Przenosimy dzieci do szwajcarskiej szkoły – mamy emigrantki radzą

Ile rodzin się rozpadło ze względu na te wątpliwości i strach, jak dzieci sobie poradzą w szkole na emigracji bez znajomości języka, ani przyjaciół… Ile smutnych opowieści stoi za przekonaniem, że dzieciom będzie lepiej w Polsce, mimo że ich tata, a nierzadko i mama mieszkają i pracują za granicą… Znam ten temat ze swojego podwórka – zostałam wychowana tylko z mamą, podczas gdy tata pracował w Austrii. Moi rodzice nie zdecydowali się na nasz wyjazd, głównie ze względu na nas.

Dlatego ten artykuł dedykuję tym, którzy nie mogą się zdecydować, czy dołączyć do swojej drugiej połowy w Szwajcarii. Dla tych, którzy martwią się tym, że mieliby narazić swoje dziecko na tak duży stres zmiany szkoły – oto 9 historii rodzin, które zdecydowały się rzucić na głęboką wodę i wysłać dzieci do szwajcarskiej szkoły bez znajomości języka.

Dziękuję dziewczyny za Wasze historie – Sylwia z Bulle (FR), Ania z Kaiserstuhl (AG), Monika z Genewy (GE), Gosia z Fryburga (FR), Zuza z Gebenstorf (AG), Asia z Nyon (VD), Justyna z Kerns (OW), Emilka z Oberageri (ZG) i Monika z Bazylei (BS) – mam nadzieję, że posłużą one dobrze tym wszystkim, przed którymi ta ważna decyzja albo już sama przeprowadzka. Mamy – lub siostry – z którymi rozmawiałam wysyłały swoje dzieci do szwajcarskiej szkoły lub przedszkola w wieku od 5 do 14 lat – także i przekrój wiekowy dzieci mamy naprawdę spory i różne kantony, w których dziewczyny mieszkają – dlatego zebrałam naprawdę bardzo różne doświadczenia, z których można jednak wyciągnąć wspólny mianownik. Jaki?

Podstawowe sprawy, o których należy wiedzieć:

  1. Szwajcarska szkoła państwowa jest znakomicie przygotowana do przyjmowania dzieci bez znajomości języków narodowego Szwajcarii ani angielskiego.
  2. Rodzicom, którzy mają problemy z porozumieniem z nauczycielem w jakimkolwiek języku (a trzeba wiedzieć, że nauczyciele często mówią dobrze po angielsku) szkoła zapewnia tłumacza.
  3. Szwajcarska szkoła ma zwykle niższy poziom niż polska – szczególnie w starszych klasach, dlatego dzieci, które dobrze sobie radziły w Polsce, raczej sobie nie będą miały problemów z nauką w Szwajcarii.
  4. Zasada jest dość prosta: im mniejsze dziecko tym szybciej i łatwiej sobie poradzi i nauczy się języka. Niestety – stety, ta zasada ma mnóstwo wyjątków. Wiele zależy od charakteru dziecka, nastawienia rodziców i stosunku szkoły do integracji małych imigrantów – te czynniki mogą sporo namieszać.

Jak szwajcarska szkoła państwowa przyjmuje dzieci nie mówiące w języku narodowym?

Najpierw opowiem Wam, jak to zwykle wygląda w zależności od wieku dzieci. Najmłodsze dzieci – z pierwszych klas szkoły i przedszkola są zwykle przyjmowane do klas razem ze swoimi rówieśnikami. Dzieci uczą się zgodnie z normalnym programem szkolnym, a oprócz tego mają dodatkowe zajęcia językowe, które się odbywają bezpośrednio przed lub po normalnych zajęciach albo też w ich trakcie. Częstotliwość i typ zajęć zależy od szkoły, miejsca zamieszkania i kantonu. W małych, wiejskich szkołach przeważają lekcje indywidualne bądź razem z 2-3 małymi imigrantami, natomiast w szkołach większych lekcje języka odbywają się w niewielkich klasach. Z jaką częstotliwością? Tutaj odpowiedzi mam bardzo się różnią. Najrzadziej uczą się dzieci Ani z Kaiserstuhl, bo tylko raz w tygodniu po 2 godziny. Być może wytłumaczeniem tutaj jest to, że chłopcy chodzą do bardzo małej, wiejskiej szkółki. Natomiast kilka mam deklarowało, że ich dzieci uczą się codziennie przez pół godziny do 45 minut, dzięki czemu już po kilku tygodniach rozumieją, co się do nich mówi i powtarzają wiele słówek, zwrotów i wyrażeń. Wyjątkiem tutaj jest Fribourg – wielojęzyczne miasto, gdzie według opowieści Gosi, dzieci nie mają wcale dodatkowych zajęć językowych w pierwszym roku po rozpoczęciu szwajcarskiej szkoły. Ten rok szkoła przeznacza na „osłuchanie” dziecka z językiem. Nie wiem, jak to mam ocenić, biorąc pod uwagę to, jak fantastyczne rezultaty osiągają inni mali imigranci zaledwie po kilku tygodniach dodatkowych lekcji, ale wierzę, że Fribourg – kanton o długich tradycjach wielojęzyczności – wie co robi.

