Jacy są ci Szwajcarzy tak naprawdę?

Rzadko się zdarza na tym etapie Blabliblu, że powstają artykuły, które zawierają więcej pytań niż odpowiedzi. Jako „pani Szwajcaria” nawykłam raczej do tego, że bardziej wiem albo przynajmniej mogę przedstawić swoją opinię niż nie wiem i rozkładam ręce w zdumieniu. Tymczasem jest temat, którego nie potrafię zsyntetyzować i się do niego odnieść.

Źródło: global.handelsblatt.com

Mieszkam w Szwajcarii od ponad 6 lat i poznałam tu wielu ludzi: Szwajcarów, ekspatów, Polaków na emigracji. I nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość z powodu mojej narodowości. Nigdy nie czułam się dyskryminowana. Owszem, spotykały mnie epizodyczne konflikty. Ktoś na mnie burknął na poczcie, więc w akcie przypadkowej zemsty nieświadomie świsnęłam pocztowy długopis. Pani w urzędzie nie raz przewróciła oczami na moje dziwne pytania albo uśmiechnęła się z ząbkami (ostrymi!), gdy coś źle wbiłam w maszynie do wysyłania listów. Ktoś mnie zapytał, czy moi rodzice mają potrójne okna albo czy mam dużo rodzeństwa. Akurat takie pytania uwielbiam, ponieważ dzięki nim mogę nieco pofantazjować o tym, że polskie dzieci uwielbiają siłować się z białymi niedźwiedziami w zamieci. Jak przeżyją, to będą żyć. Szeroko otwarte z przerażenia oczy moich rozmówców sprawiają, że mój wewnętrzny złośliwiec zaciera ręce. Jak widzicie, nikt mnie nigdy nie chciał ze Szwajcarii wyrzucić. Nikt nie sugerował, że miejsce Polek jest w Polsce. Fakt – językowo to raczej ja się musiałam dopasowywać do innych, a nie oni do mnie, ale taka specyfika Romandii – Szwajcarzy francuskojęzyczni raczej kiepsko mówią po angielsku.

Czytaj dalej …

Szlakiem szwajcarskich tajemnic wojskowych

Szwajcaria niewątpliwie zajmuje poczytne miejsce na liście każdego, kto interesuje się wojskowością i historią. A dlaczego? W końcu w ostatnim konflikcie, który odbywał się na jej terytorium, jakieś 150 lat temu, zginęło tylko kilkanaście osób. Jak można Szwajcarię porównywać na przykład z Polską, która cierpi na aż nazbyt interesującą historię wojenną. Szwajcaria jest jednak jednym wielkim unikatem. Precedensem na skalę światową.

Tajemniczy dom w lesie? Nieeee… W Szwajcarii jest nadal około 100 domów-atrap pełniących funkcję fortec.

Znajdźcie mi inny kraj, który byłby realnie neutralny i jednocześnie uzbrojony po zęby z armią typu milicyjnego, która od wieków odstraszała o wiele silniejszych sąsiadów. Szwajcaria została podbita tylko raz w swojej historii – przez armię napoleońską, której potem nieźle napsuła krwi wojną partyzancką. Szwajcaria przetrwała nietknięta I wojnę światową znajdując się pomiędzy wrogimi siłami. Potem w czasie II wojny światowej, mimo że znalazła się w kompletnym otoczeniu państw Osi nie podzieliła losu innych państw neutralnych. Oczywiście, wiele różnych teorii krąży na ten temat, ale Szwajcarskie Blabliblu zajmuje się prawdą historyczną a nie mądrościami ludowymi. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać na ten temat, może kliknąć TU, TU i TU, a TU znajdziecie nieco więcej na temat szwajcarskiej neutralności.

Czytaj dalej …

Czy krowy powinny mieć rogi, czyli malutki cud demokracji bezpośredniej…

25 listopada 2018 roku Szwajcarzy odpowiedzą na to jakże frapujące pytanie w ogólnonarodowym referendum. Inicjodawcy tłumaczą, że operacja usunięcia rogów jest niezwykle bolesna. Przeciwnicy argumentują, że bez rogów krowy się mniej ranią. Osoby z zewnątrz dziwią się, że tak ogórkowy jakby się zdawało temat trafił pod strzechy Szwajcarów. A ja? A mnie nie przestaje fascynować, że nikt wpływowy – zwykły rolnik z Berneńskiego Oberlandu może mieć wpływ na regulacje na poziomie krajowym.

Źródło: radiopilatus.ch

O co chodzi z tymi rogami?

