Na rowerze w Szwajcarii

Czy Szwajcaria jest krajem rowerów? Taki slogan pasowałby świetnie na tytuł artykułu. Mam jednak wątpliwości, czy to stwierdzenie jest prawdziwe. Owszem, Szwajcaria ma aż 12 tysięcy kilometrów oznaczonych ścieżek rowerowych, a jazda na rowerze jest pasją wielu tysięcy Szwajcarów. Co więcej, rowerzyści w Szwajcarii traktowani są niemal jak święte krowy drogowe. Zdarza się, że tworzy się za nimi wielki korek, szczególnie na ostrych podjazdach, ale nikt się nie niecierpliwi, a przynajmniej tego nie okazuje. Kilka tygodni temu w szwajcarskiej prasie pojawił się filmik nagrany przez profesjonalnego kierowcę, który krzyczy z szoferki na rowerzystów. Szofer stracił pracę, a sprawą zajęła się policja – rzekomo, gdy wyprzedzał rowerzystów nie zachował bezpiecznej odległości. Czy jednak to wystarczy, żeby ogłosić Szwajcarię krajem rowerów? Na pewno bardziej niż Polskę, ale nadal nie tak jak Holandię, Belgię i inne płaskie, zurbanizowane kraje. Nie wątpię, że w grę wchodzi ukształtowanie terenu Szwajcarii, które wiele przepięknych miejsc zostawia wyłącznie dla rowerowych profesjonalistów… lub właścicieli e-rowerów, które szturmem zdobywają Szwajcarię!

Źródło: Unsplash, Tiffany Nutt

Czytaj dalej …

O ekologii, demokracji i sprawczości, czyli o kropli wody, która drąży skałę

Segreguję śmieci. Mam w kuchni 3 mało estetyczne opakowania, do których wrzucam wszystko, co nadaje się do ponownego przetworzenia. Gdy się wypełnią, wynoszę je na klatkę schodową do wielkich pudeł na recycling. Co 2 tygodnie jadę na śmietnisko, żeby to wszystko ładnie posegregować.

Nie obchodzi mnie, czy segregują moi sąsiedzi. Myślę, że tak, bo gdy tylko sąsiad mnie przyuważy brzęczącą pudłem wypełnionym szklanymi butelkami, nie omieszkuje mi wręczyć swojego pojemnika tak przy okazji. Nie cierpię tego, bo sąsiad nie myje puszek po tuńczykach i nie płucze butelek po winie, więc jego śmieci do segregacji niemiłosiernie cuchną, ale robię dobrą minę do złej gry i i tak je zabieram. Sąsiad za to kosi mi trawnik.

Źródło: Unsplash, Kristopher Roller

Ale tak naprawdę mnie to nie obchodzi. Nie obchodzi mnie też, czy Ty segregujesz śmieci, mój czytelniku. Ja akurat segreguję, bo czuję się bezsilna wobec tego oceanu plastiku, jednorazówek i „szybkiej mody”. To jest mój jednoosobowy protest. Wiem, bardziej zauważalne są krzyki na marszach proekologicznych, ale ja na takie marsze nie chodzę. Nie dlatego, że nie chcę. Po prostu fatalnie czuję się w tłumie. A zresztą uważam, że w naszym świecie jest za dużo krzyku, a za mało działania. Jednoosobowe działanie jest uważane za nieskuteczne, więc zamiast tego jednostki wolą się spotykać na marszach i krzyczeć, żeby działać wspólnie. Wy sobie krzyczcie, a ja będę działać, mimo że cały świat przekonuje mnie, że to jest bez sensu.

Czytaj dalej …

Święto Winobrania w Vevey raz na pokolenie

Jeśli jesteście kolekcjonerami rzeczy niepowtarzalnych, nie możecie ominąć tegorocznego Święta Winobrania. Fête de Vignerons organizowane jest od 1797 roku tylko raz na pokolenie – co 20 – 25 lat. Od 18 lipca do 11 sierpnia oczy świata będą zwrócone w stronę niewielkiego szwajcarskiego miasta na brzegu Jeziora Genewskiego – Vevey.