Co robi szwajcarska szkoła z nieco starszymi dziećmi? Tutaj największe doświadczenie miała Emilka z Oberageri, mama 9-latka. Jej synek został cofnięty do klasy z 7-latkami ku niezadowoleniu jej i chłopca. Szkoła zapewnia aż 10 godzin tygodniowo dodatkowych, indywidualnych lekcji niemieckiego na początku lub pod koniec normalnych zajęć szkolnych. I tego właśnie należy oczekiwać w przypadku dzieci nieco starszych – od 9 do 12 roku życia: dzieci zaczynają szkołę z dziećmi młodszymi od siebie i otrzymują potężne wsparcie językowe.

Jak to wygląda w przypadku dzieci jeszcze starszych – w wieku od 12 do 15 lat? Tutaj najbardziej pomogły mi 2 dziewczyny – Monika z Genewy i Asia z Nyon. Otóż dla nastolatków w tym „trudnym” wieku tworzy się specjalne klasy przygotowawcze – tzw. classe d’acceuil, jak je się nazywa we francuskojęzycznej części Szwajcarii. Przez rok młodzież uczęszcza do klasy, gdzie głównie uczy się języka oficjalnego kantonu z mikroskopijnym dodatkiem matematyki i wuefu. Podczas tego roku szkoła również sprawdza poziom uczniów z innych przedmiotów i stara się go wyrównać organizując dodatkowe zajęcia (np. z niemieckiego w przypadku kantonów francuskojęzycznych).

Jak dzieci sobie radziły ze szkołą? Jakie problemy napotykały najczęściej na swojej drodze?

Zacznijmy tym razem od tych najstarszych w tym najgorszym wieku przeobrażenia z poczwarki w motyla. Spodziewałam się historii z piekła rodem z histeriami, ucieczkami w domu, buntem, narkotykami i wszelkimi innymi formami rewolucji przeciwko rodzicom, którzy postanowili się przeprowadzić do innego kraju. Napotkałam za to trzy całkiem optymistyczne historie, może nie takie łatwe i przyjemne, ale zawsze z happy endem. Zaczynając od naprawdę nadzwyczajnej historii Asi z Nyon, której 14-letni syn jak burza przeszedł klasę powitalną, w try miga nauczył się języka, zdobył przyjaciół i już po połowie roku dołączył do swoich rówieśników w klasie ogólnej. A prawdziwe problemy pojawiły się nie tam, gdzie Asia się tego spodziewała – nie po stronie zbuntowanego nastolatka, ale po stronie 7-letniej córeczki…. Ale o tym w części o maluchach! Monika z Genewy za to opowiedziała mi dość mrożącą krew w żyłach historię swojej wówczas 13-letniej córki, która po roku spędzonym z dziadkami w Polsce sama zdecydowała o przenosinach do mamy do Szwajcarii. Dziewczynka znalazła się w klasie powitalnej i już na samym początku się dowiedziała, że w następnym roku zostanie w tej samej szkole i będzie musiała powtarzać klasę z młodszymi od siebie dziećmi. Ta decyzja została zmieniona już po 3 miesiącach, gdy się okazało, że jej poziom w innych przedmiotach znacznie wykracza poza poziom przeciętnych szwajcarskich 13-latków, a egzamin z języka angielskiego zaliczyła praktycznie „z miejsca”. Jednak nie wszystko wyglądało tak pięknie, jak na pierwszy rzut oka się zdaje! Nastolatka nienawidziła szkoły, nienawidziła swoich kolegów z klasy, nienawidziła Genewy i Szwajcarii. Paradoksalnie sprawiło to, że godzinami uczyła się francuskiego, żeby tylko zdać do następnej klasy i zmienić szkołę. I to się udało! W następnym roku dziewczynka dostała się do jednego z lepszych genewskich Collegów, ale również do classe d’acceuil z kolejną obietnicą, że następny rok będzie musiała powtórzyć z niższą klasą. I tutaj nastąpił przełom – dziewczyna polubiła szkołę, nauczycieli, kolegów i swoje otoczenie. Do happy endu jednak jeszcze daleko – stres w szkole sprawił, że zaczęła poważnie chorować i tylko dzięki ambicji i wytrwałości udało się jej nie tylko zaliczyć rok, ale również w następnym roku dostać się do klasy ze swoimi rówieśnikami. I oczekiwane szczęśliwe zakończenie – dziewczyna, a właściwie już młoda kobieta teraz studiuje i świetnie sobie radzi.

