Tramwajem do nieba, czyli o Polce, co ujeżdża zuryskie tramwaje

– Tuż po tym, gdy zaczęłam jeździć bez instruktora, mój partner zrobił mi zdjęcie za kółkiem. Wiedział, o której godzinie będę przejeżdżać i specjalnie na mnie czatował na pobliskim przystanku. Gdy zobaczyłam zdjęcie, które mi zrobił po plecach przeszedł mi zimny dreszcz. Po raz pierwszy uzmysłowiłam sobie, że prowadzę trzydziestotonowy, kilkunastometrowy pojazd wypełniony ludźmi. Poczucie odpowiedzialności na moment mnie zmroziło…

Bohaterką mojego dzisiejszego artykułu jest Joanna Tutak, która codziennie za kierownicą tramwaju przemierza ulice Zurychu. Czy łatwo w wieku 37 lat zmienić swoje życie, przekwalifikować się i zasiąść za kółkiem tej imponującej maszyny? Asia przyznaje, że decyzja była trudna, rekrutacja długa i wyczerpująca, ale za to jaka teraz śliczna perspektywa zza kółka tramwaju! Ja za to po naszej rozmowie nabrałam większego szacunku dla motorniczych, którzy muszą prowadzić taki nieco zwrotniejszy pociąg kursujący w ekstremalnych warunkach zatłoczonego miasta. A ileż to ja razy przechodziłam im przed nosem, ufając w refleks i dobre oczy kierowcy. Nigdy więcej!

Czytaj dalej …

Jak zwiedzać szwajcarskie winnice?

Obszar szwajcarskich winnic Lavaux rozciąga się między Lozanną a Vevey na tarasowym zboczu schodzącym stromo do Jeziora Genewskiego obramowanego ośnieżonymi szczytami Alp. Krajobraz śródziemnomorski z górami w gratisie, ziszczona bajka, żywa pocztówka. Nic dziwnego, że Lavaux zostało objęte ochroną jako obiekt dziedzictwa kulturowego UNESCO, a nieliczne domy w winnicach są horrendalnie drogie i wpływają na ceny mieszkań w całym regionie. Może to i dobrze? W końcu ten widok jest wart miliony i w taki sposób niewiele może go zepsuć.

Winnice Lavaux, widok z Domaine Alain Chollet, z Villette
Czytaj dalej …

Jacy są Szwajcarzy tak naprawdę?

Tak, tak, dziś będzie o stereotypach. Gdy ktoś mnie pyta „jacy są Szwajcarzy?”, reaguję pytaniem „a jacy są Polacy?”. Zwykle mój rozmówca odpowiada: „gościnni i otwarci” albo „zakompleksieni i honorowi”. Ja wtedy znowu pytam: „czy Ty, Twój wujek i sąsiad jesteście gościnni i otwarci?”. Rozmówca na to „ja bardzo lubię gości i jestem otwarty. Jeśli chodzi o wujka, to zależy który. Mam jednego, który jakby mógł, to by gości witał widłami, ale reszta raczej w porządku. Sąsiadów nie znam, bo mieszkam w nowym bloku. Tu mało kto mówi „dzień dobry”. Odpowiadam mu wtedy. „No właśnie. Szwajcarzy są odpowiedzialni i pragmatyczni. Mój partner taki jest. Jego wujek za to kupił Ferrari i go rozbił na drzewie, skąd dał nogę. A siedemdziesięcioletni sąsiad głosuje w każdym referendum i jest bardzo zaangażowany politycznie i społecznie, ale co dwa dni w środku pandemii rozkręca imprezy. Jeśli jednak zapytasz mnie o cechy narodowe Szwajcarów, nadal wymienię odpowiedzialność i pragmatyzm.”

eda.admin.ch
Czytaj dalej …

Nie da się pomóc całemu światu

Nie da się pomóc całemu światu. Nikt nie jest w stanie udźwignąć cierpienia, które nas otacza. Nawet środki milionerów-filantropów toną w morzu potrzeb, a co dopiero mówić o naszych pracowicie odłożonych zaskórniakach. Wiele osób, które angażuje się w pomoc, rezygnuje po pewnym czasie zmiażdżona bezsilnością. „Nie zbawię świata. To, co mogę dać nawet nie jest kroplą w morzu potrzeb”. Fakt, nie zbawisz całego świata. Ale dla tego malutkiego światka, światka, który Cię bezpośrednio dotyka, możesz być zbawieniem.

Marta z maluchem.