Mimo, że na pocztówkach ze Szwajcarii widnieją zadbane, wyczesane krowy z rogami, tylko co dziesiąta szwajcarska krowa faktycznie posiada rogi. Ten krowi atrybut usuwa się zwykle u cieląt młodszych niż 3 tygodnie. W tym celu przykłada się rozgrzane żelazo do zawiązków rogów. Zabieg ten wykonywany jest najczęściej przy znieczuleniu ogólnym, a potem cielakowi podawane są środki przeciwbólowe. Jednak według badań zleconych przez inicjodawców, aż 20% cieląt odczuwa skutki usunięcia rogów. Jak argumentują zwolennicy inicjatywy, rogi to nieodłączna część krowy – pełnią ważną rolę w regulacji temperatury ciała, komunikacji między zwierzętami, a nawet trawieniu pokarmów.

Czytaj dalej …

Ten jeden dzień w Bazylei

To miał być pełen atrakcji i zwiedzania weekend. Nie mogłam się zdecydować, czy odwiedzę Muzeum Tinguely’ego z ruszającymi się jednostajnym ruchem cyberpunkowymi dziełami sztuki, Muzeum Anatomii, gdzie nakarmię swojego wewnętrznego Hannibala Lectera, czy Muzeum Lalek w poszukiwaniu pustych, nieruchomych oczu wymalowanych kukiełek… A może jednak bardziej klasycznie podążę do Muzeum Sztuki (Kunstmuseum) po uderzeniową dawkę zbawiennego piękna.

Źródło: basel.com

Wiedziałam, że nie dam rady zrobić wszystkiego. Tym bardziej, że wyjazd nie był całkowicie dla przyjemności. Dla mojego partnera był to wyjazd służbowy – oficjalny początek start-upu z innymi nerdami z bazylejskiej farmy. Jednym słowem: białe kołnierzyki, brilliant minds i szwajcarskie niekonwencjonalne pomysły oparte na popularnych tu wirtualnych walutach. Co prawda ja tam nie byłam potrzebna, ale szef całego przedsięwzięcia zapowiadał:

– Koniecznie musisz przyjechać, Joanna. Zajmie się tobą moja żona. Weźmiecie moją małą i tę świnię, naszego psa i połazicie po mieście. Zobaczysz sama, na pewno się sobie spodobacie!

Ja co prawda nie mam nic przeciwko podobaniu się cudzym żonom, ale powyższa perspektywa nie wywoływała na moich policzkach rumieńców niecierpliwości. Thermomix, kudłata świnia i „o, upadł ci smoczek, trzeba wyparzyć” nie za bardzo idą w parze z moim ideałem spędzania wolnego czasu pod mostem dyskutując o naturze dobra i zła.

Czytaj dalej …

Bazylea – między tradycją a nowoczesnością

Być może pierwsze co Wam przechodzi na myśl, gdy słyszycie „Bazylea” są mosty na Renie, karnawał, muzea czy firmy farmaceutyczne… Nie wiem zupełnie dlaczego, ale ja jak słyszę nazwę tego szwajcarskiego miasta, przed oczami mam wyniki ankiety Love Life na temat preferencji seksualnych Szwajcarów w zależności od kantonu zamieszkania, w której Bazylea zajmowała zaszczytne pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach. Trójkąty, kwadraty, ostrosłupy wieloramienne… Założę się, że w grze „Pijesz, jeśli kiedykolwiek…” Bazylejczycy najszybciej pospadaliby z krzeseł.

– Pijesz, jeśli kiedykolwiek znalazłeś się w nago z pięcioma osobami różnej płci w komórce na miotły w piątek o 3 nad ranem!

– Coooooo? Znowu piję? Czy wy nie możecie wymyślić nic oryginalniejszego?

Także tego… Bazyleo, rządzisz. (Pójdziesz do piekła!)

Źródło: theculturetrip.com

Czytaj dalej …

10 pocztówek ze Szwajcarii

Są takie miejsca, które niosą ze sobą pewne obrazy. Typu: myślisz – Kraków, widzisz Rynek z Sukiennicami, myślisz – Gdańsk, widzisz Neptuna z trójzębem. A czasami jest odwrotnie – jest nazwa, a obrazu nie ma (zwykle, gdy w tym miejscu nigdy nie byliśmy ani z niczym nam się nie kojarzy). Gorzej jeszcze, gdy mamy pewien obraz, a nazwa nijak nam nie przychodzi do głowy.