Jak w takim razie radzą sobie maluchy przeniesione do szwajcarskiej szkoły / przedszkola? Najlepiej podsumowała to Sylwia z Bulle:

-Ja się stresowałam przez prawie pół roku przed wielką przeprowadzką i z wielkim strachem obierałam dzieci ze szkoły podczas przerwy lunchowej spodziewając się płaczów i histerii, a co napotkałam? – I jak było? – Faaajnie, mama! –Rozumieliście coś? – Cooooś ty, ani trochę!

I tak z reguły jest! To rodzice gryzą paznokcie, źle sypiają i rwą włosy ze stresu. Dzieci są jak koty – spadają na cztery łapy i już po kilku miesiącach dogadują się ze swoimi rówieśnikami. Największy problem? Niezrozumienie, które czasami skutkowało agresją, a czasami fochami. Emilka z Oberagerii opowiadała, że jej 9-letni syn obrażał się, gdy czegoś nie rozumiał, natomiast jak przyznała, według nauczycieli, dziecko sprawiało problemy tylko i wyłącznie wtedy, gdy mama była w pobliżu.

Justyna z Kerns mówiła, że jej synek miał konflikty z rówieśnikami wynikające z niezrozumienia, a także niestety często zbierał bezpodstawne kary od nauczycieli, ponieważ nie był w stanie im wytłumaczyć, że to nie jest jego wina. Po drugie – chłopiec był przez jakiś czas przezywany ze względu na swoją narodowość. Nauczycielka poinformowana przez rodziców o tym problemie go zignorowała. Sprawa trafiła do dyrektora szkoły, który na szczęście był w stanie podjąć odpowiednie środki, także konflikty na tle narodowościowym nigdy więcej już się nie pojawiły.

Ania z Kaiserstuhl jest na bieżąco z tematem, ponieważ jej synowie rozpoczęli szwajcarską szkołę dopiero w tym roku. I jak sobie radzą? Ania jest troszkę zaniepokojona, ponieważ chłopcy bawią się tylko ze sobą i nie zawsze rozumieją polecenia nauczycieli. Jednak, jak zauważyła, język niemiecki łapią niezwykle szybko i już teraz są w stanie powtórzyć najczęściej pojawiające się słówka.

Monika z Bazylei miała o tyle łatwiejszą sytuację, że była to już kolejna przeprowadzka i jej córeczka miała za sobą przedszkole angielskojęzyczne w… Szanghaju. I jak się zapewne domyślacie, mała radzi sobie świetnie i jest bardzo szczęśliwa. Tylko raz się zdarzyło, że powiedziała, że chciałaby chodzić do polskiej szkoły, ponieważ tam by się lepiej dogadała. Nauczyciele bardzo jej pomagają i zawsze się upewniają, że na pewno wie, jaka jest praca domowa.

Gosia z Fryburga nie zauważyła żadnych istotnych problemów, pomimo, że jej chłopcy – jak już to zaznaczyłam – nie mieli w pierwszym roku po przeprowadzce żadnych dodatkowych zajęć z francuskiego. Natomiast opowiedziała mi bardzo wesołą rodzicielską wpadkę związaną z pierwszą pracą domową dziecka. Jak dotąd w przedszkolu synek Gosi nie miał zadawanych żadnych zadań do domu, dlatego Gosia z dużą niecierpliwością czekała na jego szkolny debiut. Pierwsza praca domowa brzmiała: „Doublez les cahiers” (un cahier = zeszyt). Znająca dobrze język angielski i średnio język francuski mama kombinowała: doublez… chyba chodzi o zdublowanie, czyli skopiowanie, nie? Kurcze, ale ja nie mam czasu na wycieczkę do sklepu, żeby kupić mu nowy zeszyt i przepisać dzisiejszą lekcję! Dziwna ta praca domowa, może do kogoś zadzwonię, żeby się upewnić, o co tak naprawdę chodzi. I to była dobra decyzja… Okazało się, że czasownik „doubler” w tym kontekście oznacza „obłożyć”, a pani nauczycielka po prostu prosiła o obłożenie zeszytów!