Hajlajtem święta jest niewątpliwie spektakl, który będzie rozgrywał się każdego wieczoru na olbrzymiej arenie (17 500 m2) mieszczącej 20 tysięcy widzów. Zapowiedzi reżyserów robią wrażenie: 5 scen, 5500 aktorów, chór złożony z 1000 osób, tancerze, spektakularne efekty wizualne i przedstawienie najważniejszych szwajcarskich tradycji, takich jak zejście krów z hal, dzień Świętego Marcina, czy szwajcarskie wiejskie wesele. Budżet Fête de Vignerons – 100 milionów franków szwajcarskich – też wprawia w osłupienie.

Czytaj dalej …

Farmaceuta w Szwajcarii

Czy wiesz, że w szwajcarskich aptekach sprzedaje się nie tylko strzykawki, ale nawet całe zestawy do przyjmowania narkotyków? Chciałbyś się dowiedzieć, jak wygląda wywiad, którzy szwajcarscy farmaceuci przeprowadzają z pacjentką przed wydaniem tabletki „dzień po”? Ciekawi Cię, dlaczego panie aptekarki w Szwajcarii zachowują się nie jak nachalni sprzedawcy, ale jak lekarze? Czy wiesz, że w każdej szwajcarskiej aptece znajduje się gabinet zabiegowy, w którym farmaceuci mogą opatrzyć ranę, zmierzyć ciśnienie, czy wykonać testy na alergię?

Tajniki szwajcarskich aptek dziś odkryje przed Wami Ola Gromnicka, Gdańszczanka, od 2 lat zamieszkała w Szwajcarii. Wywiad jest częścią cyklu Jeden Zawód – Dwa Kraje. Bohaterzy tego cyklu pracowali w Polsce w danym zawodzie, a potem przenieśli się do Szwajcarii kontynuując swoją ścieżkę zawodową. Posiadają wiedzę dotyczącą pracy w tych dwóch krajach i chętnie dzielą się z czytelnikami swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Dotychczas ukazały się 3 wywiady z cyklu:

Czytaj dalej …

Specyfika szwajcarskiej służby zdrowia, czyli 10 rzeczy, które należy wiedzieć przed pierwszą wizytą u lekarza w Szwajcarii

Czy „jak chorować, to w Szwajcarii”? Aż tak, to nie. Lepiej w ogóle nie chorować. Ale jeśli już, to gdzie? To nie jest pytanie retoryczne. Wbrew pozorom odpowiedzi na te pytanie są różne. Jedni zarzucają szwajcarskim lekarzom niekompetencję i przepisywanie Dafalganu (czyli Paracetamolu) na wszystkie dolegliwości, inni uznają szwajcarską służbę zdrowia za wzór. Jak mówią rankingi? Idą za tym dysonansem. W rankingu WHO z 2000 roku Szwajcaria znalazła się na wysokim, ale nie imponującym 20 miejscu (Polska była 50), a w rankingu jakości i dostępności służby zdrowia (Global Burden of Disease z 2017 roku) stworzonym na podstawie wskaźnika umieralności ze względu na przyczyny, które można powiązać z służbą zdrowia na ostatnim miejscu podium. Jaka jest faktycznie ta szwajcarska służba zdrowia?

Źródło: Unsplash, Ani Kolleshi

Dzisiaj nie będę rozwodzić się nad wadami i zaletami szwajcarskich szpitali, przychodni i aptek, a postaram się odmalować ich specyfikę. Oto 10 aspektów dotyczących szwajcarskiej służby zdrowia, które mogą zaskoczyć Polaków:

  1. Obowiązkowo

Bez względu na to, czy pracujesz, czy niańczysz dzieci, co miesiąc musisz opłacić słony rachunek za ubezpieczenie medyczne. Podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego nie opłaca pracodawca. Ubezpieczenie nie jest tanie – za najtańsze modele z bardzo wysoką franczyzą trzeba zapłacić jakieś 200 – 300 chf.