Tak było na samym początku mojej szwajcarskiej przygody. Jeszcze przed przyjazdem do Szwajcarii, koleżanka pokazała mi przepiękne zdjęcie wodospadu. Wyobraźcie sobie – olbrzymi, spieniony wodospad, a po środku skała, która przez długie tysiąclecia opiera się temu żywiołowi. I w centrum, jak jakiś przedziwny kontrapunkt, idealnie kwadratowa czerwona flaga z równoramiennym krzyżem. Pamiętam to zdjęcie jakbym widziała je dziś. Z miejsca się tym zachwyciłam. Koleżanka oczywiście powiedziała, gdzie to zdjęcie zostało zrobione, ale szybko wyrzuciłam to z pamięci. Nie miałam pojęcia, że wkrótce przeniosę się do kraju z wodospadem z moich marzeń.

Gdy wylądowałam w Szwajcarii, zadzwoniłam do koleżanki.

– Cześć Ania, pamiętasz zdjęcie takiego świetnego szwajcarskiego wodospadu, które mi kiedyś pokazywałaś? Pamiętasz, gdzie to było?

– Yyyyy wodospadu w Szwajcarii? Dziewczyno, jest ich tysiące!

– No, ale taki wielki, ze skałą i flagą?

– Ze skałą? No, to też mi punkt charakterystyczny podała, ja nie mogę… A flaga tu jest na każdym domu!

I w taki sposób nie dowiedziałam się, jaką nazwę mam przypisać obrazowi z mojej głowy. Ciekawi Was, o co chodziło?

 

  1. Przełom Renu

Największy wodospad Europy znajduje się w Szafuzie (niem. Schaffhausen). O tę słynną skałę na środku wodospadu rozbija się w każdej sekundzie setki metrów sześciennych wody, aby potem z prawdziwym impetem spaść z wysokości 23 metrów tworząc wodną mgłę, która osiada na rzęsach rozmazując najbardziej wodoodporne makijaże.

Najlepiej oglądać wodospad ze statku, który dopływa nawet do platformy widokowej na skałach.

 

Źródło: sbb.com

Czytaj dalej …

Kim jest Blabliblu?

Z okazji 5 tysięcy fanów na facebooku postanowiłam wrócić do korzeni mojego blogowania i napisać Wam trochę o sobie. Minęły już te czasy, gdy artykuły na Blabliblu i posty na fejsbukowym fanpejdżu były subiektywne, pisane z perspektywy świeżej imigrantki, którą wszystko fascynuje i dziwi. Z czasem przybyło mnóstwo nowych czytelników (na blogu 20 tysięcy wejść miesięcznie cudownie się podwoiło), obserwujących i fanów, którzy niekoniecznie wiedzą, skąd się wzięło Blabliblu i kto jest jego autorem. Nie wszyscy metodycznie czytają wpisy jeden po drugim od samego początku i są w stanie prześledzić mój rozwój jako autorki i imigrantki od humorystycznych anegdotek o pomyłkach językowych do dopracowanych esejów o obronności Szwajcarii. Trudno jest dołączyć (choć nie jest to niemożliwe) do projektu w zaawansowanej fazie realizacji. Fakt – tak czy siak w komentarzach, czy na fejsie pojawia się dużo „nowych”, którzy nie wstydzą się dzielić swoimi opiniami. I to mnie niezmiennie cieszy. Ci nowi traktują jednak zwykle Blabliblu bezosobowo – jako kolejną witrynę internetową z anonimowym autorem.

Nic dziwnego – jakiś czas temu niemal zupełnie przestałam się dzielić moją prywatnością na blogu, który i tak nigdy nie był zbiorem instagramowych koktajli w fotogenicznym otoczeniu. Rezygnacja z osobistych postów przy zdecydowanym wzroście popularności bloga doprowadziły do tego, że stał się tak przezroczysty jak gazeta. Nie powinnam się tym martwić – w końcu to kolejny krok do profesjonalizacji bloga – gdyby nie to, że jest jedna rzecz, której żałuję. Otóż kiedyś udało mi się zgromadzić kameralne grono czytelników, które regularnie pojawiało się na blogu tworząc bardzo zgraną nihilistyczno-sarkastyczną społeczność. Popularność i profesjonalizacja bloga doprowadziły jednak do rozrzedzenia tej grupy. Owszem, mogłabym walczyć o zachowanie identycznego, intymnego charakteru bloga jak wcześniej dzieląc się częściej moim światem wewnętrznym z czytelnikami, ale… nie potrafiłam tego robić.