Z chorobą jest jak ene-due-rabe, na kogo wypadnie, na tego bęc. Trafiło na moją przyjaciółkę ze studiów, Martę. Chyba słyszeliście już wiele takich historii. Jednego dnia Marta chodziła do pracy, bawiła się ze swoim synkiem Antkiem i wiła gniazdko w oczekiwaniu na drugiego fonfla. Następnego trzymała w rękach lejącego się w dłoniach miniaturowego Franka i czekała na diagnozę jak na wyrok. Z dnia na dzień z tej, która po pracy chodzi na piwo z koleżankami, ogląda seriale i martwi się o to, gdzie pojechać na wakacje przeszła na drugą stronę. Tych, którzy proszą. Wyobrażacie sobie, że kiedykolwiek byście byli zmuszeni do zaprojektowania ulotki z prośbą o datki na Wasze dziecko?

Czytaj dalej …

Szwajcarskie wesela w obiektywie fotografa

Szwajcarzy uwielbiają naturalność, ale wszystko skrzętnie planują. Na weselach raczej się nie tańczy, ale nie jest nudno – para młoda zaskakuje gości, a goście zaskakują parę młodą – gdybym miała podsumować szwajcarskie wesela na podstawie rozmowy z Heleną Brauer, która od trzech lat uwiecznia je na zdjęciach, tak zapewne by to brzmiało. Bo któż może wiedzieć więcej na temat wesel niż fotograf, który ma ekskluzywny wstęp za kulisy imprez i nieraz jest bliżej państwa młodych w tych najważniejszych chwilach niż ich przyjaciele?

Zdjęcie: Helena Brauer

Czy szwajcarskie panny młode to bardziej bridezille czy słodkie owieczki? Które imprezy są bardziej huczne – polskie czy szwajcarskie? Czy w Szwajcarii też są modne zdjęcia w nietypowej scenerii na przykład w nieczynnych fabrykach czy na torach? I co chodzi z tymi zaskoczeniami, które wymieniłam na wstępie? Na te wszystkie pytania postaram się Wam odpowiedzieć z pomocą polskiej fotografki.

Czytaj dalej …

Pies w Szwajcarii – spojrzenie praktyczne

Minęło już pół roku, odkąd zamieszkał ze mną biały futrzak z pomarańczową łatką na oku. Reksio? Nie, Easter, ale używam jego prawdziwego imienia tylko, gdy nabroi. Na co dzień wołam na niego Istek. Choć reaguje nawet na „myszko”, ale nigdy na „kto mi zjadł skarpetkę?” i „co robi mój kapeć w psim legowisku?”. Pochodzi ze szwajcarskiej hodowli i jego drzewo genealogiczne jest dłuższe niż moje, a jednak charakter i upodobania ma po Burku.

Góry z psem to marzenie!

Opowiem Wam dziś, jak się żyje z psem w Szwajcarii. Będzie praktycznie – jeśli chcecie suche fakty i przepisy, zapraszam raczej TU. Będzie subiektywnie – wiem, że są osoby, które skarżą się na kłopoty z wynajmem mieszkania i nietolerancyjnych sąsiadów reagujących na każdy dźwięk psiaka. Mnie to nigdy nie spotkało.

Czytaj dalej …

O pisaniu i o życiu

Coś się kończy, coś się zaczyna. 2020 rok nas nie rozpieszczał, dlatego nie będę go podsumowywać, bo taki bilans mógłby być jednym z bardziej depresyjnych tekstów na blogu. Ale tak czy siak chciałabym stworzyć artykuł inny niż zwykle. Nie o Szwajcarii, nie o emigracji, tylko o blogowaniu i pisaniu. A tak naprawdę o życiu.

Bloguję już od siedmiu lat, w zeszłym roku wydałam dwie książki, a razem na koncie mam ich cztery. Wydawałoby się, że już jestem sezonowanym, dojrzałym twórcą, żadnym tam świeżakiem. A jednak ciągle się uczę – od czytelników, od innych autorów, od recenzentów, od pracowników wydawnictw i od redaktorów gazet… Jedni powiedzą, że muszę być wyjątkowo odporna na wiedzę, skoro przez kilka lat nie pojęłam, jak działa ten biznes. Ja wolę mówić, że nie przestałam się rozwijać. Gdy stanę w miejscu, chyba będę musiała zamknąć ten kram i wziąć się za coś całkowicie innego.

Czytaj dalej …

Geismeitli

Czy lubicie mroczne alpejskie legendy, które dobrze się czyta z kubkiem czegoś gorącego i mocnego, koniecznie z psem grzejącym stopy albo z innym obrońcą przed zimowymi koszmarami…?

Jeśli tak, zajrzyjcie koniecznie do Meiringen do dawnego hotelu Anderegg, w którym króluje nasza malarka Marta Kołodziej. Marta w tym roku organizuje wystawę o pewnej tajemniczej istocie, która każdego roku nawiedza tradycyjne pochody Trychlerów – o Geismeitli.

Czytaj dalej …