Czytaj dalej …

Broń i tradycja, czyli niebezpieczny szwajcarski precedens?

19 maja 2019 roku odbędzie się referendum w Szwajcarii na temat zaostrzenia przepisów dotyczących posiadania broni palnej. Proponowane zasady wprowadzają co prawda wiele ograniczeń, ale nie zakazują posiadania broni, uczestnictwa w ćwiczeniach i klubach strzeleckich. Dlaczego więc ten temat rozpala emocje Szwajcarów niczym rozżarzony węgielek w morzu suchych traw? Rezultat referendum będzie miał bezpośrednie znaczenie na przyszłe relacje z Unią Europejską, a szwajcarskie „nie” może nawet wyeliminować Szwajcarię ze strefy Schengen.

Źródło: Unsplash, Autor: Antonio Grosz

Dlaczego Szwajcaria musi wprowadzić nowe przepisy?

W świetle ataków terrorystycznych, które wstrząsnęły światem w ostatnich latach, Unia Europejska postanowiła zaostrzyć przepisy dotyczące posiadania broni palnej. Szwajcaria nie jest co prawda członkiem UE, ale należy do strefy Schengen, dlatego w wielu kwestiach musi dostosowywać swoje prawo do przepisów unijnych. Szwajcarska Rada Federalna (mówiąc kolokwialnie: rząd) wynegocjowała specjalne warunki dla swoich obywateli argumentując, że prawo do posiadania broni jest jedną ze szwajcarskich tradycji i mimo że Szwajcarzy są uzbrojeni po zęby, ilość przestępstw przy użyciu legalnej broni palnej jest w Szwajcarii bardzo niewielka. Unia Europejska ustąpiła i zamiast wprowadzenia całkowitego zakazu posiadania broni półautomatycznej przez osoby prywatne pozwoliła Szwajcarom na wprowadzenie specjalnych pozwoleń wydawanych przez władze kantonalne. W dodatku, przepis nie dotyczy broni myśliwskiej i wojskowej, którą tradycyjnie żołnierze mogą zachować po zakończeniu obowiązkowej służby wojskowej. Jak przekonują inicjodawcy, proponowane zmiany są kosmetyczne i potrzebne do ochrony obywateli i kontroli nad bronią w Szwajcarii, a Unia Europejska i tak poszła na znaczne ustępstwa względem Szwajcarii.

Czytaj dalej …

Pielęgniarka w Szwajcarii

Niewątpliwie jeden z najmniej docenianych zawodów w Polsce. Bez względu na to jak ciężko i dobrze pracuje, zawsze obrywa. Nic dziwnego – to ona stoi na pierwszej linii frontu pomiędzy pacjentem a służbą zdrowia. Oskarżana o mechaniczność i brak serca, zapracowana i bardzo niewspółmiernie wynagradzana w stosunku do wysiłku, jaki podejmuje. Pielęgniarka. Według mojej rozmówczyni Ani, kobieta z misją.

Dzisiejszy artykuł jest częścią cyklu wywiadów z Polakami, którzy przenieśli się do Szwajcarii, by kontynować pracę w swoim zawodzie. Celem serii Jeden zawód – Dwa kraje jest próba porównania życia zawodowego w Polsce i Szwajcarii, a także pomoc rodakom w podjęciu decyzji o emigracji (albo wstrzymaniu się od tej decyzji). Do tej pory ukazały się 2 wywiady: z Mateuszem fizjoterapeutą i Anią architektką – serdecznie zapraszam do przeczytania.