Czytaj dalej …

Obrona duchowa, czyli szwajcarska propaganda w trakcie II wojny światowej

Jak sprawić, żeby bogu ducha winny Ticinese, Berneńczyk, czy Lozańczyk poczuł się jak Szwajcar?… Co zrobić, żeby Nicolasa z Neuchatel nie uciekł ze Szwajcarii i nie przyłączył się francuskiego ruchu oporu na wieść o zbrodniach nazistów? Jak przekonać przerażonego niezwykle skuteczną hitlerowską machiną propagandową Johana z Zurychu, że obrona za wszelką cenę ma sens? Jak wytłumaczyć Francesco z Lugano, że jego rodacy Johan i Nicolas są mu bliżsi mentalnościowo niż koledzy zza włoskiej granicy? Na takie pytania musiały odpowiedzieć władze Szwajcarii przed i w trakcie II wojny światowej. Konieczność utrzymania jedności narodu i gotowości do obrony mimo beznadziejnej sytuacji zewnętrznej skutkowały powstaniem ruchu polityczno – kulturalnego, który tuż przed wybuchem II wojny światowej został podniesiony do rangi polityki państwowej. Obrona duchowa Szwajcarii (po niemiecku: Geistige Landesverteidigung; po francusku: Défense spirituelle), jak mówią niektórzy, stała się cywilną religią Szwajcarów w czasie wojennych zawieruch początku XX wieku.

Po co właściwie przypominać Szwajcarom, że są Szwajcarami?

Obecnie Szwajcarzy jednoznacznie identyfikują się ze swoim narodem. Owszem, koło czerwonych flag z równoramiennym krzyżem powiewają flagi kantonów, ale nikt nie ma żadnych wątpliwości, jaka jest jego tożsamość. W przeszłości jednak wcale to nie było takie oczywiste.

Czytaj dalej …

Godziny otwarcia sklepów, restauracji, urzędów i firm w Szwajcarii

Ty, który przyjeżdżasz do Szwajcarii, pożegnaj się z nadzieją… że wszystko będzie otwarte od samego rana do ostatniego śpiącego na stole klienta. Jest czas jedzenia, czas trawienia, czas pracowania i czas odpoczywania. Nie ma tak, że jeden je, a drugi w tym czasie robi zakupy, a trzeci sobie pracuje przy komputerze sadząc mimochodem komosę pomiędzy klawiszami klawiatury. Tak to by był bałagan! Całkiem nie po szwajcarsku.

Autor: Masaaki Komori, Źródło: Unsplash

Dlatego każdy przyjezdny do Szwajcarii, żeby być w stanie cokolwiek skutecznie załatwić, musi przyswoić nieco kosmiczne godziny pracy sklepów, restauracji, urzędów i firm. Pierwsza reguła jest prosta: w niedzielę wszystko jest zamknięte. Od tego są niewielkie wyjątki. Niewielkie lokalne sklepiki i piekarnie zwykle są otwarte rano. Sklepy zamknięte, więc powiedzielibyśmy, że to żniwa dla restauracji? Nie bardzo. W niedzielny wieczór zamyka się bardzo wiele restauracji i pubów…

Czytaj dalej …

Śmieci a sprawa polska

Czasami Wasze wiadomości inspirują do napisania całego artykułu. Tak było też tym razem. W zeszły piątek otrzymałam taką oto wiadomość od czytelniczki:

Jak wygląda ta apokalipsa śmieciowa w Szwajcarii? Jeśli chcecie przeczytać na ten temat artykuł, zerknijcie TUTAJ. Dla tych, którzy nie mają ochoty zagłębiać się w szczegóły, postaram się w kilku zdaniach streścić szwajcarską politykę przetwarzania odpadów.

Zacznijmy od tego, że śmieci to domena, która należy do kompetencji kantonów i gmin, dlatego może się różnić w zależności od miejsca zamieszkania. Poniżej opiszę popularny model funkcjonujący między innymi w wielkim francuskojęzycznym kantonie Vaud. Otóż mieszkańcy kantonu są zobowiązani wyrzucać nieposegregowane śmieci w specjalnych opodatkowanych workach dostępnych w każdym sklepie i na stacji benzynowej. Uwaga: takie worki są drogie – standardowy 35-litrowy worek kosztuje 2 chf (czyli około 8 złotych). Opodatkowane worki to świetny sposób na zmotywowanie mieszkańców do recyclingu. W każdej gminie lub na osiedlu znajdują się pojemniki na różnokolorowe szkło, kompost, PET, czy papier i kartony. Oprócz tego funkcjonują centra recyclingu, gdzie można przywieźć wiele innych materiałów (m.in. plastik, kapsułki z kawy, aluminium, żelazo, urządzenia elektryczne, ubrania, buty, farba, styropian…).

Czytaj dalej …