Grand Tour of Switzerland, czyli Szwajcaria samochodem + KONKURS

Nie, nazwa grand tour wcale nie pochodzi od programu telewizyjnego Jeremiego Clarksona, maniacy motoryzacji! Podróż życia, czyli tak zwana grand tour była w minionych wiekach jednym z ważniejszych etapów życia każdego angielskiego dżentelmena. Młodzi brytyjscy arystokraci (wyłącznie mężczyźni) wyjeżdżali na rok i dłużej do słonecznej Italii, Francji i Austrii, gdzie uczyli się języków obcych, poszerzali horyzonty myślowe, poznawali inne kultury i obyczaje. W XIX wieku do obowiązkowego programu zwiedzania weszły również szwajcarskie Alpy i Genewa. Co ciekawe (i szokujące dla naszego politycznie poprawnego społeczeństwa), do dobrego tonu należało wysyłanie pocztówek z podobizną górali chorych na kretynizm alpejski na tle gór… Spadkobiercą grand tour jest nasza studencka dziekanka, czy angielski gap year wykorzystywany na podróże.

 

Nic dziwnego więc, że Szwajcarska Organizacja Turystyczna My Switzerland wykorzystała nazwę grand tour to stworzenia jednej z najpiękniejszych i najbardziej kompleksowych tras objazdowych po Szwajcarii – Grand Tour of Switzerland.

Grand Tour of Switzerland to trasa, którzy tworzy zamknięty okrąg z jedną dłuższą odnogą i kilkoma mniejszymi odnóżkami. Szlak jest przeznaczony dla zmotoryzowanych, aczkolwiek nie zakłada wyłącznie podziwiania widoków z perspektywy szyby samochodowej. Niemal w każdym miejscu można się zatrzymać na nocleg, obiad, zwiedzanie licznych zabytków, miast, muzeów, trekkingi, wjazdy kolejkami na szczyty górskie lub pływanie statkami po licznych jeziorach… Grand Tour of Switzerland stara się omijać autostrady promując niewielkie, widokowe drogi, których nie znajdziecie wybierając najszybszą trasę w nawigacji samochodowej.

Czytaj dalej …

Skandale, szpiedzy i „zgubione” dokumenty, czyli sekrety szwajcarskich służb specjalnych

Bogata, uzbrojona i przepiękna Szwajcaria to kraina pełna sekretów. Wydrążone góry kryjące w swoim wnętrzu bunkry, skarbce pod jeziorami, szwajcarskie symbole, które mają wiele wspólnego z sekretnymi organizacjami – wszystkie te elementy prawdziwie działają na wyobraźnię. Niestety, sekrety mają to do siebie, że przyciągają wszelkich węszycieli spisków, którzy mają zamknięte uszy na fakty i logikę. Weźmy chociażby pod uwagę temat wałkowany przeze mnie na wszelkie sposoby: dlaczego Szwajcaria jest bogata, skoro jeszcze 150 lat temu była biedna? Co z tego, że wyciągnęłam twarde dane, liczby, fakty historyczne, skoro i tak większość komentarzy pod artykułem o szwajcarskim bogactwie można by podsumować trzema hasłami: „bzdura”, „żydowskie złoto” i „współpraca z Hitlerem”. Hmmm… to, że czytelnicy uznają, że wzbogacić się można tylko i wyłącznie na kradzieży świadczy gorzej o czytelnikach niż o tym, kto się wzbogacił.

Źródło: swissinfo.ch

Dziś jednak przed nami temat dość mroczny i niepozbawiony białych plam: szwajcarska tajna armia Projekt-26 i Projekt-27. Wszyscy wiedzą, że każde państwo ma swoje służby specjalne. Co jest szczególnego w tych szwajcarskich? Otóż te dwie jednostki, działające od początku Zimnej Wojny aż do 1991 roku były tak bardzo zakamuflowane, że nie wiedziały o nich ani władze kraju ani dowództwo armii. W latach 90-tych jednostki zostały rozwiązane, a dokumenty organizacji trafiły do oficjalnych archiwów i departamentu obrony. I nagle, po 28 latach… zniknęły w tajemniczych okolicznościach. Czytaj dalej …