Czytaj dalej …

Biznesmen na hujalnodze, czyli 10 szwajcarskich zaskoczeń

Czy coś mnie jeszcze zaskakuje w Szwajcarii po tych 7 latach? Bardziej występuje taki efekt meta-zdziwienia, czyli ja się dziwię, że ktoś się dziwi. Ewentualnie, gdy pojadę do innego kantonu i zobaczę, że tam jest inaczej niż w Vaud… No dobra, zdarza się to również, gdy się nieco zapomnę i przypedałuję dwie wioski dalej. A i w mojej wiosce występują okazjonalne szczęko-doły i gały-wyszły, na przykład gdy sąsiad, który zwykle wpada z winkiem i pomaga kosić trawę otworzy niepozorny garaż, a tam miliony koni… mechanicznych. Podsumowując: nadal się dziwię i codziennie uczę czegoś nowego. I dobrze. Dziwienie to w końcu cecha dzieci. Gdy przestajesz się dziwić, a zaczynasz wiedzieć wszystko, stajesz się starym zgredkiem.

Źródło: swissinfo.ch

Zebrałam dla Was 10 największych szwajcarskich zaskoczeń. Niekoniecznie je napotkasz jako turysta zabunkrowany w komfortowym hotelu i przemierzający utarte szlaki. Ale wystarczy tylko nieco z nich zboczyć, żeby napotkać szwajcarskie „to niemożliwe!”

Czytaj dalej …

Jak pracuje nauczyciel w Szwajcarii?

– Obyś cudze dzieci uczył!

– A proszę bardzo, byle w Szwajcarii!

Mimo wszystko odpowiedź na te popularne w Polsce powiedzenie jest nieco na wyrost. Praca nauczyciela jest ciężka i wyczerpująca psychicznie pod każdą szerokością geograficzną. Ale przynajmniej w Szwajcarii jest to praca szanowana i dobrze płatna.

Na potrzeby tego artykułu przeprowadziłam wywiad z koleżanką, która pracuje jako nauczycielka prawa i ekonomii w szwajcarskim liceum we francuskojęzycznym kantonie Vaud. Koleżanka wolała zostać anonimowa, ponieważ jako funkcjonariusz publiczny nie jest uprawniona do udzielania informacji prasie bez pozwolenia dyrektora placówki, w której pracuje.

Źródło: Unsplash, Autor: Jeshoots

Zacznijmy od tego, że temat szkolnictwa w Szwajcarii jest bardzo skomplikowany, ponieważ edukacja (na niższym poziomie niż uniwersytety i szkoły wyższe) leży w gestii kantonów. Oznacza to, że w kantonie Genewa nauczyciel zarabia i pracuje inaczej w kantonie Gryzonia.

ILE PRACUJE I ILE ZARABIA NAUCZYCIEL?

To zależy od kantonu!

Czytaj dalej …

Daleko od zgiełku – termy w Bad Zurzach

Do term zostałam zaproszona przez Marcina już we wrześniu, ale wieczny brak czasu i długo gojące się tatuaże sprawiły, że do Bad Zurzach dotarłam aż pół roku później. Tak, dobrze słyszycie – przez Marcina! Nasi tam rządzą (a przynajmniej nasz), a gdy nasi tam rządzą, to we mnie rodzi się taka dziwna, atawistyczna duma, która mi każe wspierać ich przedsięwzięcia. Bo my jesteśmy po prostu dobrzy, kreatywni i świetnie zorganizowani i zasługujemy na to, żeby grać pierwsze skrzypce. I co ciekawe, często w Szwajcarii te pierwsze skrzypce gramy. Ten artykuł jednak ma nie być polonocentryczną pieśnią pochwalną, ale relacją z pobytu w termach w Bad Zurzach.

Bad Zurzach to malutkie, nadreńskie miasteczko położone w północnym kantonie Argowia tuż przy granicy z Niemcami. Co prawda mieszkam we francuskojęzycznym Vaud aż 2 i pół godziny od Bad Zurzach, ale nie mogłam odmówić przyjazdu. Po pierwsze, podróż do mało znanej mi Argowii to okazja na poznanie nowych miejsc, a po drugie liczyłam na nocne Polaków rozmowy, bo Marcin nie przejmując się konwenansami zaprosił nas do siebie.

– Co będziecie spać po hotelach, jak możecie spać u nas 3 minuty na piechotę od termów w warunkach all-inclusive.

Zabrałam więc strój kąpielowy, klapki i niejaką Martę i wyruszyłam na przygodę!

Czytaj dalej …