Na koniec mam dla Was nieco niewesołą historię Asi z Nyon i jej 7-letniej córeczki. Asia chciała córce pomóc w starcie szkolnym w Szwajcarii i wybrała dla córki prywatną szkołę Montessori. Okazało się, że ta niby znakomita instytucja nie jest ani trochę przygotowana do przyjęcia dzieci, które nie mówią ani po francusku ani po angielsku. Córeczka Asi przeżywała przez 2 pierwsze lata w Szwajcarii prawdziwy koszmar, nie rozumiejąc nic, bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony nauczycieli i szkoły. Szkoła Montessori nie zapewniała dziecku żadnych dodatkowych zajęć językowych i zwykła ignorować problemy z niezrozumieniem. Po dwóch latach było blisko decyzji o powrocie Asi z córką do Polski, podczas gdy jej mąż zostałby z dobrze już zintegrowanym synem w Szwajcarii. Natomiast rodzice postanowili dać córce ostatnią szansę i wysłać ją od trzeciego roku w Szwajcarii do szkoły państwowej. To był strzał w dziesiątkę. Dziewczynka od razu polubiła nową szkołę i szybko opanowała język.

Przyszedł czas na puentę. Ta poniższa nie jest moja – to są wszystko słowa dziewczyn, z którymi rozmawiałam. Nie należy się bać ani stresować, bo w ten sposób przekazuje się te negatywne uczucia swoim dzieciom. Dzieci się nie obawiają niczego, jeśli rodzice dają im poczucie bezpieczeństwa i ciepło domowe, które jest podstawą poczucia własnej wartości. W świecie dziecięcym bardzo rzadko problemem jest de facto nieznajomość języka – problemy w szwajcarskiej szkole są paradoksalnie takie same jak w polskiej – bo ta dziewczyna mnie nie lubi, bo kopnąłem niechcący tamtego chłopca, bo pani się na mnie krzywo spojrzała…

Jak się przestać obawiać? Tylko sobie pomyślcie… Co roku Szwajcarzy przyjmują w swoich szkołach tysiące dzieciaków, które nie mówią ani słowa w ich językach. Nie jesteś wyjątkowa, Basiu z Gdańska, Marzeno z Krosna, czy Ewelino z Zielonej Góry. Twoje dziecko nie będzie biedne, obśmiane i niezrozumiane, tylko będzie częścią sporego stadka, które ma takie same problemy. A nauczyciele w szkołach państwowych zwykle są doskonale przygotowani do radzenia sobie z nimi.

Co więcej – starsze dzieci przemielone już przez polski system edukacji wychodzą w Szwajcarii na małych geniuszy i zwykle bardzo dobrze sobie radzą. Także, bez obaw, do przodu, zdobywać Szwajcarię z małymi fafluchami!

14 komentarzy o “Przenosimy dzieci do szwajcarskiej szkoły – mamy emigrantki radzą

  • Wrzesień 28, 2015 at 7:38 pm
    Permalink

    Znakomity teks
    Dziękuję

    Reply
  • Wrzesień 29, 2015 at 3:32 pm
    Permalink

    Super ściąga! Ciekawa jeszcze jestem głosu samych zainteresowanych, czyli dzieci:)

    Reply
    • Październik 1, 2015 at 1:36 pm
      Permalink

      Hahahah… jak spotkam jakieś wygadane, to mogę spróbować, ale rozmowy o szkole z dziećmi koleżanek wyglądają w taki sposób:
      – A jak tam w szkole?
      – Faaaaaajnie.
      – A fajniej było w polskiej czy w szwajcarskiej?
      – W szwajcarskiej. Ale w polskiej też było fajnie.
      – A pani nauczycielka jest fajna?
      – Faaaajna.
      No to artykuł byłby na pewno ciekawy…. 😀

      Reply
      • Październik 1, 2015 at 4:41 pm
        Permalink

        To może inaczej, tych co dziećmi przybyli do CH a teraz już są młodymi ludźmi:)