Polacy w Vaud – od Mickiewicza do korporacji

Malowniczy brzeg Jeziora Genewskiego z górami posypanymi cukrem-pudrem (jak zwykła mawiać córka Adama Mickiewicza) i turkusowym jeziorem od wieków przyciągał bogatych i sławnych. Ilość rozpoznawalnych nazwisk skupiających swoje posiadłości w tym jednym miejscu potrafi zawrócić w głowie. Gdybym tylko mogła przenieść się w czasie, żeby napić się rumu z Hemingwayem lub zobaczyć ten słynny dym na jeziorze uwieczniony przez Deep Purple… Ale dziś nie będziemy wałkować tematu ani imć dymu ani Freddiego Mercurego w triumfalnej pozie. Jeśli macie ochotę o nich poczytać w kontekście Szwajcarii, zajrzyjcie TUTAJ.

 

Dziś zajmę się czym innym – związkami Polaków z kantonem Vaud. Wiele razy zabierałam się do tematu słynnych Polaków w Szwajcarii i za każdym razem ogłaszałam kapitulację! W końcu można by o tym napisać wielotomową książkę, a nie lekkostrawny artykuł. Tak wielu Polaków wywarło wpływ na obecną Szwajcarię! Weźmy pod uwagę chociażby tych bezimiennych internowanych polskich żołnierzy w trakcie II wojny światowej, którzy budowali szwajcarskie drogi tzw. Polenweg… Zasługują na solidną wzmiankę na Blabliblu, której się jeszcze nie doczekali. Ale to nie dzisiaj!

 

Dzisiaj swoje miejsce otrzymają słynni Polacy w Vaud. Zaczniemy od Adama Mickiewicza, wspomnimy Karola Szymanowskiego i zatrzymamy się na dłużej przy Paderewskim i Sienkiewiczu. Zakończymy natomiast współczesnością! Jaka jest dzisiejsza Polonia w kantonie Vaud? Dobrze zintegrowana, czy żyjąca w gettach? Pracująca na wysoko wykwalifikowanych stanowiskach czy raczej dorabiająca? Czytaj dalej …

Jak nauczyć dzieci polskiego w Szwajcarii? – nauka w domu z Polonijką

Ten artykuł powstał przy udziale Polonijnej Szkole Podstawowej – Polonijka.

Źródło: polonijka.edu.pl

„Przecież nie muszę uczyć mojego synka polskiego! Nauczy się sam, gdy będę do niego mówiła w domu albo na skypie z dziadkami!”

„Polski jest moim dzieciom niepotrzebny. Jak będą duzi, to sami zdecydują, czy chcą się uczyć czy nie.”

„Przecież mówi płynnie po polsku, po co mu jeszcze głowę zaprzątać pisaniem! I gdy dorośnie będzie mógł szukać pracy jako osoba dwujęzyczna…”

 Oto trzy najczęściej powtarzane mity, w które wierzy większość emigrantów. Nauczyciele języka polskiego dla obcokrajowców natomiast zacierają ręce z radością, bo o wiele bardziej pracochłonne jest uczenie dorosłego niż dziecka…. Rozprawmy się z nimi raz na zawsze.

Czytaj dalej …

Kanton Vaud – zwiedzanie

Kanton Vaud jest przepiękny i niezwykle urozmaicony przyrodniczo i kulturowo. Jest także niezbyt oczywisty do zwiedzania, ponieważ jego stolica – Lozanna, wcale nie jest najciekawszym jego elementem. A wręcz przeciwnie. W Lozannie jest tylko kilka ciekawych muzeów, średnio ciekawa starówka, katedra jakich mnóstwo i dość malowniczy brzeg Jeziora Genewskiego w Ouchy. Trzeba jednak dodać, że Jezioro Genewskie jest olbrzymie i mogłabym wymienić co najmniej kilka jeszcze bardziej uroczych zakątków dotykających jeziora…

 

Jak zwiedzać kanton Vaud?

Niewątpliwie takim największym must-see kantonu Vaud jest brzeg Jeziora Genewskiego, na którym zgromadzone są najbardziej spektakularne atrakcje. To jednak nie wszystko, co kanton ma do zaoferowania.

