą przyjemność estetyczną czerpię z obserwacji wysportowanych, szczupłych, zadbanych szwajcarskich mężyczyzn; mających zdrową skórę i włosy – i dobrze ubranych. Ciekawa jestem Twoich spostrzeżeń w tej materii 😉

    Reply
  • Czerwiec 1, 2017 at 8:16 am
    Permalink

    w poprzedni weekend byłam w Warszawie. W porannym tramwaju piękne dziewczyny, ciekawie ubrane, w drodze do pracy. jakoś nie zostałam uderzona półgołymi biustami. I takie wrażenie mam za każdym razem jak jestem w Polsce. W klubach inna sprawa, faktycznie festiwal golego tyłka. Ale czy w CH jest pod tym względem inaczej? wątpię.

    Reply
  • Czerwiec 3, 2017 at 9:33 am
    Permalink

    Zgadzam sie z komentarzem Joanny w 100%.Ja tez pierwsze na co zwrocilam uwage w Bernie to kompletna nijakosc stroju i dopasowania do figury. Spodnie przed kostke, rodem z konca lat 80 tych, buty na nijakich obcasach itp. Przyjezdzajac do Szwajcarii przywiozlam szafe swoich korporacyjnych ciuchow, zeby w czyms chodzic po ciazy (bylam w 7 mies). Szafa zamknieta na 3 spusty. Od kiedy mam dzieci,moj styl jest pod wplywem innych mamusiek z piaskownicy. Dzinsy, legginsy, sportowe (dobrej jakosci i czyste😅) buty, fryzjer nadal w Poslce dwa razy do roku. Przed wyjazdem kupilam zapas ulubionego fluidu do twarzy, chyba juz sie przeterminowal… Ale czasami widzi sie tez „odstawionego” Szwajcara/rke , czesto po 50, widac ze maja troche wiecej kasy, trochę więcej gustu i firmowych ciuchów.
    Co do Polek: Na jednym z forum sa „pazurki, rzesy”, zawsze sie zastanawiam po co to komu…

    Reply
  • Czerwiec 10, 2017 at 11:58 am
    Permalink

    Staramy się wsadzić wszystkie Polki i Szwajcarki do jednej kategorii , ale są różne.
    Zdecydowanie noszą mniej butów na obcasie i są bardziej praktyczne. Moje przyjaciółki to dobry przekrój – bardzo dbające o siebie , kolorowe , drogie i gustowne (glownie włoskie ) ubrania – to wizażystki , fryzjerki, ludzie związani z moda i kosmykami jak ja.
    Potem biznes/ praca w korporacjach – typowo biznesowo , młodsze ubiorą jakaś nietypową biżuterię , ale generalnie klasycznie. Następna grupa to młodzież – znajomi córki. Tu dużo więcej wyeksponowanego biustu , ale wszystkie ubierają się bardzo podobnie. Nocne kluby / dyskoteki są tego przykładem.
    Szwajcarki pochodzenia tureckiego maja tez swój styl. Duża uwaga na marki , szczególnie drogie torebki.
    Kolejna grupa – niepracujące mamy – dużo praktycznych ubrań – nie gniecacych , łatwych do prania , szarości , ale również sukienki w groszki….
    moje polskie koleżanki to również przekrój styli i upodobań.
    Nie jestem zwolenniczka uogólniania i kreowania stereotypów 🙂
    Mamy tu pare super butików z moda , pare prowadzonych przez moje koleżanki i te ubrania są super.

    Reply
  • Październik 11, 2018 at 1:38 am
    Permalink

    Wpis akurat na czasie dla mnie – zmęczona wożeniem walizki ulubionych ubrań i butów co 2 tygodnie do Zurychu i z powrotem stworzyłam drugą pełną garderobę w Szwajcarii i… jest ona jednak inna, niż w Polsce. Zawsze ubierałam się dość klasycznie, kolorystycznie królują u mnie czerń i biel, choć gdzieniegdzie iskrzy ognista czerwień czy żółć, a przy mankiecie potrafi pojawić się jakiś ozdobnik. Jednak podczas kompletowania szafy zuryskiej gdzieś te kolory wyblakły, a wybierane kroje stały się klasyczne aż do bólu. Szpilki? tylko jedna para czarnych, gładkich, pasujących do prostej granatowej sukienki minimalnie przed kolano czy „małej czarnej”. A garderobę kompletowałam przecież w swoich ulubionych sklepach! Jednak wpływ faktu, że będzie to noszone w Szwajcarii spowodował, że wybór padał na trochę inne ubrania. Nie ma co ukrywać – dopasowujemy się w pewnym stopniu do otoczenia.

    Z drugiej strony – jakoś tak mi „zdrowiej” ze świadomością, że do sukienki mogę także założyć płaskie baleriny i nikt nie skomentuje, że moje nogi nie prezentują się tak wspaniale, jak w butach na obcasie. Ma być schludnie, porządnie i komfortowo. I bez narzucania się swoim wyglądem innym. To chyba też częściowo odpowiedź na pytanie, dlaczego Szwajcarki są takie nijakie. To ich kultura – ma być praktycznie, bez krzykliwego „chwalenia się”, że ktoś może pozwolić sobie na drogi ubiór. A jak inni mają docenić, że ten zegarek kosztował niemało, to docenią. Nie ma potrzeby ociekać złotem, to przecież takie niepoprawne i nieeleganckie 😉 Czy geneza tkwi w praktycznej naturze, w skłonności do minimalizmu czy po prostu samoakcpetacji, to już trudno jednoznacznie stwierdzić.

    Krótki komentarz odnośnie tych „pryszczatych”. Nie wiem, ile w tym autosugestii, ale jakość wody i powietrza w Szwajcarii w moim przypadku działa bardzo na plus. Naprawdę nie mam potrzeby zakrywać niedoskonałości korektorem, bo do zakrywania jest po prostu mniej. A że brak kilograma tapety również poprawia stan skóry, to wszyscy wiemy. Istne perpetuum mobile 😉

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.