        Reply
  • Kwiecień 8, 2016 at 7:57 pm
    Permalink

    W genewskiej państwowej klasie mojej córki (10lat) prawie wszystkie dzieci mówią po 2-3 językach. Raz do roku przychodzi jakieś dziecko z Ameryki Południowej czy Portugalii, bez znajomosci języka i bez papierów. Po roku jest zintegrowane, mówi po francusku. Szwajcarzy bardzo angażują się w pomoc rodzinie i dziecku. W szkole dla mam organizują lekcje francuskiego.
    Dzieci również mają wielkie szanse edukacyjne w genewskich bibliotekach miejskich – darmowe warsztaty, spektakle i prezentacje. Prwwdą jest, że tymi działaniami mało interesują się matki z Kosowa czy Kolumbii,. A szkoda, bo to wszystko idzie z naszych podatków.

    Reply
  • Kwiecień 28, 2016 at 9:19 pm
    Permalink

    Przeraża mnie, że fatalny polski system edukacji okazuje się być w zakresie przekazywanej wiedzy lepszym niż szwajcarski. Jak żyć? Jak wybrać szkołę, która ma wysoki poziom? Nie mam jeszcze dzieci, ale bardzo poważnie myślę o Szwajcarii, więc chcę wiedzieć wszystko 🙂

    Reply
  • Maj 23, 2016 at 3:54 pm
    Permalink

    Dzieki za tekst, akurat bardzo mi się przydał 🙂 nie znalazłam nigdzie (może nie weszło mi w oko) czy są jakies problemy z przenoszeniem dzieci w trakcie trwajacego juz roku szkolnego?

    Reply
    • Maj 25, 2016 at 2:52 pm
      Permalink

      Nie, żadnych nie ma, przetrenowane przez wielu rodziców 😀

      Reply
  • Październik 4, 2017 at 2:03 pm
    Permalink

    A jak to jest gdy dziecko jest w połowie szkoły średniej?
    Wie ktoś może?

    Reply
    • Październik 5, 2017 at 4:04 pm
      Permalink

      Nastolatek spędza wtedy rok w klasie przygotowawczej i za rok dopiero dołącza do normalnego programu!

      Reply
  • Październik 9, 2017 at 2:12 pm
    Permalink

    super optymistyczny tekst, taki właśnie chciałam usłyszeć…. nie ma co się bać, tylko trzeba zaryzykować…

    Reply
  • Październik 15, 2017 at 12:06 pm
    Permalink

    Witam serdecznie.
    Wlasnie otrzymalem stala posade w firmie szwarcarskiej w Rapperswil i planuje na styczen przeprowadzke mojej rodziny do CH. Moje dzieci sa w wieku 12 i 15 lat . Bardzo zdolne dzieci, czeste wyjazdy na olimpiady szkolne, uczestnicza w zajeciach dodatkowych oraz wyjatkowo uzdolnione w sporcie \ 6 krotny mistrz polski oraz piate miejsce na mistrzostwach swiata \ . Jeden syn mowi dobrze po angielsku drugi po niemiecku.
    Ten starszy mowiacy po niemiecku dosc dobrze jest obecnie w III klasie gimnazjum , drugi syn w V podstawowej szkoly. Nasze pytanie z malzonka to takie, czy po przyjezdzie tutaj do Szwajcarii bedzie cofniety do klasy wstecz i straci rok nauki ?
    Drugie pytynie to takie czy po gimanzjum bedzie musial zaczynac najpierw od szkoly zawodowej ?
    Jest bardzo inteligentny i posiada bardzo dobre oceny wiec odrazu chcialby pojsc do szkoly sredniej, liceum ogolniak lub liceum ukierunkowane zawodowo, np. liceum informatyczne gdyz to rowniez jego pasja.
    Wszelkie informacje sa bardzo malo sprecyzowane co sie dzieje tak naprawde z naszymi dziecmi po przyjezdzie i jak faktycznie sa one kierowane dalej.
    Nie chcemy azeby byly one przestawione na boczny tor, tylko dlatego ze jestesmy z Polski.
    Spotkalem sie tutaj z okropnym nastawieniem do Polakow, bardzo rasistowski kraj, duzy nacjonalizm i zadufanie w swoim ego szwajcarskim.
    Dlatego moje i mojej malzonki obawy sa podstawne azeby myslec o najgorszym wrecz.
    Dzieci sa dla nas najwazniejsze i nie chcemy azeby spotkala ich krzywda,rozczarowanie a wrecz wielkie zniechecenie do tego kraju.
    Czy moglaby Pani mi jakos opisac lub podac odpowiednia instytucje ktora by mi to wyjasnila i wspomogla .
    Bedziemy bardzo wdzieczni za okazane wsparcie i oczywiscie za mozliwosc dalszego kontaktu w razie potrzeby.
    Dodam iz moja malzonka nie mowi zadnym jezykiem kantonalnym. Ja oczywiscie bardzo dobry niemiecki.