Kanton Vaud można podzielić na trzy ważne regiony turystyczne:

  1. Brzeg Jeziora Genewskiego
  2. Alpy
  3. Jura

Czytaj dalej …

Kanton Vaud (VD) – 1 część cyklu „Dzień Kantonów”

Szwajcaria to kraj federacyjny, podzielony na 26 kantonów, które mają kompetencje i charakter niemal samodzielnych państw. Kantony bardzo się od siebie różnią, jeśli chodzi o obowiązujące prawo, jak również mentalność mieszkańców. Dlatego, żeby powiedzieć całą prawdę o Szwajcarii, należy ją rozłożyć na czynniki pierwsze. Stąd powstał cykl „Dzień Kantonów”.

Na pierwszy ogień pójdzie nam kanton, który znam najlepiej – francuskojęzyczny kanton Vaud (VD, niem: Waadt). Jak można by go określić w kilku słowach-kluczach? Bogaty, malowniczy, progresywny, pro-europejski.

Najbardziej zakręcona granica

Zacznijmy od geografii. Z kantonem Vaud najbardziej kojarzy się bajkowy brzeg Jeziora Genewskiego. Z jednej strony turkusowego jeziora spadające stromo winnice, z drugiej ośnieżone szczyty tworzą krajobraz żywcem wyjęty z pocztówki. Vaud to nie tylko promenady nad jeziorem i śródziemnomorski klimat zielonych okiennic i wytartych, francuskich szyldów. Kanton sięga aż do kolejnego wielkiego jeziora – Jeziora Neuchatel i górami Jura (przypominającymi nieco nasze Bieszczady) graniczy z Francją. Na północy za to dzieją się niestworzone rzeczy – spójrzcie chociażby na enklawę Vaud w kantonie Fryburg i trzy enklawy kantonu Fryburg w kantonie Vaud. Francuskojęzyczny kanton to też Alpy z całkiem porządnymi stacjami narciarskimi!

Czytaj dalej …

To zależy od kantonu…

Dzisiejszy temat jest pierwszą częścią cyklu „Dzień Kantonów”. Cykl będzie miał tyle części, ile kantonów, czyli 26 plus wprowadzenie. Każdy artykuł będzie poświęcony jednemu ze szwajcarskich kantonów – jego historii, specyfice, najciekawszych turystycznie miejscach, pracy i wszystkich innych zagadnieniach, które mogą interesować Polaków. Szwajcarskie kantony nie dają się w końcu łatwo porównać ani z polskimi województwami ani z amerykańskimi stanami. To niemal niepodległe państwa z własnym rządem, parlamentem i przede wszystkim – własną polityką finansową (włączając w to wysokość podatków). Kantony różnią się nie tylko od jednostek samorządowych z innych państw, ale przede wszystkim od siebie nawzajem. Dlatego też przeprowadzając się do Szwajcarii należy zwrócić szczególną uwagę na miejsce swojego zamieszkania. „Jadę do Szwajcarii. Jak tam jest?…” nie wystarczy.

 

„To zależy od kantonu…” – ta odpowiedź na nieskończoną liczbę pytań odnośnie Szwajcarii powtarza się tak często, że aż nuży.

– Będę zarabiał 5 tysięcy franków brutto na miesiąc, ale jakoś nigdzie nie mogę znaleźć, ile to jest netto. Czy mogłabyś mi pomóc?

– To, ile otrzymasz na rękę, zależy między innymi od kantonu.

– Aha, no to jest kanton Zug!

– To dobrze, Zug jest jednym z niskopodatkowych kantonów. A gdzie dokładnie? Wysokość podatków zależy również od gminy.

– Nie wiem…

Czytaj dalej …

Szwajcaria? NIE! – czyli 9 powodów, dlaczego nie warto przeprowadzać się do Szwajcarii

Artykuł, który właśnie czytasz jest ciemną stroną i dalszym ciągiem artykułu Szwajcaria? TAK!… i tak właśnie powinien być traktowany. Już na samym wstępie chcę odbić piłeczkę, że „skoro mi się nie podoba, to powinnam wyjechać”. Ależ podoba mi się, czego wyraz przedstawiłam w różowym, wcześniejszym artykule. Nie oznacza to jednak, że jestem bezkrytyczna. Widzę wady Szwajcarii tak jak widzę wady Polski, ale zawsze staram się je oceniać patrząc na cały obraz.

Tym razem jednak zakładam ciemne okulary i obiecuję sobie solennie, że nie powiem ani jednej najmniejszej dobrej rzeczy na temat Szwajcarii. Dzisiaj jestem na NIE!…

Źródło: Unsplash, A. Perotto
  1. Drogo

Szwajcaria jest jednym z najdroższych krajów świata. Owszem, możecie podawać nieskończoną ilość argumentów o sile nabywczej franka, szwajcarskich zarobkach i produktach markowych, które wszędzie kosztują tak samo… Nie da się jednak podważyć faktu, że Szwajcaria jest naprawdę droga – wyjście „na miasto” kosztuje minimum 100 chf, kolacja w restauracji – 60 chf, a wynajęcie mieszkania w atrakcyjnym miejscu – nierzadko więcej niż 2000 chf.

Czytaj dalej …

Szwajcaria? TAK! Dlaczego? 10 powodów, dla których powinieneś wybrać Szwajcarię

Dzisiaj czas na wielkie TAK. Zapominamy o tym, że druga połowa szklanki jest pusta, zapominamy o marudzeniu, a raczej zostawiamy je sobie na drugi artykuł o wymownej nazwie „Szwajcaria? NIE!…”. Dlaczego Szwajcaria jest idealnym krajem do emigracji? Co tutaj jest piękne, wyjątkowe, niespotykane? W jaki sposób moje życie zmieniło się na lepsze dzięki wyjazdowi do Szwajcarii? Poniższe odpowiedzi są subiektywne. Nie uwzględniałam żadnych statystyk, kantonów („bo u mnie jest inaczej!”) ani innych punktów widzenia.

 

  1. NATURA

Na początek wymieniam to, co mnie najbardziej urzekło w Szwajcarii – piękno natury dostępnej ot tak na wyciągnięcie dłoni nawet jak się mieszka w miastach. Hola! – krzykniecie i podrzucicie cudowne zdjęcia tajemniczych Mazur, naszych bałtyckich plaż, falujących połonin w Bieszczadach… No dobrze, ale gdziekolwiek w Polsce nie mieszkałam, żeby zobaczyć te wszystkie nasze polskie cuda, musiałam organizować prawdziwą wyprawę. Kilka godzin pociągiem czy samochodem. Telepanie się PKSami za studenckich czasów, jazda stopem z dreszczykiem emocji… Dodajmy do tego jeszcze ograniczony budżet i czas. W rezultacie z naszych polskich cudów natury korzystałam tylko kilka razy w roku.

Źródło: Unsplash, Samuel Zeller

Czytaj dalej …

Dziurawa ochrona Emmentalera

Tomek Streit o serze:

——————————————————

Gdzie produkowany jest Emmentaler, najsłynniejszy szwajcarski ser? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta. W 2006 roku ser został wpisany do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych – AOP (Appellation d’origine protégée). Rejestr ten chroni nazwy regionalne lub tradycyjne oznaczenia produktów rolnych, których jakość i główne cechy są określane na podstawie ich miejsca pochodzenia. Jeżeli nazwa jest zarejestrowana, może być używana wyłącznie przez producentów wyznaczonego regionu geograficznego. Producenci ci muszą przestrzegać ścisłej listy specyfikacji, która gwarantuje, że wszystko, od surowców do procesu produkcji, pochodzi z wyraźnie określonego regionu pochodzenia. Ponadto produkt musi być wytwarzany zgodnie z tradycyjnymi metodami.

Źródło: blick.ch

Tyle w teorii. W praktyce ta prawna ochrona jest dziurawa jak sam ser. W samej tylko Szwajcarii Emmentaller może być produkowany nie tylko w dolinie Emmy. Pomiędzy Reutigen w Berner Oberland, a Güttingen nad Jeziorem Bodeńskim ser ze słynnymi dziurami wytwarzany jest w prawie 130 mleczarniach. Właściwie w centralnej i wschodniej Szwajcarii produkuje się więcej Emmentalera niż tam skąd oryginalnie pochodzi. Tylko jedna czwarta całości produkcji pochodzi z Emmental. Oczywiście taki ser nie poszczyci się etykietką AOP, ale kto by na to patrzył?

Czytaj dalej …