    Dziekuje bardzo za pomoc i pozdrawiam serdecznie

    Kordian

    Reply
    • Październik 15, 2017 at 6:44 pm
      Permalink

      Odsyłam do urzędu gminy, gdzie się przeprowadzacie. Edukacja należy do gestii gmin (i system może się różnić w wioskach oddalonych od siebie nawet o kilkanaście kilometrów). W zasadzie nawet każda szkoła posiada oddzielny program integracyjny dla dzieci obcokrajowców, także jakiekolwiek moje porady mogą się nadawać do śmietnika.
      Powiem tak: nie należy się bać, wszystko zwykle się udaje. Przyznaję oczywiście, że w przypadku nastolatków ta integracja odbywa się zwykle o wiele bardziej topornie, ponieważ dzieci w tym wieku bardzo usilnie starają się pokazać swoją niezależność i gdy ktoś jest choć troszkę inny niż stado, to stado go atakuje…
      Pierwsze słyszę o uprzedzeniach Szwajcarów wobec Polaków. Poważnie. Wiem, że niektórzy mogą nie lubić osób o innym kolorze skóry, z krajów byłej Jugosławii, czy Portugalczyków, ale Polaków?!…
      Niestety dzieci będą najprawdopodobniej powtarzać rok, jednak, gdy nauczyciele się zorientują, że są na o wiele wyższym poziomie niż młodzi Szwajcarzy, bardzo możliwe, że przeskoczą później tę różnicę. Szwajcarskie szkoły są o wiele bardziej elastyczne niż polskie.
      W razie innych wątpliwości, proszę pytać. No i powodzenia! 🙂

      Reply
    • Październik 17, 2017 at 8:16 pm
      Permalink

      Poniewaz tez mam dzieci w szwajcarskiej szkole, to chetnie doradze 🙂
      Radzilabym przede wszystkim skontaktowac sie bezposrednio ze szkola do ktorej beda uczeszczac dzieci, aby omowic warunki, bo czesto sa one dosc elastyczne. Sadze, ze jesli starszy syn zna dobrze niemiecki, i ma dobre oceny to moze byc przydzielony do klasy o profilu maturalnym i po jego ukonczeniu pojsc do liceum. Jesli syn jest w wieku licealnym, to liceum moze poddac go testom. Tu tez dobrze jest osobiscie ustalic to ze szkola. Znam dziewczynke, ktora pomimo srednich wynikow w szkole francuskiej i niezdaniu testow do liceum !! zostala jednak przyjeta na okres probny. Wiele wiec zalezy od szkoly i checi 🙂
      12-stolatek, poniewaz nie mowi po niemiecku, bedzie musial prawdopodobnie isc na rok do klasy integracyjnej, po czym zdac testy i uczeszczac do klasy maturalnej czy zawodowej w gimnazjum, ale nawet jesli zacznie na kierunku zawodowym, to po roku czy nawet dwoch bedzie mogl zmienic klase, a nawet jesli skonczy profil zawodowy to tez bedzie mogl isc do liceum! Wiec nie trzeba sie martwic na zapas.
      Z mojego doswiadczenia wynika ze dzieci duzo lepiej sie integruja niz dorosli :), mysle ze trudniej bedzie zonie niz synom. I nawet jesli obecna jest tu ogolna niechec do cudzoziemcow, to dzieki hipokryzji Szwajcarow i ich niewiedzy, w zyciu codziennym nie dadza im tego odczuc, zreszta w szkolach jest mnostwo dzieci imigrantow. Szczerze mowiac, to troche szkoda aby tak zdolne dzieci, jak pan opisuje, chodzily do szkoly w malym masteczku, gdzie poziom jest niestety zawsze nizszy, moze jednak lepiej wyslac je do szkoly w Zurichu?
      Mam nadzieje ze pomoglam
      Powodzenia 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *